13 03.18 08:21
Nowszy wpis Starszy wpis

Co z Mariuszem, czyli w prasie o Jadze

We wtorkowej prasie numerem jeden jest temat kontuzji Mariusza Pawełka. Ponato w dużym wywiadzie Taras Romanczuk mówi o tym, jak otrzymywał polskie obywatelstwo.

Rzeczpospolita
Taras Romanczuk o obywatelstwie i meczu z Lechem. - Podchodziłem do tego bardzo spokojnie. Wszystko zaczęło się od mojego przyjścia do Jagiellonii. Powiedziałem, że mam polskie korzenie, zaczęliśmy rozmawiać na ten temat i razem szukać dokumentów. Rok temu, w lutym, złożyłem wniosek. Wiedziałem, że został dobrze przygotowany, bo na zgromadzenie dokumentów poświęciłem sporo czasu. (...) W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze. Dopiero po przerwie Lech narzucił swoje warunki i strzelił bramkę na 2:1. Jeszcze przez kolejnych dziesięć minut prowadziliśmy wyrównaną grę, a potem wszystko się rozsypało. W niedzielę byliśmy jacyś tacy porozrzucani po boisku. Musimy wrócić do naszej organizacji gry i wtedy wyniki będą takie, jakich oczekują kibice.

Romanczuk poprawi wizerunek Ukraińców w Polsce? - Z integracją społeczną z kolei sprawa jest złożona. Potrzeba na to czasu. Ukraińcy w Polsce, m.in. ze względu na warunki pracy, mają kontakt głównie ze swoimi rodakami. Ale widać, że próbują nawiązywać też więzi z Polakami. Problem stanowią nieprzerobione lekcje między naszymi narodami, np. historii. Choć badania pokazują, że Polacy, którzy mieli styczność z Ukraińcami – zwłaszcza pracodawcy – mają do nich pozytywny stosunek. Ważny jest zatem wzajemny kontakt. Na pewno gra Romanczuka w reprezentacji Polski miałaby pozytywny wpływ na wizerunek Ukraińców wśród Polaków.

Przegląd Sportowy
Prześwietlenie Ivana Runje. - Na obozie w Turcji z Arim Novikovasem wydaliśmy trochę euro za spóźnienia na śniadania. Jako piłkarz Nordsjaelland miałem dobrą taktykę. Śniadanie zaplanowano na 9, a ja o 8:59 stawałem jedną nogą w restauracji, machałem do trenera: „Tutaj jestem” i z powrotem do pokoju. (...) Z Cypru trudno trafić do Anglii, Niemiec czy Hiszpanii. Probierz zobaczył mnie w meczach z Jagiellonią i zapamiętał. Znał się z moim agentem. I to on zadzwonił do trenera, kiedy kończył się mój kontrakt z Omonią. Probierz nie miał wątpliwości, znał moje umiejętności. Przenosiny do Polski potraktowałem jako krok do przodu. (...) Z lotniska w Warszawie odebrał mnie Arek Szczęsny, nasz team manager. Jedziemy do Białegostoku. Zagaduję po drodze: „Jak zespół? O co walczy w tym sezonie?”. „Nie wiem, na razie tylko ty przyszedłeś. Miejsce? Dziesiąte, jedenaste, może być walka o utrzymanie”. Pytałem siebie: kurczę, co ja tutaj robię? A jeszcze podróż się ciągnie, droga rozkopana, bo remonty. Arek opowiada dalej: „Przygotuj się, bo zimą będzie minus 20 stopni”. A ja ostatnie półtora roku spędziłem na Cyprze, gdzie było 30 stopni na plusie. Gdzie ja jestem? Zadzwoniłem do ojca: „Nie mogę tu zostać, nie wytrzymam”. „Dobra, wracaj”. Pojechaliśmy do biura, skończyliśmy rozmowy, podpisałem kontrakt. I spotkałem Probierza. „Ivan, jutro trening. W tym sezonie będziemy pierwsi” – usłyszałem. (...) Probierz często do tego wracał. W końcówce sezonu, jak zostało dziesięć kolejek, to na każdej odprawie pytał: „Ivan, co powiedziałem, kiedy się poznaliśmy?”. „Że będziemy pierwsi panie trenerze”. „No widzicie!”. To był bardzo dobry sezon. Dla Jagiellonii i dla mnie. Grałem stabilnie, nie pamiętam, żebym miał dwa złe mecze, ba, nie przypominam sobie, żebym w jednym coś zawalił.

