14 01.20 15:41
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: WKS 42. P.P. Białystok - WKS 82. P.P. Brześć 1:2

2 listopada 1930 roku. Boisko w Siedlcach, na które za chwilę mają wybiec jedenastki WKS 42. Pułk Piechoty Białystok oraz WKS 82. Pułk Piechoty Brześć. Czeka ich niezwykły mecz o bardzo dużym ciężarze gatunkowym. Przed nimi bowiem walka o awans do I ligi.

Żeby w pełni zrozumieć wagę i istotę tego spotkania trzeba cofnąć się w czasie. Konkretniej do początku sezonu 1930. W tamtych czasach sezony były bowiem rozgrywane całorocznie, systemem wiosna-jesień. Rozgrywki wyglądały następująco: w sezonie 1929, konkretnie 24 marca, po raz pierwszy został utworzony Białostocki Okręgowy Związek Piłki Nożnej. Wcześniej kluby z naszego regionu rywalizowały w Wileńskim OZPN oraz Warszawskim OZPN. Nowopowstały okręg został podzielony na trzy klasy – A, B i C. Najwyższą z nich była oczywiście klasa A, której zwycięzca zdobywał tytuł mistrza OZPN Białystok i uzyskiwał prawo do międzyokręgowej batalii o awans do pierwszego etapu walki o grę w pierwszej lidze, która była ligą ogólnopolską. W pierwszym sezonie działalności Białostockiego OZPN do rywalizacji na najwyższym szczeblu przystąpiło sześć zespołów, po trzy z dwóch grup terytorialnych mistrzostw Podokręgu Białostockiego, czyli z grupy białostockiej i grodzieńskiej. Tak się złożyło, że wszystkie kluby pochodziły tylko z dwóch miast – Białegostoku i Grodna. Były to WKS 42. PP Białystok, Żydowski Klub Sportowy Białystok i Makabi Białystok oraz Cresovia Grodno, Makabi Grodno i WKS 76. PP Grodno. Rozegrano 10. kolejek spotkań systemem każdy z każdym, w formule mecz-rewanż, które doprowadziły do wyłonienia zwycięzcy. Okazał się nim zespół Cresovii Grodno, który był w tamtym roku hegemonem na lokalnym podwórku.

W tamtym sezonie dobrze poszło też protoplaście dzisiejszej Jagiellonii Białystok, czyli zespołowi WKS 42. PP Białystok. Wojskowy klub z Białegostoku co prawda nie wygrał ligi, ale zajął drugie miejsce z taką samą liczbą punktów na koncie, co zwycięzca z Grodna. O braku awansu zadecydowały różnice bramkowe. Na szczęście, w kolejnym sezonie fortuna uśmiechnęła się do WKS-u. Chociaż pewnie bardziej chodziło o umiejętności i ciężką pracę.

Do rozgrywek w sezonie 1930, czyli drugim w czasach działalności białostockiego OZPN, przystąpiło już osiem klubów. Miejsca ponownie zostały rozdzielone po równo – po cztery dla Białegostoku (dołączyła Jutrznia Białystok) oraz cztery dla Grodna (do rywalizacji przystąpił Kraft Grodno). Warto tu nadmienić, że poprzedni i zarazem pierwszy mistrz, czyli Cresovia Grodno, do tych rozgrywek przystąpił w zmienionym składzie i z licznymi problemami, co poskutkowało zajęciem ostatniego miejsca na koniec sezonu. Taka sytuacja oczywiście pomogła wojskowym broniącym barw WKS-u, ale nie była jednak gwarancją końcowego triumfu.

Od początku sezonu 1930 WKS dominował w rozgrywkach. Miał w swoim składzie asa, w postaci Antoniego Komendo-Borowskiego, czyli przedwojennego piłkarskiego magika, który swoja dobrą grą zapracował na przenosiny do Pogoni Lwów (wówczas ogólnopolskiej potęgi) oraz powołanie do narodowej reprezentacji. Wystarczy wspomnieć, że był to pierwszy białostoczanin, który zagrał w piłkarskiej reprezentacji Polski. Był to co prawda tylko jeden występ, z Łotwą, ale okraszony bramką. Wracając do wyników, dość powiedzieć, że WKS nie odniósł żadnej porażki na przestrzeni wszystkich spotkań. Dokładniej ujmując nie odniósł żadnej porażki, o której pamięć zachowałaby się w przekazach medialnych. Znanych jest bowiem tylko 12 na 14 rezultatów. O pozostałych dwóch spotkania próżno szukać informacji. Niemniej jednak, bilans zespołu z Białegostoku w tych 12 meczach to zaledwie trzy remisy i aż dziewięć zwycięstw, co oznaczało wygranie ligi z dużo przewagą nad rywalami. A wygranie ligi wiązało się oczywiście z możliwością gry w pierwszym etapie eliminacji o awans do I ligi.

Trzeba tu przypomnieć, że były to eliminacje międzyokręgowe, czyli takie w których udział brały zespoły z innych niż białostocki OZPN. W tamtym okresie były to drużyny z Wilna (Ognisko Wilno) oraz z Brześcia (WKS 82. Pułk Piechoty Brześć). To właśnie druga z nich okazała się przeszkodą nie do przejścia dla białostockich piłkarzy, ale o tym za chwilę.

