29 11.19 09:23
Nowszy wpis Starszy wpis

Mamrot: Nie możemy kalkulować

Przede wszystkim chcemy zbudować serię zwycięstw, a nie grać w kratkę. Po wygranej z Arką musimy potwierdzić dobrą dyspozycję w meczu wyjazdowym – mówi Ireneusz Mamrot, trener Jagiellonii Białystok przed niedzielnym spotkaniem 17. kolejki PKO Ekstraklasy z Rakowem Częstochowa.

- Ten sezon pokazuje, że wcale nie jest łatwo wyśrubować dobrą passę, ale na pewno można i kilka drużyn już to pokazało. Cieszy przede wszystkim gra w defensywie w meczu z Arką, która nawet rywalizując z Legią w dziesięciu potrafiła stwarzać groźne sytuacje. Każdy mecz to jednak inna historia, Raków ma swoje atuty i na pewno zagra inaczej. To przede wszystkim bardzo mocny zespół pod względem fizycznym i musimy być do tego dobrze przygotowani - podkreśla nasz szkoleniowiec.

Jagiellończycy postarają się w niedzielę nie tylko o poprawę dorobku punktowego, ale również o serię zwycięstw w ekstraklasie, która w tym sezonie zdarzyła się tylko raz. W sierpniu Żółto-Czerwoni wygrali trzy razy z rzędu, będąc lepszym od Górnika Zabrze, Wisły Kraków i Korony Kielce. Dodajmy, że właśnie w stolicy województwa świętokrzyskiego Jaga ostatni raz triumfowała w delegacji.   

- Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wygraliśmy na obcym terenie już od dawna, ale dla mnie przede wszystkim najważniejsze w tej chwili jest zbudowanie serii zwycięstw, a nie granie w kartkę. Mimo ostatniego, dobrego meczu, wciąż mamy na koncie dość dużo straconych bramek i stale trzeba udowadniać, że robimy postępy w tyłach. Zauważmy, że Arka w meczu z nami, oprócz wrzutów z autu, miała bardzo mało stałych fragmentów gry. W kolejnych meczach sytuacja może się zmienić i musimy być na to przygotowani – dodaje.

Raków Częstochowa to rywal, z którym Żółto-Czerwoni mają rachunki do wyrównania. W lipcu, w ramach drugiej kolejki ekstraklasy, Jaga uległa beniaminkowi 0:1 przy Słonecznej.

- Teraz chcemy przede wszystkim zachowywać jak najmniejsze odległości między formacjami, bo wtedy łatwiej jest o asekurację, odbiór piłki, a rywalowi trudno jest przedostać się pod naszą bramkę. Do tej pory wiele goli traciliśmy po rykoszetach, czy stałych fragmentach gry, jak w Płocku. Teraz musimy być szczególnie skoncentrowani, żeby takich sytuacji uniknąć. Chcemy być przygotowani na każdy wariant gry przeciwnika, czy to z Felicio Brown-Forbesem, czy bez niego. Różne docierają sygnały na temat jego stanu zdrowia, ale nie mamy na to wpływu. Na pewno jest to zawodnik, który dużo znaczy w formacji ofensywnej Rakowa. W lipcowym meczu co prawda gola nam nie strzelił, ale zagrał bardzo dobre spotkanie i nasza linia defensywna miała z nim sporo pracy. Musimy jednak mieć rozpracowany cały zespół Rakowa, a nie tylko jego – kontynuuje Mamrot.

W Bełchatowie (tam mecze w roli gospodarza rozgrywa Raków) białostoczanie baczną uwagę będą musieli poświęcić szczególnie na pilnowanie podczas stałych fragmentów gry czeskiego stopera Tomasa Petraska, który na początku sezonu okazał się katem Jagi przy Słonecznej.

- Wszystkie drużyny w lidze wiedzą, że częstochowianie mają bardzo groźne stałe fragmenty gry i Petrasek jest jedną z najgroźniejszych broni tej ekipy. W lipcowym meczu w Białymstoku byliśmy na to przygotowani, ale jednak przy jednej sytuacji nie byliśmy w stanie go zatrzymać. Nasza wygrana 3:0 na inaugurację sezonu w Gdyni spowodowała, że Raków był na nas bardzo dobrze przygotowany i być może dlatego na ich tle, szczególnie w pierwszej połowie, wyglądaliśmy słabiej. W drugiej części gry było lepiej, ale stwarzaliśmy za mało sytuacji – zauważa.

Nasz szkoleniowiec zwrócił również uwagę na to, że Raków nieco zmienił sposób grania w porównaniu do początku sezonu.

- Nasza koncentracja musi być na najwyższym poziomie. Rywal nie gra już tak widowiskowo i odważnie, jak wcześniej. Teraz nie kreują wielu sytuacji, ale są skuteczniejsi. Zdajemy sobie sprawę, że musimy uważać na kartki. W tej chwili mamy zagrożonych aż trzech zawodników z jednej formacji (Wójcicki, Runje, Arsenić, przyp. red.), ale mówiłem już swoim zawodnikom, żeby mimo wszystko nie kalkulowali na boisku, tylko grali zdecydowanie. Trzeci stracony gol w meczu z Piastem Gliwice pokazał, że Bartek Kwiecień i Zoran Arsenić, mając na koncie żółtą kartkę, bali się przerwać akcję. Nie możemy więcej dopuszczać do podobnych sytuacji. Zawsze jest lepiej, jak zawodnicy pauzują pojedynczo, ale my w danej chwili nie możemy kalkulować na boisku – kończy Ireneusz Mamrot.