01 12.19 14:40
Nowszy wpis Starszy wpis

Papszun: Nagroda za determinację

- Ta wygrana jest nagrodą za naszą determinację. Mogłoby się wydawać, że nas ten punkt zadowoli, ale tak nie było. Po takim spotkaniu mogę wskazać na wiele pozytywów - powiedział po meczu z Jagiellonią trener Rakowa Częstochowa, Marek Papszun.

Szkoleniowiec beniaminka nie krył radości po końcowym gwizdku. - Dużo radości, dużo pozytywów, bo odnieśliśmy zwycięstwo z czołową drużyną w Polsce, która ma dużo jakości w ofensywie. To jest główny pozytyw. Natomiast jest ich dużo więcej, bo to zwycięstwo po dobrej grze i udanej drugiej połowie w naszym wykonaniu. Nie wiem, czy nie była to nasza najlepsza druga połowa w tym sezonie. Fajnie się to oglądało. Dużo emocji, obie drużyny chciały wygrać, dlatego ten mecz tak się otworzył. Wydawałoby się, że nas ten jeden punkt powinien zadowolić, ale tak nie było. Chcieliśmy wygrać, co było widać. Chyba wszyscy się zgodzimy, że Raków parł i miał taką energię po strzeleniu bramki i wierzył w zwycięstwo. I dopiął swego. Myślę, że to nagroda za determinacje, poświęcenie, ale też charakter tego zespołu. Nie oszukujmy się - nie mamy wirtuozów, mamy niedoświadczonego trenera, zatem można powiedzieć, że mamy mało atutów w starciach z takimi przeciwnikami jak Jagiellonia. Ale po raz kolejny pokazujemy, że można też wygrać. Pokazujemy nie tylko sposobem, nie tylko dyscypliną czy walką, ale też dobrą grą. Dzisiaj tak to wyglądało i bardzo się z tego cieszę, Cieszę się również, że bramki strzelili napastnicy, bo ciągle się mówi o Forbesie, jego kontuzji i absencji. A tu dzisiaj Kolew, który pierwszy raz wyszedł w pierwszym składzie, zdobył bramkę. Drugą dołożył wchodzący z ławki rezerwowych Sebastian Musiolik. Jest to duży pozytyw. Cieszy także, że po bardzo słabym meczu w Kielcach zareagowaliśmy tak jak należy. Ambicja i wiara w to, że możemy grać lepiej była dzisiaj na wysokim poziomie. Dopóki tak będzie to ja, jako trener, będę miał satysfakcje, że taki zespół prowadzę.

Szkoleniowiec ocenił także pierwszą odsłonę meczu. - Myślę, że nie była zła w naszym wykonaniu. Jagiellonia właściwie nam nie zagroziła. Taki też był plan, żeby w pierwszej połowie troszkę się cofnąć, wciągnąć przeciwnika, wychodzić i z czasem nabrać tej pewności, zagrać wyżej, bardziej zdecydowanie. Widać było, że na początku mieliśmy trochę respektu i nie wiedzieliśmy do końca co nas czeka, ale z minuty na minutę było coraz lepiej. Jaga zdobyła bramkę w stylu, w którym my sami często gole strzelamy. Coś się odbiło, zgubiliśmy ustawienie i wpadło. Już w tej pierwszej części widziałem, że nie wyglądamy źle i potrzeba trochę więcej wiary oraz konsekwencji.