W barażach wystąpiły zatem trzy drużyny, który zmierzyły się ze sobą w systemie każdy z każdy, mecz-rewanż. W pierwsze rundzie zmagań piłkarze z Białegostoku pauzowali, bowiem z racji liczby uczestniczących drużyn można było rozegrać jeden tylko mecz na kolejkę. Zmierzyły się w niej kluby z Wilna i Brześcia, a zakończyła się ona zwycięstwem 2:0 zawodników z obecnej stolicy Litwy. Druga kolejka to mecz pomiędzy białostoczanami, którzy przystąpili wtedy do rywalizacji, i Ogniskiem, który wojskowi ze stolicy Podlasia wygrali 1:0 po golu zdobytym z rzutu karnego. Biorąc pod uwagę prognozy i nastroje przedmeczowe nasi piłkarze nie byli faworytami, ale udało im się zgarnąć komplet punktów, którym były wtedy dwa „oczka” przyznawane za wiktorię.

Kolejny mecz czekał na graczy WKS-u w rundzie numer trzy, kiedy przyszło im zmierzyć się na wyjeździe z zespołem z Brześcia. Remis 2:2, dodajmy po gonieniu wyniku i dwóch trafieniach Szackiego, dawał białostoczanom fotel lidera po trzech seriach. Ich dorobek na tamten moment to trzy punkty. Klub z Wilna był drugi (dwa punkty za zwycięstwo na wojskowymi z Brześcia), a WKS 82. PP trzeci (punkt za remis z piłkarzami z Białegostoku). Kolejka numer cztery, w której na boisku w Brześciu po raz drugi zmierzyły się ze sobą ekipy Ogniska i WKS 82. PP Brześć, przyniosła dosyć niespodziewany rezultat. Mecz zakończył się wysokim wynikiem 8:4 dla gospodarzy. Słabą formę wilnian równie bezlitośnie wykorzystali w kolejce numer pięć piłkarze innego WKS-u, tego naszego, białostockiego, którzy grając w delegacji rozgromili Ognisko aż 5:1. Biorąc pod uwagę przewidywania kibiców i ekspertów przed rundą eliminacyjną, zaskoczeniem był wygląd tabeli oraz rezultaty Ogniska Wilno, które nie liczyło się już w walce o grę w dalszym etapie eliminacji. Decydujący o awansie miał być zatem pojedynek rozgrywany w ostatniej, szóstej serii, w którym na obiekcie przy ul. Traugutta zmierzyć ze sobą miały się wojskowe ekipy – WKS 42. PP Białystok oraz WKS 82. PP Brześć i w którym białostoczanom do awansu wystarczał remis. Mieli oni bowiem na koncie pięć punktów, a ich bezpośredni rywal w walce o promocję, trzy.

Spotkanie rozgrywane było w niezbyt sprzyjających warunkach atmosferycznych. Ulewny deszcz i śliska murawa nie ułatwiały gry. Nikt chyba jednak w Białymstoku nie spodziewał się porażki 2:4 na własnym obiekcie, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż białostoczanie przez ostatnie 20 minut grali w przewadze. Niestety, wtedy właśnie stracili dwie kolejne bramki i zaprzepaścili szansę na awans. Jednak nie całkowicie, bowiem, zgodnie z ówczesnym regulaminem, pod uwagę przy wyznaczaniu zwycięzców rozgrywek brano tylko liczbę punktów. Nie liczył się stosunek goli czy bezpośredni bilans rywalizacji. Tylko punkty. Tu było ich po pięć. Stało się zatem jasne, że przy takich przepisach konieczne będzie rozegranie dodatkowego spotkania, w którym wygrany bierze wszystko.

W ten właśnie sposób dochodzimy do owego pamiętnego, listopadowego wieczoru na obiekcie w Siedlcach. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo, chodziło bowiem o neutralność terenu rywalizacji. Mecz był zacięty, nikt nie odstawiał nogi i wszyscy z uporem dążyli do upragnionego celu, jaki był awans. Ostatecznie rywalizacja zakończyła się porażką białostoczan 1:2, która położyła kres marzeniom o grze w dalszej fazie. Warto zaznaczyć, że pogromcy protoplastów Jagiellonii nie poszło już tak dobrze w drugim etapie eliminacji, bowiem zajął wtedy ostatnie, czwarte miejsce. Wracając do WKS-u, był to jedyny mistrz białostockiego OZPN, który w okresie międzywojennej Polski był tak bliski spełnienia marzeń, którymi był awans do dalszych etapów eliminacji, a konsekwencji do rozgrywek I ligi. Należy także przywołać członków tamtej ekipy. Poza Antonim Komendo-Borowski byli to również m.in. Sitko, Władysław Kaufman, Edward Skalimowski, nasz bramkarz, Józef Komendo-Borowski. Ponadto wspomniany wcześniej Kazimierz Szacki, Korycki czy Woronowicz. Pierwsza w historii późniejszej Jagiellonii ekipa herosów, którym udało się osiągać sukcesy.

Rezultat tamtego spotkania nie był niestety w pełni satysfakcjonujący. Dużo bardziej podobać się mogła gra i wysokie zwycięstwa. Był to ponadto pierwszy raz, kiedy późniejsza Jagiellonia na poważnie zaistniała na piłkarskiej mapie. I było to, jak się później okazało, jedynie preludium…