10 11.07 10:01
Nowszy wpis Starszy wpis

Flaga powodem przerwania meczu

Banaszyński negocjuje z kibicami zdjęcie flagi      Druga połowa meczu Legia - Jagiellonia rozpoczęła się z pół godzinnym opóźnieniem. Na wznowienie gry po przerwie nie pozwolił delegat Andrzej Tomaszewski. Powodem była jedna z flag wywieszonych na ogrodzenie przez fanów gości. Na płótnie widniała zaciśnięta pięść koloru czerwonego. Trochę inaczej widział to delegat - Znak jest powszechnie znany i uważany za rasistowski. Jest nim biała zaciśnięta pięść na tle wieńca tzw White Power.

- Jest to znak białej siły, białej pięści - znak typowo rasistowski. Pięść zaciśnięta i uniesiona do góry, otoczona wieńcem. Znak ten używany był przez międzynarodowy ruch rasistowski w czasie drugiej wojny światowej. Wywieszenie tego znaku było haniebnym zachowaniem kibiców. Nie mogliśmy nie zareagować. W składach obydwu drużyn występują czarnoskórzy zawodnicy, a ta flaga była wycelowana właśnie w nich. Musieliśmy przerwać mecz chociaż przerwa była rzeczywiście zbyt długa, jednak niezależna ode mnie. Ja podrzuciłem kilka pomysłów i rozwiązań m.in. założenie na bramkę rezerwową płótna w celu zasłonięcia flagi. Po zasłonięciu znaku mecz mógł zostać wznowiony - tłumaczy Andrzej Tomaszewski.

Ale flaga wróciła półtora metra wyżej dwie minuty po wznowieniu gry. Czemu więc kolejny raz nie przerwał pan gry? Zabrakło konsekwencji?

- Zostały podjęte pewne działania i gra została wznowiona. Później kiedy flaga zawisła wyżej nie było już czym jej zasłonić. Poza tym kibice w takich chwilach się jednoczą. Owszem mogłem wnioskować o usunięcie kibiców gości, ale wtedy fani Legii na pewno by się na to nie zgodzili i doszłoby do rozrób.

Kto ponosi konsekwencje tego stanu rzeczy?

- Tylko i wyłącznie organizator. Flaga powinna zostać wyłapana przy wejściu na obiekt. Oczywiście mogłem przerwać mecz, ale proszę się postawić na moim miejscu i odpowiedzieć sobie na pytanie czy pozwolilibyście sobie państwo na przerwanie zawodów. Gdybym przerwał mecz sprawa zająłby się wydział gier i na pewno byłyby walkowery.

Stefan Dziewulski - Przechwycenie flagi przy wejściu było niemożliwe. To małe płótno metr na półtora, którą każdy mógł schować pod płaszcz. W momencie zwrócenia uwagi przez delegata podjęliśmy pewne działania. Negocjowaliśmy ze starszyzną kibiców, rozmawialiśmy z młodymi przedstawicielami ale bezskutecznie.