07 11.07 22:20
Nowszy wpis Starszy wpis

Brazylijczycy w Jagiellonii

Everton i Rodnei      Rodnei gra tak dobrze, że mógł zwrócić na siebie uwagę najlepszych klubów w Polsce. Everton też szybko przekonał władze Jagiellonii do tego, że warto go wykupić. Nie wiadomo. czy białostoczanie zdołają zatrzymać ich u siebie na rundę wiosenną, ale Brazylijczycy chcą zostać

Wiosną podczas obserwacji FC Vilnius białostoccy trenerzy upatrzyli sobie dwóch zawodników pochodzących z Brazylii: napastnika - Kleyra Vieirę Dos Santosa i obrońcę - Rodneia Francisco de Limę. Po awansie do ekstraklasy zaprosili obu do siebie, lecz władze litewskiego klubu długo poszukiwały im lepszej drużyny - wysyłały m.in. do Rumunii i Niemiec. Tak więc z Brazylijczyków z Wilna pierwszy - w połowie lipca - do przygotowującej się do nowego sezonu Jagiellonii dołączył Everton Antonio Pereira. Nieoczekiwanie? Nie do końca, bo już rok wcześniej Artur Płatek starał się sprowadzić go do Górnika Łęczna, lecz wtedy nie udało się porozumieć z Litwinami. Trener postanowił sprowadzić go ponownie, chociaż ostatnio Everton nie miał pewnej pozycji w swoim klubie.
- Nie byłem w stanie skupić się tylko na treningach i meczach, miałem kłopoty osobiste. Klub z Wilna nie zachowywał się fair, żona nie mogła dostać wizy. To wszystko odbijało się na mnie mentalnie - wspomina zawodnik.
Everton został potwierdzony do Jagiellonii dopiero przed trzecią kolejką spotkań. Chociaż w sparingach występował na środku pomocy, w białostockiej ekipie zadebiutował na środku obrony. Początek miał bardzo udany, imponował zwłaszcza pewnymi odbiorami piłki. Prezentował się dobrze, mimo że nie dało się nie zauważyć, iż nie jest najlepiej przygotowany do gry fizycznie. W końcówce pierwszego spotkania musiał zostać zmieniony, bo łapały go skurcze mięśni.
W połowie sierpnia do Białegostoku dojechał też w końcu Rodnei. Po dwóch kolejnych tygodniach oczekiwania na potwierdzenie do Jagiellonii wreszcie mógł zagrać. Choć niewiele trenował z zespołem, Płatek tak szybko jak tylko mógł, wystawił go do gry na bardzo odpowiedzialnej pozycji środkowego obrońcy. Debiut Rodneia wypadł przeciętnie, lecz później prezentował się już bardzo dobrze; oczywiście z wyjątkami, jak choćby występ w Krakowie przeciwko Wiśle (0:5).
- Porażka w Krakowie była najtrudniejszym momentem, ale ostatnie wyniki już są zadowalające - ocenia czarnoskóry obrońca. - Nasza drużyna powoli się zgrywa, coraz lepiej się rozumiemy i zaczynamy prezentować jako zespół coraz lepszy poziom. Szczególnie kiedy gramy u siebie, wtedy jesteśmy bardzo silni.

