04 12.18 23:18
Nowszy wpis Starszy wpis

Mamrot: Dzisiaj liczył się tylko awans

- W porównaniu do tego meczu sprzed czterech dni, to tamto spotkanie na pewno stało na lepszym poziomie, mimo że graliśmy w gorszych warunkach, na zmrożonym boisku. Wtedy było więcej dokładnej, szybszej gry. Dzisiaj z kolei celem obu drużyn był awans i tylko to się liczyło – mówił po zwycięstwie nad Arką Gdynia (2:0) w 1/8 finału Pucharu Polski trener Ireneusz Mamrot.

- Przełomowym  momentem była ta czerwona kartka, choć już w pierwszej akcji po przerwie mieliśmy bardzo dobrą sytuację, w której Przemek Frankowski mógł otworzyć wynik spotkania, ale nieczysto trafił w piłkę. W pierwszej połowie z kolei to Arka miała swoją sytuację po stałym fragmencie gry, więc obie drużyny miały po jednej dobrej okazji – opowiadał szkoleniowiec Jagiellonii.

- Czerwona kartka była momentem przełomowym, chwilę później strzeliliśmy bramkę i na pewno miało to duże znaczenie. To był dla nas trudny mecz. Nie było w naszym wykonaniu tyle płynnej gry, ile bym oczekiwał, ale uważam, że w tej rundzie trafiliśmy na bardzo trudnego rywala i cieszymy się, że awansowaliśmy do ćwierćfinału. Chcemy zajść w Pucharze Polski jak najdalej, to jest również nasz cel. Minusem z kolei jest to, że kontuzja Ivana może być poważna. To jest dla nas przykra wiadomość – zaznaczał opiekun Żółto-Czerwonych, który odniósł się do postawy Patryka Klimali, strzelca jednej z bramek.

- Patryk strzelił gola, ale mam też do niego pretensje o jego pierwszą sytuację, w której uderzył tak, jak każdy bramkarz lubi, na idealnej dla niego wysokości. To powinien wykorzystać, bo w końcówce Arka miała sporo stałych fragmentów, a wiadomo, że wtedy wystarczy moment, ktoś się spóźni i byłoby groźnie. Ważne jest jednak, że strzelił bramkę. Oby była ona dla niego przełomowa, bo Patryk od dłuższego czasu przebija się do składu, walczy o to. W poprzednim meczu z Arką miał asystę, dzisiaj ma bramkę i musi dalej nad sobą ciężko pracować, żeby iść dalej do przodu – tłumaczył trener Jagi.

- Obie drużyny chciały dzisiaj uniknąć dogrywki. Graliśmy na tyle, na ile dzisiaj potrafiliśmy. Tak samo Arka. To nie było tak, że któraś ze stron odpuściła. Mecz był po prostu bardzo wyrównany. Widać było, że to było typowe spotkanie „na 1:0”, czyli kto strzeli pierwszą bramkę, ten wygra. Padło na nas. Nie chcę oceniać zachowania zawodnika rywali, ale to na pewno był ważny moment w tym meczu – zakończył Ireneusz Mamrot.