07 10.19 09:24
Nowszy wpis Starszy wpis

Punkt bez satysfakcji, czyli w prasie o Jadze

Po weekendzie prasa skupia się na recenzji meczu ze Śląskiem Wrocław. Zespół wrócił do Białegostoku z punktem, który jednak nikogo nie zadowolił.

Sport
Strzelali po przerwie. - Po przerwie Śląsk mógł prowadzić w 50 minucie, ale Michał Chrapek nie wykorzystał świetnego dośrodkowania Stigleca. Piłka przeszła nad poprzeczką. Siedem minut później wrocławianie zaliczyli pierwsze celne trafienie i od raz futbolówka wpadła do siatki. Żivulić zagrał na prawą stronę do Brozia, ten świetnie odegrał do środka, gdzie kapitalnie przymierzył Pich, zdobywając swojego czwartego gola w tym sezonie. Po tym trafieniu skrzydłowy wrocławian wziął w ręce koszulkę z numerem 33 Adriana Łyszczarza, który zerwał wiązadła i jest po operacji. Było to godne odnotowania zachowanie doświadczonego zawodnika. W 69 minucie był już remis. Świetne zachowanie i podanie Patryka Klimali wykorzystał Juan Camara, który w trzecim kolejnym meczu zdobył swojego trzeciego gola dla białostocczan, jak się okazało, na wagę remisu.

Gazeta Wyborcza
Czy przerwa pomoże Jadze? - Piłkarze Jagiellonii Białystok nie wygrali już pięciu kolejnych spotkań. W ostatniej kolejce zremisowali we Wrocławiu ze Śląskiem. 30 sierpnia białostoczanie wygrali 2:0 na wyjeździe z Koroną Kielce. Po tym spotkaniu mieli w swym dorobku 14 punktów i plasowali się na drugiej pozycji w tabeli. Na przerwę w rozgrywkach na mecze reprezentacji udawali się więc w dobrych nastrojach. Miesiąc później znowu mamy pauzę w lidze na pojedynki kadr narodowych. Tym razem o dobrych nastrojach w szeregach Jagiellonii raczej nie może być mowy. Podopieczni trenera Ireneusza Mamrota we wrześniu nie zanotowali ani jednego zwycięstwa.

Przegląd Sportowy
Pierwszy punkt we Wrocławiu. - Prowadzący drużynę z Podlasia Ireneusz Mamrot, który ruszył w Polskę z podwrocławskiej Trzebnicy jak nie mógł poskromić Śląska, tak dalej nie może. W piątek walczył z nim piąty raz. Ani razu jeszcze nie wygrał, choć tym remisem może być umiarkowanie usatysfakcjonowany. Z gry - szczególnie w pierwszej połowie - nie bardzo. (...) Mecz tak naprawdę zaczął się w drugiej połowie. W 57. minucie wcześniej wspomniani Živulić i Pich rozbujali to senne widowisko. Ten pierwszy zaliczył asystę drugiego stopnia, Słowak skończył. Wydawało się, że na tak bezbarwnych do tego momentu gości jedna akcja powinna wystarczyć, ale nic z tego. Obrońcy Śląska, do tego momentu dobrze się spisujący, zrobili błąd, za który zapłacili wyrównującą bramką Juana Camary. Piłkarze z Podlasia w końcówce wcale nie musieli poprzestawać na 1:1. Po asyście bramkowej obudził się między innymi Patryk Klimala, który w drugiej połowie dwa razy wjechał pod bramkę miejscowych jak w masło, jednak rezultat już się nie zmienił.

Kurier Poranny
Camara z kolejną bramką. - Z kolei Śląsk pierwszy celny strzał na bramkę oddał w 57 minucie i od razu zdobył bramkę. Trzeba przyznać, że jak na to spotkanie wrocławianie przeprowadzili bardzo ładną akcję. W zasadzie na jeden kontakt rozmontowali całą defensywę Jagiellonii. Zaczęło się od dokładnego przerzutu Diego Żivulica - z lewej na prawą stronę. Potem było zgranie w tempo Łukasza Brozia i wreszcie skuteczny strzał nabiegającego Roberta Picha. Jagiellonia odpowiedziała w 69 minucie golem Juana Camary. Dobrze w tej akcji zachował się Patryk Klimala, który wygrał fizyczny pojedynek z obrońcą i dokładnie wyłożył piłkę Hiszpanowi. Dla Camary to trzeci mecz z rzędu z golem.