Szansa Evertona

Trener Płatek twierdzi, że porażka w Krakowie była przełomowa dla jego ekipy, która od Everton w akcji tamtej pory spisuje się rewelacyjnie: remis z Zagłębiem Lubin, wygrane w Wodzisławiu Śląskim i z Lechem Poznań.
- Jak trener tak mówi, to dobrze. Ja dopiero teraz się o tym dowiaduję, bo jak nikt mi nie przetłumaczy, to nic nie rozumiem - ze śmiechem przyznaje Rodnei.
Rodzinne Sao Paulo opuścił niedawno, w Wilnie grał od zeszłego roku. Żadnego innego języka poza portugalskim nie zna. Po polsku umie najprostsze zwroty, typu „cześć”, „dzień dobry”.
- To bardzo trudny język. Chciałbym na pewno zapisać się na jakiś kurs językowy, ale wciąż nie wiem, jaka czeka mnie przyszłość. Muszę być pewny przyszłości, by coś planować - 22-letni obrońca identycznie mówi, kiedy pytamy go o rodzinę. W Europie jest samotny. Z bliskimi w Brazylii kontaktuje się za pomocą internetu. - Jeśli ustabilizuję się, będę twardo stał na nogach, wtedy pomyślę o rodzinie.
Jak brata traktuje za to o sześć lat starszego Evertona, który stara mu się pomagać. Jemu jest łatwiej nie tylko ze względu na obecność bliskiej osoby (żony). Przed przyjazdem do Białegostoku grał na Litwie i Ukrainie. Porozumiewa się po rosyjsku i angielsku.
Obu Brazylijczyków mocno wspiera także rodak, Cleres Pacheco, mieszkający tu od pięciu lat. M.in. tłumaczy im prasę, więc obaj wiedzą, jak są oceniani, a dzięki transmisjom w Canal+ poznają kolejnych rywali Jagiellonii.
- Lubię oglądać wszystkie mecze, ulubionej ligi nie mam - twierdzi Rodnei, którego prosimy o ocenę poziomu polskiej ekstraklasy. - Jest znacznie słabsza od brazylijskiej, ale trochę lepsza od litewskiej.
Co najbardziej zwróciło ich uwagę na naszych stadionach? Kibice.
- Wcześniej z podobnie reagującymi mieliśmy styczność tylko w Brazylii, ale polscy i tak są szczególni. Zaskakuje to, że nawet jak drużyna przegra, oni kibicują. Nie ma presji i wyzywania - twierdzą.
Odkąd Rodnei włożył żółto-czerwonego pasiaka, Everton został przesunięty z obrony na środek pomocy Jagiellonii. W przeszłości także występował na obu tych pozycjach.
- Zaczynałem karierę jako obrońca. Jednak trenerzy z powodu dobrej techniki i podania często chcieli, bym grał na środku boiska. Kiedy czuję się mocny fizycznie, wtedy sam to lubię. Jednak kiedy sytuacja jest taka jak teraz, kiedy nie jestem na sto procent przygotowany, wolałbym grać w obronie.
W pomocy Everton początkowo też spisywał się przyzwoicie, ale później trochę słabiej i od meczu z Wisłą siedzi już na ławce.
- Nie wiem, jak jest w przypadku Polaków, ale chyba podobnie jak Brazylijczykom bardzo trudno usiedzieć im na ławce. Nie lubię tego, ale przecież widzę, że drużyna gra dobrze i kibicuję jej ze wszystkich sił. Szanuję decyzję trenera, który wytłumaczył mi, dlaczego jestem rezerwowym. Przyszliśmy tutaj z ligi litewskiej, gdzie kalendarz wygląda zupełnie inaczej. Kiedy tu się zaczyna sezon, tam się kończy. Trener zauważył, że jestem trochę przemęczony, zresztą wskazywały też na to wyniki badań. Powiedział, że chce mnie ochronić przed większym przemęczeniem, że daje mi odpocząć i spokojnie wrócić do formy.
Everton czeka na okazję, by znowu wywalczyć miejsce w jedenastce Jagiellonii. Na wtorkowym treningu dowiedział się, że z powodu nadmiaru kartek w najbliższym spotkaniu z Legią w Warszawie nie zagra Jacek Markiewicz.
- Jeśli trener postawi na mnie, będę bardzo szczęśliwy. Lubię grać w takich trudnych meczach i zagram najlepiej jak potrafię. Jestem jednak świadomy, że nie gram o życie. Po tych trzech meczach, w których nie wystąpiłem, czuję się dużo lepiej. Jestem wypoczęty i palę się do gry. O zmęczeniu z początku sezonu nie ma już mowy.
Pytamy, co sądzi o swoim potencjalnym konkurencie do miejsca po Markiewiczu, Jacku Falkowskim.
- No tak, w ostatnim meczu to on pojawił się na boisku na zmianę. Widać, że ma umiejętności. Jest jeszcze młody i czeka go dużo nauki, ale będzie uczył się, jak będzie grał. Im więcej będzie grał, tym będzie lepszy, tak jak Marek Wasiluk.

