14 05.19 14:50
Nowszy wpis Starszy wpis

Mamrot: Presja na Legii będzie duża, ale to doświadczony zespół

- Z pewnością presja na Legii będzie coraz większa, aczkolwiek jest to zespół bardzo doświadczony. My musimy się jednak skupić tylko na sobie. Nie ukrywam, że mamy kilka urazów, a do tego za kartki wypadł nam Jesus, który wiosną strzelił dla nas 10 goli. Musimy pomyśleć nad składem personalnym na to spotkanie – mówił przed meczem z Legią Warszawa trener Ireneusz Mamrot.

- Wiadomo, że w ostatnich latach Legia potrafiła wywalczyć ten tytuł w ostatniej kolejce, ale wtedy była uzależniona tylko od siebie. W tym roku jest inaczej. Już nie wszystko zależy tylko od piłkarzy z Warszawy, którzy nie tylko muszą wygrywać, ale też liczyć na potknięcie Piasta – dodawał szkoleniowiec Jagiellonii, przed którą pozostały dwa mecze z drużyny walczącymi o mistrzostwo Polski.

- W końcówce sezonu kandydaci do mistrzostwa Polski, poza Piastem, już nie punktują tak regularnie. W niedzielnym meczu widać jednak było, że ta presja również na gliwiczanach zaczyna ciążyć. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że teraz każda pomyłka może być bardzo kosztowna, dlatego nie ma co patrzeć, że gramy akurat z Legią i Lechią. Zagłębie ostatnio potrafiło wywieźć punkt z Gdańska, a Pogoń zremisowała w Warszawie. My też powinniśmy wywieźć z Gliwic co najmniej remis i dzisiaj rozmawialibyśmy w innych nastrojach. Zwycięstwo z Legią utrzymuje nas w walce o czwarte miejsce, o które być może będziemy rywalizować do ostatniej kolejki – analizował opiekun Żółto-Czerwonych, który wrócił również do niedzielnego spotkania w Gliwicach, przegranego po szalonej końcówce 1:2.

- Jak sobie tak przeanalizowałem, to trochę tych dreszczowców w Jagiellonii za mojej kadencji już było. Ostatnie dwa, finał z Lechią Gdańsk i niedzielny mecz z Piastem - nie zakończyły się dobrze dla nas. Wszyscy skupiamy się na fantastycznym strzale Tomka Jodłowca, ale prawda jest taka, że chwilę wcześniej świetną interwencją popisał się Grzesiek Sandomierski, a my nie możemy przy korzystnym wyniku w 90. minucie, jakim był dla nas remis, dać się skontrować w taki sposób. Nie może przeciwnik wyjść z akcją „3 na 2” – ubolewał trener Mamrot.

- O tym rozmawialiśmy z drużyną i o to mam najwięcej pretensji, bo w takiej sytuacji musimy zachować się mądrzej, zaprezentować więcej doświadczenia. W 90. minucie, gdy było wiadomo, że Piast rzuci zaraz wszystkie siły do ataku, to my musimy wychodzić z takimi kontratakami. Oczywiście, później mieliśmy jeszcze rzut karny, ale nie w każdym meczu będzie się dało odrobić wynik na minutę przed ostatnim gwizdkiem. W Gliwicach udało się jeszcze doprowadzić do dobrej sytuacji, ale nie zawsze tak będzie. Wracaliśmy z poczuciem dużego niedosytu i w emocjach trochę uciekło nam to, że zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie. To mnie na pewno cieszy. Widać było, ile zdrowia włożyliśmy w ten mecz. Choć mamy o kilka meczów więcej rozegranych od innych zespołów, a w tej końcówce sezonu tego nie widać – kontynuował szkoleniowiec wicemistrzów Polski, który w Gliwicach zdecydował się posadzić na ławce rezerwowych Tarasa Romanczuka oraz Guilherme.

- Obaj mieli najwięcej meczów rozegranych w zespole, a jako drużyna mamy ich praktycznie najwięcej w lidze. Po Tarasie widać było już na treningach, że jest bardzo zmęczony i nie chcieliśmy ryzykować kontuzją. W trakcie mojej pracy w Jagiellonii Taras dwukrotnie wypadał nam z gry z powodu urazu i za każdym razem było to spowodowane przeciążeniem organizmu. Miał tych spotkań rozegranych bardzo wiele, a jest to zawodnik, który zawsze biega na boisku najwięcej. Zdrowie zawodnika jest najważniejsze. Guilherme też chcieliśmy oszczędzić i obaj zagrali w Gliwicach zaledwie po 30 minut, a teraz mogli się zregenerować. Obaj dali w Gliwicach dobre zmiany, a po to mamy szeroką kadrę, aby inni również grali w takich momentach – tłumaczył Mamrot.

W rundzie zasadniczej Jagiellonia zdobyła z Legią tylko jeden punkt, najpierw remisując w Białymstoku 1:1, a następnie przegrywając w Warszawie 0:3.

- W pierwszym meczu byliśmy bardzo dobrze ustawieni, a o remisie zadecydował kontrowersyjny rzut wolny. Martins uderzył świetnie, a tak się złożyło, że przy Kulenoviciu był Przemek Frankowski i ta przewaga wzrostu zadecydowała o utracie bramki. Spotkanie w Warszawie było już zupełnie inne, była otwarta gra z obu stron i myślę, że w środę będzie podobnie. Mecze z Legią w Białymstoku z różnych względów były często partią szachów, a tym razem obie drużyny będą grały o zwycięstwo i to powinno być ciekawsze dla kibiców – zakończył Ireneusz Mamrot.