18 02.20 09:20
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Dąb Dębno Lubuskie - Jagiellonia Białystok 0:1

Sezon 1975/1976 rozpoczęła Jagiellonia Białystok w rozgrywkach w ramach grupy północnej II ligi, po awansie uzyskanym w poprzednim sezonie, o czym możecie przeczytać w poprzedniej odsłonie „Był taki mecz”. Jak zakończył się dla Jagi pierwszy sezon po awansie na drugi szczebel rozgrywkowy? Kto stanowił trzon tamtej drużyny? Jak przebiegał mecz z Dębem Dębno Lubuskie? Tego wszystkiego możecie się dowiedzieć w kolejnej części naszego cyklu. Zapraszamy.

1:1 – takim wynikiem zakończyło się premierowe spotkanie w grupie północnej II ligi w wykonaniu zawodników Jagiellonii. Miało to miejsce 10 sierpnia 1975 roku na stadionie przy ul. Słonecznej w Białymstoku, a przeciwnikiem była Olimpia Poznań. Jedyną bramkę w tamtym meczu dla Żółto-Czerwonych zdobył Sieliwonik, który do siatki gości trafił w 72. minucie. Wyrównanie ze strony Olimpii przyszło na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Tym samym od remisu swoją przygodę z drugoligowymi zmaganiami rozpoczęła Jagiellonia.

Warto przypomnieć, że była to liga, w której rywalizowało się już na szczeblu centralnym. Co prawda była ona podzielona na dwie grupy (północna i południowa), ale spotykały się w niej już nie tylko zespoły lokalne, jak to miało miejsce w trakcie sezonu 1974/1974. Wtedy Jaga toczyła boje w mistrzostwach okręgu białostockiego, czyli na trzecim stopniu ligowej hierarchii, w których rywalizowały jedynie zespoły zrzeszone w białostockim OZPN. Do zmagań z klubami nie tylko z Podlasia nasz klub przystąpił już w ramach wygranych barażów o wejście na drugim poziom rozgrywkowy pod koniec kampanii 1974/1975. Jednak dopiero po uzyskaniu promocji na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej Jagiellończycy mogli podjąć rękawicę w starciach z zespołami z całego kraju. W grupie północnej drugiej ligi grały wtedy takie piłkarskie marki jak Arka Gdynia, Lechia Gdańsk czy Zawisza Bydgoszcz. Była to więc liga mocno obsadzona, która gwarantowała kibicom zgromadzonym na trybunach stadionu przy Słonecznej emocje na najwyższym poziomie. A dodatkowo, jak się później okazało, nie była dla białostoczan za silna i mogli oni nawiązać równorzędną walkę z innymi pretendentami o awans do pierwszej ligi.

Bądźmy jednak realistami, opisując tamten okres. Głównym celem Jagiellonii po uzyskaniu awansu do drugiej ligi wcale nie była natychmiastowa walka o kolejny awans, a raczej batalia o pozostanie na drugim szczeblu rozgrywkowym. I cel ten udało się na koniec sezonu zrealizować, ale podążajmy po kolei z naszą historią. Wspomnieliśmy już pierwsze spotkanie, remis 1:1 z Olimpią Poznań na stadionie przy Słonecznej w Białymstoku. Jak sezon potoczył się dalej? Jaga nie zaliczyła za dobrego początku, dwukrotnie remisując i dwukrotnie przegrywając w pierwszych czterech starciach. Było to jednak wkalkulowane w ryzyko gry w drugiej lidze, która stała przecież na znacznie wyższym poziomie niż mistrzostwa okręgu białostockiego. Po czterech kolejkach przyszły dwa kolejne remisy. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie były to przecież dobre rezultaty, ale trzeba pamiętać o klasie rywali, z którymi białostoczanie wtedy remisowali. Mowa o dwóch zespołach z Pomorza, a konkretnie z Gdyni, czyli Bałtyku i Arce. Oba kluby to była ówczesna czołówka – Arka ligę w tamtym sezonie wygrała, a Bałtyk na finiszu był piąty. Dodatkowo Arka w sezonie 1975/1976 była spadkowiczem z najwyższej klasy rozgrywkowej, tak więc remisy z takimi klubami były naprawdę dobrymi wynikami. Tym sposobem docieramy do kolejki numer siedem i meczu, który jest sednem tego tekstu. Spotkanie wyjazdowe Jagiellonii Białystok z Dębem Dębno Lubuskie.