Nie boją się Legii

Rodnei w akcji Chociaż obaj Brazylijczycy nie mieli okazji optymalnie przygotować się do gry, są bardzo pozytywnie oceniani z tego, co prezentują na boisku. Szczególnie w przypadku Rodneia przewidywania są takie, że Jagiellonii trudno będzie go utrzymać.
- O tym, że mam gdzieś odejść, dowiaduję się jedynie z prasy. Jak dla mnie to zwykłe spekulacje, bo nikt ze mną na temat mojej przyszłości jeszcze nie rozmawiał. Na razie chcę skończyć tę rundę i spokojnie czekam, co będzie dalej - zapewnia.
Zarówno w przypadku Rodneia, jak i Evertona białostoczanie muszą (twierdzą, że mają taki zamiar) po zakończeniu rundy podjąć rozmowy z ich klubami na temat wykupienia piłkarzy. Prościej wygląda sprawa tego drugiego.
- Jestem wypożyczony do Jagiellonii do końca roku, a klub z Wilna na pewno chce mnie sprzedać - mówi Everton. - Jagiellonia ma pierwszeństwo na kupno i musi tylko zdecydować, czy mnie chce. Ja chcę grać tutaj nadal, bo trener już mi powiedział, że liczy na mnie w następnym roku.
Rodnei, choć trafił do Białegostoku z Wilna, jeszcze do lata jest piłkarzem jednego z brazylijskich klubów.
- To on zdecyduje, co dalej ze mną będzie, ja tu mam mało do gadania. Spokojnie czekam. Dalej chcę po prostu grać w Europie, ale nie myślę o przyszłości, zostawiam to w rękach Boga - mówi Brazylijczyk. - Jestem bardzo zadowolony z gry w Jagiellonii, z tego, że tu trafiłem i mogę pokazać swoje umiejętności. I jeśli tu zostanę, dalej będę szczęśliwy. Niesamowici są zwłaszcza kibice, bardzo pomagają piłkarzom - powtarza Rodnei.
Zwracamy uwagę, że zdecydowana większość piłkarzy w Polsce chciałaby grać w Legii lub Wiśle.
- Każdy chce grać w jak najlepszym klubie, ale ja naprawdę jestem zadowolony w Jagiellonii - odpowiada Rodnei. Przez godzinę wraz z Evertonem przekonywali, że chcieliby zostać w Białymstoku.
- Jestem tutaj szczęśliwy ze swoją żoną, mamy dobre relacje w klubie, z trenerem - mówi Everton. - Jeśli zostanę na kolejną rundę, będę miał okazję normalnie przygotować się do rundy i jestem pewien, że pomogę zespołowi znacznie więcej niż obecnie.
Kłopotami finansowymi klubu się nie zrażają. Z zadowoleniem stwierdzają, że dwumiesięczne zaległości w wypłatach zostały uregulowane i spokojnie czekają na 10 listopada, kiedy mija termin przelania na konta kolejnej pensji.
Najbliższe spotkanie z Legią powinno być szczególne dla Rodneia. Po pierwsze chodzą słuchy, że warszawianie chcą go pozyskać, lecz on traktuje te informacje jako spekulacje. Także dlatego (to po drugie), że przed przyjazdem do Białegostoku przez trzy dni trenował ze stołeczną jedenastką.
- I dowiedziałem się, że Legia nie potrzebuje obrońcy, a menedżer kazał mi jechać do Jagiellonii. Zdążyłem poznać tylko Brazylijczyków grających w Legii, bo mi pomagali. Nikogo więcej, gdyż po treningach wracałem do hotelu i szybko przeniosłem się do Białegostoku. Wiem, że Legia jest bardzo dobrym klubem i ma dużo kibiców. Wiadomo, że grają w niej bardzo dobrzy piłkarze, znamy ich wartość. Ale to są piłkarze tacy jak my. Nie mamy czego się bać. Postaramy się o jak najlepszy wynik, jeśli Bóg da, to nawet zwycięstwo. Najważniejsze, byśmy zagrali tak dobrze w piłkę jak ostatnio - twierdzi brazylijski obrońca.
Ma świadomość, że zwycięstwo Jagiellonii byłoby megasensacją.
- W życiu nie ma rzeczy niemożliwych. Wychodząc na boisko, każdy ma równe szanse, a czym się skończy, zobaczymy dopiero na koniec meczu - odpowiada Rodnei.
- Nie ma co przewidywać wyników - dodaje Everton. - Legia przegrała z Odrą, a my z nią wygraliśmy. Więc jak popatrzymy z tej perspektywy, to mamy duże szanse na zwycięstwo.