02 05.19 12:03
Nowszy wpis Starszy wpis

PP: Bramka w końcówce pozbawiła złudzeń. Puchar jedzie do Gdańska

Puchar Polski nie dla Jagiellonii Białystok. W finale na stadionie PGE Narodowym Żółto-Czerwoni przegrali z Lechią Gdańsk 0:1. Jedyną bramkę w tym meczu w szóstej minucie doliczonego czasu gry zdobył Artur Sobiech.

Dziewięć lat po zwycięstwie nad Pogonią Szczecin nasz zespół po raz trzeci w historii znalazł się na najwyższym szczeblu drabinki Pucharu Polski. Po wyeliminowaniu kolejno GKS-u Katowice, Arki Gdynia, Odry Opole oraz Miedzi Legnica, tracąc przy tym tylko jedną bramkę, Jagiellonia Białystok stanęła przed szansą zdobycia drugiego w historii pucharu krajowego. Jej rywal, Lechia Gdańsk, musiał się z kolei rozprawić z Resovią, Termaliką, Górnikiem Zabrze i Rakowem Częstochowa. 2 maja 2019 roku drogi obu drużyn skrzyżowały się na Stadionie Narodowym.

Największą niewiadomą w składzie Jagi był występ Arvydasa Novikovasa. Po kontuzji barku, której doznał kilka tygodni temu, jego udział w tym meczu stał pod bardzo dużym znakiem zapytania. Na szczęście Litwin zdołał się wykurować na czas i znalazł się w podstawowym składzie na czwartkowe spotkanie. Po drugiej stronie boiska wybiegł z kolei Guilherme, który w obecnym sezonie występuje równie dobrze na lewej obronie jak i właśnie na lewym skrzydle. Jego miejsce w defensywie zajął naturalnie Bodvar Bodvarsson. W środku obrony obok Ivana Runje niespodziewanie mogliśmy oglądać Zorana Arsenicia, który posadził na ławce rezerwowych Mitrovicia. Za ofensywę gospodarzy tego spotkania odpowiedzialni byli Jesus Imaz oraz Patryk Klimala.

Tak jak przewidywano w zapowiedziach przedmeczowych, w jedenastce Lechii od pierwszych minut zagrał Zlatan Alomerović. Za niespodziankę można uznać brak Artura Sobiecha, którego na szpicy zastąpił Flavio Paixao, wspierany w pomocy przez trio Makowski, Kubicki, Łukasik. Dostępu do bramki mieli bronić Nunes, Nalepa, Augustyn oraz Mladenović.

Jaga od początku chciała pokazać, że gorąca atmosfera i wrzawa na Stadionie PGE Narodowym jej nie straszne, a wręcz motywujące do walki. Już w pierwszej minucie białostoczanie posunęli z groźną kontrą, ale niecelne podanie Guilherme zakończyło tę akcję.

W ósmej minucie drużyna z Podlasia sprytnie rozegrała rzut rożny. Po krótkim podaniu Guilherme piłka po ziemi została posłana w pole karne, a później odegrana do Tarasa Romanaczuka, który niestety uderzył obok bramki. Kilka minut później piłkę z lewej strony wrzucał ponownie Guilherme, ale w walce w powietrzu z Błażejem Augustynem Patryk Klimala był bez szans.

Po raz pierwszy groźnie w polu karnym Jagiellonii zrobiło się dopiero po kwadransie gry. Po bardzo dobrej wrzutce sprzed pola karnego aż trzech piłkarzy znalazło się przed Marianem Kelemena. Na szczęście główka Haraslina z boku bramki była niecelna i piłka trafiła wprost w ręce Kelemena. Po kilku minutach Flavio niemal perfekcyjnie dośrodkował do Haraslina, ale jeszcze lepiej na piątym metrze zachował się Kadlec, zdejmując Słowakowi futbolówkę z głowy.

W kolejnej części pierwszej połowy dużo groźniej prezentowała się Duma Podlasia. W 22. minucie w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Patryk Klimala, który na ósmym metrze dostał świetną piłkę od Bodvarssona. Młodzieżowy reprezentant Polski w niemal stuprocentowej sytuacji zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i zepsuł idealną okazję do wyjścia na prowadzenie. Chwilę później zablokowane dośrodkowanie Guilherme zakończyło się rzutem rożnym, po którym niecelnie główkował Runje.

Chcąc koniecznie otworzyć wynik jeszcze w pierwszej połowie Jagiellonia nie zwalniała tempa. Po jednej z wielu wrzutek z boku boiska z piłką minął się Alomerović, ale zabrakło piłkarza w żółto-czerwonym trykocie, który mógłby to zamknąć. Po chwili głębokie dośrodkowanie Bodvarssona trafiło do Novikovasa, ale centrostrzał Litwina bez problemu wyłapał bramkarz Lechii.