Pawełek zagra już z Arką? - Dopiero po zejściu z boiska zajęli się nim lekarze z karetki pogotowia. Minęło kilka minut i na szczęście wszystko wróciło do normy. Pawełek przeszedł w poniedziałek badania, które wykluczyły poważniejszy uraz. – Zostałem uderzony w głowę, która bezwładnie odskoczyła i naciągnęła mięsień szyjny. Potwierdziło to badanie USG. Pewnie nastąpił jakiś uraz na nerw i stąd ten chwilowy niedowład. Kontuzja nie jest poważna. Dostałem zastrzyk z osocza. Mam nadzieję, że ból szybko przejdzie. Powiedziałem lekarzom, żeby prędko stawiali mnie na nogi, bo chcę grać w najbliższym meczu z Arką – dodał bramkarz Jagiellonii

Kurier Poranny
Co z Pawełkiem? - Mariusz Pawełek przypłacił kontuzją niedzielny występ w Poznaniu z Lechem, zakończony porażką żółto-czerwonych 1:5. Bramkarz Jagi zszedł z boiska już w pierwszej połowie. Początkowo uraz wydawał się bardzo groźny, bowiem bramkarz nie miał czucia w lewej ręce i został przewieziony do szpitala na badania. Na szczęście skończyło się na strachu. 36-latek ma naciągnięty mięsień szyjny.

Gazeta Współczesna
Duże rozczarowanie w Poznaniu. - W Poznaniu zabrakło siły. Nie fizycznej, ale siły woli, charakteru, zdecydowania. Trzeba to natychmiast wskrzesić, co powtarzają sami piłkarze i trenerzy. Niedzielna klęska nie może zostać w głowach, ale nie powinniśmy też o niej zapominać. To jest przestroga. Rekordy klubowe, pozycja lidera tabeli – to wszystko miłe, ważne. Ale niczego jeszcze nie wygraliśmy. Sezon trwa i najważniejsze bitwy przed nami. Teraz właśnie trzeba pokazać charakter. Podnieść ostudzone w Poznaniu głowy i udowodnić siłę.

Gazeta Wyborcza
Pawełek chce wrócić na Arkę. - Kontuzja Mariusza Pawełka nie okazała się zbyt poważa. Bramkarz Jagiellonii Białystok chciałby już w czwartek wrócić do treningów.
Mariusz Pawełek do Jagiellonii trafił we wrześniu minionego roku. Doświadczony bramkarz został awaryjnie ściągnięty, gdyż kontuzjowani byli i Marian Kelemen i Damian Węglarz. Jesienią 36-letni zawodnik zagrał w trzech meczach w ekstraklasie w barwach białostockiego klubu. Podczas zimowej przerwy w rozgrywkach z problemami zdrowotnymi zmagał się Marian Kelemen, a więc miejsce w podstawowym składzie wywalczył Mariusz Pawełek. W wyjściowej jedenastce rozpoczynał wszystkie sześć pojedynków w tym roku. W niedzielę, w starciu z Lechem Poznań (porażka 1:5), również zagrał od pierwszej minuty. Na murawie nie przebywał jednak długo. Przy jednej z interwencji nabawił się urazu i po pół godzinie gry jego miejsce w bramce zajął Marian Kelemen.

Słabszy moment w Poznaniu. - Porażka z Lechem Poznań była dotkliwa. Piłkarze Jagiellonii Białystok muszą jednak szybko o niej zapomnieć. Być może takie lanie wyjdzie też na plus? Białostoczanie świetnie rozpoczęli tegoroczne zmagania w ekstraklasie. W pięciu pierwszych spotkaniach zdobyli komplet punktów (2:0 z Piastem Gliwice, 1:0 z Cracovią, 4:1 z Lechią Gdański, 2:0 z Legią Warszawa, 2:0 z Wisłą Kraków). Ustanowili klubowy rekord kolejnych wygranych i awansowali na pozycję lidera. Wraz z dobrymi wynikami pojawiało się coraz więcej głosów, że Jagiellonia jest bardzo poważnym kandydatem do mistrzostwa Polski. Jasne było, że przyjdzie słabszy mecz Mimo serii zwycięstw trener Ireneusz Mamrot, jak też piłkarze, podkreślali, że trzeba zachować spokój. Jasne też było, że przyjdzie słabszy mecz. Rzeczywistość jest taka, że nie da się grać zawsze na najwyższym poziomie i wygrywać wszystkich konfrontacji.