13 04.19 21:10
Nowszy wpis Starszy wpis

Mamrot: W grze drużyny było widać duży spokój

- Cieszą mnie trzy punkty, ale nie tylko. W grze drużyny było widać dużo spokoju, zwłaszcza w rozegraniu piłki, może jeszcze nie we wszystkich fragmentach pierwszej połowy, ale druga pod tym względem była już dużo lepsza – mówił po zwycięstwie w Poznaniu trener Ireneusz Mamrot.

- Wiemy, że nie stworzyliśmy sobie dziś wielu sytuacji, ale też zdajemy sobie sprawę, jak duże problemy mieliśmy dziś, jeśli chodzi o ofensywę. Dotyczy to przede wszystkim kontuzji, a do tego wygląda na to, że po Stefanie Scepoviciu i Mile Savkoviciu również Arvydas Novikovas  wypadnie nam na dłużej. To dla mnie i dla zespołu przykra wiadomość, bo wszyscy wiemy, ile Arvydas dla nas znaczy. Jeśli chodzi o sam mecz, to cieszy mnie ten spokój w rozegraniu piłki. Gdy Lech kilka razy doskoczył do nas pressingiem, to nieźle z niego wychodziliśmy. Na minus należy z kolei zaliczyć nasze kontrataki w drugiej połowie. Wiele z nich dobrze wyprowadzaliśmy do 20.-25. metra i już tam brakowało  nam podania lub uderzenia. Nie można jednak być pazernym. Lech też miał świetną sytuację na 1:1 po stałym fragmencie gry, którą świetnie wybronił Marian. Cieszymy się z trzech punktów – dodawał szkoleniowiec Jagiellonii.

Jagiellonia wciąż pozostaje w grze o ligowe podium, a także ma przed sobą finał Pucharu Polski. – W każdym meczu musimy grać o trzy punkty. Nie daliśmy kibicom zbyt wiele radości w ostatnim czasie i teraz spłacamy ten dług, bo zachowywali się wobec nas bardzo dobrze. Nie było z ich strony tak dużej presji, jak to bywa w innych klubach, a ona wiąże nogi, bo gdy drużynie nie idzie, to już gra się jej gorzej i niepotrzebne są jej inne czynniki. To nie pomaga. Musimy grać o kolejne punkty. Puchar jest bardzo ważny, ale trzeba pamiętać, że od kilku lat nie obowiązuje ten przepis, dzięki któremu finalista miał prawo gry w europejskich pucharach. Musimy grać dobrze w obu rozgrywkach, nie ma odpuszczania. Mam nadzieję, że ze zdrowiem Arviego będzie na tyle dobrze, że jeszcze zdąży nam pomóc w tym sezonie – tłumaczył trener Mamrot, który też w żartobliwy sposób odniósł się do stwierdzenia z przeszłości dziennikarza Radia Białystok, Jerzego Kułakowskiego, który po jednym z meczów Jagiellonii stwierdził, że od gry naszej drużyny „bolały zęby”.

- Mamy taki karomierz w szatni i te pieniądze chcieliśmy przekazać na dobrego stomatologa dla Pana, ale skoro już Pan sam wyleczył te zęby, to damy sobie spokój – żartował opiekun Żółto-Czerwonych, wypowiadając się również na temat kontuzji Arvydasa Novikovasa.

 - Co do Arviego, to nie odpowiem Panu, bo tak samo się denerwuję, jak Pan. Na gorąco są dwie diagnozy – zwichnięcie barku lub złamanie. Jeśli będzie złamanie, to wypadnie nam do końca sezonu. Fizjoterapeuta był z nim w szpitalu, może już wrócili, ale jeszcze nie mam informacji – dodawał 48-letni szkoleniowiec.

Jagiellonia trudną rundę zasadniczą kończy na szóstym miejscu. - Nie ma co robić podsumowań. Mogę mówić, że jest źle, ale jeśli zakończymy sezon na trzecim miejscu i zdobędziemy Puchar Polski, to będzie nieaktualne. Na podsumowanie przyjdzie czas po 37. Kolejce. Nie będę ukrywał, że liczyliśmy na więcej, ale chciałbym raz jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, o której mówiłem po porażkach. Potrzebujemy wkomponowania się nowych zawodników. Andrej Kadlec miał kontuzję, Jesus też, a dzisiaj pokazał, ile może dać tej drużynie, kiedy się przygotował. Jest teraz dla niej solidnym wzmocnieniem. Mało kto patrzył, ilu zawodników od nas odeszło oraz że ci, którzy przyszli, nie byli jeszcze w pełni dyspozycji. Dzisiaj ta gra zespołu wygląda coraz lepiej i to mnie bardzo cieszy – analizował trener Mamrot, który nie chciał komplementować gry Zorana Arsenicia, występującego tym razem na środku obrony. - Zorana nie wolno chwalić – żartował.

Za tydzień Jagiellonia również zmierzy się z Lechem, ale już przy Słonecznej. - Wbrew pozorom Lechowi w Białymstoku może się lepiej grać niż tutaj. Można się ze mną nie zgadzać, ale tę presję tutaj czuć i wiedzieliśmy, że każda upływająca minuta będzie naszym sprzymierzeńcem. Chcieliśmy dzisiaj tak zagrać, bo wiedzieliśmy, że Lech musi się otworzyć. Tym bardziej, że sytuacja w tabeli sprawiała, że Lech musiał dzisiaj wygrać. Moja praca w Jagiellonii tak się układa, że jeszcze nie wygrałem z Lechem w Białymstoku, a w Poznaniu już dwukrotnie, dlatego czeka nas bardzo trudny mecz – zakończył Ireneusz Mamrot.