01 12.19 15:29
Nowszy wpis Starszy wpis

Mamrot: Największe pretensje mam o drugą połowę

Największe pretensje na pewno mamy do siebie za drugą połowę, za to że zbyt łatwo oddaliśmy prowadzenie i nie potrafiliśmy dłużej utrzymać się przy piłce - mówi Ireneusz Mamrot, trener Jagiellonii Białystok po wyjazdowej porażce z Rakowem Częstochowa 1:2.

Jagiellończycy po raz kolejny nie byli w stanie wygrać drugiego meczu z rzędu w ekstraklasie. Ostatni raz udała im się ta sztuka w sierpniu.

- Pierwsza połowa nie była efektowna w naszym wykonaniu, ale przede wszystkim byliśmy odpowiedzialni pod względem taktycznym. Nie stworzyliśmy wielu dogodnych okazji, a mimo to strzeliliśmy gola na 1:0. Najwięcej pretensji do mojego zespołu mam o 25 minut przed stratą bramki wyrównującej. Daliśmy zepchnąć się do defensywy i w efekcie Raków stworzył około dwóch bardzo dobrych sytuacji. Później gospodarze wyrównali, a potem sprokurowaliśmy po swoich błędach dwie okazje dla rywala w momencie, gdy mieliśmy piłkę przy nodze. Pierwszą sytuację wybronił Grzesiek Sandomierski, przy drugiej nie udało się. Kluczowe były też momenty, w których my mogliśmy strzelić gola na 2:1. Najpierw Taras po przechwycie zagrywał do Mudriego, który za długo zwlekał, a w drugiej Jesus uderzył w słupek. W efekcie straciliśmy dzisiaj trzy punkty - komentuje trener Jagi.

Trener Mamrot odniósł się także do zmiany dokonanej w drugiej połowie. Na boisku za ofensywnie grającego Juana Camarę pojawił się obrońca Zoran Arsenić.

- Zmiana była podyktowana tym, że Raków ma bardzo groźne stałe fragmenty gry. Inna sprawa, że chcieliśmy dłużej utrzymać się przy piłce, mieć więcej odbiorów i podwyższyć zespół. Poza tym uważam, że Juan nie rozgrywał dzisiaj dobrego meczu. Miał swoje zadania do wykonania, a na pewno stać go na lepszą grę. Przede wszystkim brakowało jego indywidualnych akcji. Poza jedną okazją, gdzie wyszedł z atakiem szybkim, nie widzieliśmy wiele podobnych zagrań. Poza tym uważam, że Zoran dał dobrą zmianę, zanotował kilka odbiorów, a czasem tak jest, że przy niekorzystnym wyniku trzeba szukać zmian. Na pewno nasza gra poprawiła się od momentu, kiedy pojawił się na boisku. Szkoda, że akurat chwilę po jego wejściu na plac gry, od razu straciliśmy gola. Szukaliśmy wówczas innych alternatyw do gry na bokach pomocy, a mamy w kim wybierać - dodaje.

Żółto-Czerwoni stracili już w tym sezonie sześć punktów w meczach z beniaminkiem z Częstochowy. Szkoleniowiec Jagi podkreśla, że jeszcze jest zbyt dużo kolejek do końca sezonu by ferować wyroki na temat miejsc danych drużyn w tabeli.

- Dziś największe pretensje na pewno mamy do siebie za drugą połowę, za to że zbyt łatwo oddaliśmy prowadzenie i nie potrafiliśmy dłużej utrzymać się przy piłce. Nie mogę ocenić pozytywnie tego meczu ze względu na wynik. Z drugiej strony mecz mógł podobać się postronnym kibicom ze względu na zdobyte bramki. Ja jednak nie mogę być zadowolony z tego, w jaki sposób realizowaliśmy założenia taktyczne. Na pewno mieliśmy w tym sezonie znacznie lepsze mecze. Jeszcze jest za dużo kolejek do końca rozgrywek, żeby rozpamiętywać tylko te dwa mecze z Rakowem i oceniać, że to one zadecydują o tym, że nie będziemy walczyć o najwyższe cele. Pogubiliśmy też punkty w innych spotkaniach, które są równie ważne - kończy trener Jagiellonii.