Najlepszą szansę na objęcie prowadzenie podopieczni Piotra Stokowca mieli na dziesięć minut przed końcem pierwszej części gry, kiedy to niebezpiecznie z bramki wyszedł Marian Kelemen. Nasz bramkarz odbił piłkę głową wprost pod nogi Daniela Łukasika, ale pomocnik gdańszczan nie zdecydował się na strzał na pustą bramkę, a uderzenie Mladenovicia z dystansu było bardzo niecelne. Podobnie zresztą jak próba z daleka Tarasa Romanczuka – nasz kapitan posłał piłkę daleko od bramki rywala.

Kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy kibice Jagi mogli spodziewać się, że ich ulubieńcy będą po 45 minutach schodzić na tarczy, bowiem niepotrzebne wyjście Alomerovicia z bramki mogło bardzo źle się zakończyć dla zawodników z Gdańska. Serb dał się wyprzedzić Klimali, który zdołał go przelobować, ale w ostatniej chwili ofiarnie interweniował Augustyn, oddalając niebezpieczeństwo. Tym samym po bardzo dobrej pierwszej połowie na tablicy świetlnej widniał wynik bezbramkowy.

Choć pierwsi do głosu doszli białostoczanie, którzy oddali niecelny strzał na bramkę Alomerovicia, to zdecydowanie odważniej zaczęła Lechia Gdańsk. Jej starania nie przełożyły się jednak na konkretne sytuacje, bo albo bez zarzutu spisywała się nasza obrona, albo Kelemen nie miał problemu z wyłapaniem futbolówki. Bliscy szczęścia byli z kolei Jagiellończycy, którzy po strzale Imaza mogli zdobyć upragnioną bramkę. Hiszpan został jednak zablokowany, a strzał sprzed pola karnego w wykonaniu Poletanovicia poleciał w trybuny.

Przed kilkanaście minut gra toczyła się głównie w środku boiska i oba zespoły stwarzały sobie mało sytuacji. W 73. minucie znowu zagotowało się pod bramką Alomerovicia. Po zagraniu Bodvarssona na strzał z około 18. metra zdecydował się Guilherme. Serbski bramkarz odbił futbolówkę, ale dobitka Imaza została zablokowana. Kiedy białostoczanie zaczęli się powoli rozkręcać, sędzia musiał przerwać spotkanie, ponieważ dym z odpalonych rac znacznie ograniczył widoczność.

Po krótkiej przerwie do ataku ruszyła Lechia. Co prawda główka Paixao poszybowała jeszcze ponad poprzeczką, a strzał głową Runje poleciał w sam środek bramki, ale uderzenie Portugalczyka w 86. minucie gry po interwencji Mariana Kelemena wpadło już do siatki. Po długiej konsultacji z wozem VAR sędzia Bartosz Frankowski zdecydował się jednak anulować gola, ponieważ napastnik gdańszczan znajdował się na pozycji spalonej.

Z powodu zmian i wideoweryfikacji arbiter doliczył do drugiej połowy aż 7 minut. Gdy wszyscy oczekiwali już dogrywki, ogromny błąd w obronie popełnił zespół z Białegostoku. Po dośrodkowaniu Flavio na krótki słupek Artur Sobiech wybiegł zza pleców defensorów Jagi i pokonał niepewnie interweniującego Mariana Kelemena. Tym razem nie było mowy o anulowaniu gola, a nasz zespół nie miał już okazji wyprowadzić jakiejkolwiek akcji. Tym samym Puchar Polski pojedzie do Gdańska.

Totolotek Puchar Polski – Finał,
Warszawa (PGE Narodowy), 2 maja 2019, godz. 16:00:
Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)

Bramki: Sobiech 90+6’

Jagiellonia Białystok: 25. Marian Kelemen - 2. Andrej Kadlec (90+7', 7. Jakub Wójcicki), 17. Ivan Runje, 15. Zoran Arsenić, 19. Bodvar Bodvarsson - 20. Marko Poletanović (90’, 99. Bartosz Kwiecień), 6. Taras Romanczuk - 9. Arvydas Novikovas, 11. Jesus Imaz, 12. Guilherme Sitya – 98. Patryk Klimala.

Trener: Ireneusz Mamrot.

Lechia: 1. Zlatan Alomerović – 3. Joao Nunes, 25. Michał Nalepa, 26. Błażej Augustyn, 22. Filip Mladenović – 36. Tomasz Makowski, 35. Daniel Łukasik (90’, 5. Steven Vitoria), 6. Jarosław Kubicki – 11. Konrad Michalak (86’, 90. Artur Sobiech), 17. Lukas Haraslin (90+7’, 9. Patryk Lipski), 28. Flavio Paixao.

Trener: Piotr Stokowiec.
Żółte kartki: Arsenić – Augustyn.
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).