Dlaczego to spotkanie jest tak ważne dla historii naszego klubu? Z prostej przyczyny – było to pierwsze zwycięstwo piłkarzy z Białegostoku w meczu o punkty na szczeblu centralnym. Tak jak wspomnieliśmy, był to mecz wyjazdowy, rozgrywany w ramach siódmej kolejki gier w Dębnie Lubuskim z miejscowym Dębem 5 października 1975 roku. Jedynego, decydującego o końcowej wiktorii gola strzelił niezawodny w tamtym sezonie Jerzy Zawiślan, który wcześniej trafił także w meczach z Bałtykiem i Arką. Starcie zakończyło się zatem zwycięstwem 1:0 i zgarnięciem pierwszego w historii jagiellońskiej gry w II lidze kompletu punktów. W ten sposób tamto spotkanie wspomina trener Ryszard Karalus, nasza klubowa legenda, który w tamtym sezonie występował z „jotką” na piersi jako zawodnik – To był bardzo trudny mecz, rozgrywany na niezwykle ciężkim terenie. Udało nam się jednak wygrać po bardzo zaciętej grze. Bardzo cieszyliśmy się ze zwycięstwa, bo to była pierwsza wygrana w historii Jagiellonii w drugiej lidze. Tuż po meczu jeszcze nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy z tego, co osiągnęliśmy i jaką radość dostarczyliśmy kibicom. Wspaniała sprawa - podsumowuje trener Karalus.

Wracając do sezonu 1975/1976, jesteśmy przed ósmą serią gier, Jagiellonia ma na koncie cztery remisy, dwie porażki i jedną, historyczną wygraną. Kolejny mecz, o którym więcej później, też zakończył się pozytywnym rezultatem, ale teraz skupmy się na odpowiedzi na pytanie zawarte w pierwszych akapitach tego tekstu. Mianowicie, kto tworzył trzon tamtej drużyny? Wymieniliśmy już dwóch zawodników, Ryszarda Karalusa i Jerzego Zawiślana. Oprócz nich w klubie znajdowali się wtedy inni fenomenalni piłkarze, tacy jak Piotr Sieliwonik, Jerzy Łapicz czy Zbigniew Skoczylas. Większość z nich pochodziła z naszego regionu, ale zdarzali się też gracze z innych rejonów Polski, jak na przykład podstawowy bramkarz Józef Sikorski, mający za sobą grę w Wiśle Kraków w pierwszej lidze, który dołączył do drużyny po szóstej serii gier z Odry Opole. Z Opolszczyzny pochodził również trener, Zbigniew Bania. Była to więc kadra uzdolniona, zasilana regularnie graczami z Podlasia, uzupełniana co zdolniejszymi piłkarzami pochodzącymi z innych części kraju. Do tej ostatniej kategorii zaliczał się na przykład Jerzy Zawiślan, pochodzący z podkarpackiego Nowego Sącza, który odpowiadał w tamtej ekipie za strzelanie goli (zdobył aż 13 bramek). W poczynaniach pod bramkami rywali wtórowali mu Jan Drumski (sześć goli) oraz Piotr Siliwonik (pięć trafień). Ogółem Jaga w tamtej kampanii zdobyła 36 bramek, a straciła 37. Oczywiście ówczesna jedenastka to nie tylko dobra gra w ofensywie, ale także solidna defensywa, kierowana przez wspomnianego Łapicza, a uzupełniania przez takich graczy jak Stanisław Szwejkowski, Czesław Gościłowicz oraz Jerzy Stankiewicz.

Skoro mamy już zatem obraz ówczesnej kadry Jagiellonii, możemy wrócić do tego co najważniejsze, czyli omawiania przebiegu sezonu 1975/1976. Zatrzymaliśmy się na zbliżającym się meczu numer osiem, w którym rywalem Jagi była ekipa z Dolnego Śląska, zespół Zagłębia Wałbrzych. Wspomnieliśmy o pozytywnym rezultacie jakim zakończyło się to starcie, a tym rezultatem było domowe 3:1 po golach Cieślika, Drumskiego i Pietrzyka. Tym samym Jagiellonia po ośmiu kolejkach była na szóstym miejscu w tabeli z dorobkiem ośmiu punktów. Jak wyglądała reszta sezonu? W skrócie – 11 zwycięstw, siedem remisów, 12 porażek w 30 meczach. O bilansie goli wspominaliśmy wyżej, a co się tyczy punktów, to na koncie Jagiellończyków widniało na koniec kampanii 29 „oczek”. Taki rezultat punktowy dawał piłkarzom Jagi dziewiąte miejsce i bezpieczne utrzymanie w drugiej lidze. Plan minimum został zatem zrealizowany i można był spokojnie odetchnąć. Co do spotkań, to poza wspomnianymi możemy wyróżnić jeszcze wysoką, wyjazdową wygraną nad Zawiszą Bydgoszcz (3:0), domowy remis z drugą w tabeli Lechią Gdańsk (1:1) czy zacięte wyjazdowe boje z Gwardą Koszalin (2:3).

Ogólnie patrząc można sezon 1975/1976 w wykonaniu Jagiellończyków zaliczyć do udanych. Dobrze zaprezentowali się w drugiej lidze jako beniaminek, kilkukrotnie udało się im zgarnąć komplet punktów, potrafili także rywalizować z najlepszymi. To był dobry czas Jagi.

fot. ze zbiorów Ryszarda Karalusa