25 03.20 10:20
Nowszy wpis Starszy wpis

Grali w Jadze: Vuk Sotirović

Do Jagiellonii po raz pierwszy przybył na początku 2007 roku z bydgoskiego Zawiszy. Wówczas Jaga grała w drugiej lidze (obecna pierwsza) i biła się o awans do ekstraklasy. Serbski napastnik Vuk Sotirović był uważany za najważniejszy transfer ówczesnej zimy. Przychodził do Białegostoku jako gwiazda zaplecza ekstraklasy. W barwach Zawiszy jesienią sezonu 2006/2007 strzelił aż 11 goli w lidze i krajowym pucharze. Z Jagą wywalczył historyczny awans do ekstraklasy i tam też strzelał dla niej bardzo ważne gole.

Pierwszym polskim klubem urodzonego w Belgradzie napastnika był ŁKS Łódź. W barwach tego zespołu zadebiutował na naszych boiskach. Miało to miejsce 9 kwietnia 2005 roku w wyjazdowym starciu ŁKS z Zagłębiem Sosnowiec. Wiosną tamtego roku wywalczył sobie miejsce wyjściowym składzie łodzian i przez rok gry strzelił siedem goli. Przykuł wówczas uwagę czołowego klubu drugiej ligi - Zawiszy Bydgoszcz. Trafił tam na początku 2006 roku i właśnie w drużynie Niebiesko-Czarnych wspiął się na wyżyny swoich umiejętności. Wiosną sezonu 2005/2006 jego skuteczność jeszcze tak bardzo nie imponowała. Strzelił trzy gole w 16 rozegranych spotkaniach. Wyborną formę zaczął prezentować podczas jesieni kolejnego sezonu. Aż 11 strzelonych goli w 18 występach musiały robić wrażenie.

Wtedy walka o awans do ekstraklasy rozgrywała się pomiędzy czterema zespołami. Po jesieni w ścisłej czołówce był właśnie Zawisza, a także Ruch Chorzów, Zagłębie Sosnowiec i nasza Jagiellonia. Wiosna była bardzo emocjonująca. Ostatecznie, najlepsi na ligowej mecie byli chorzowianie, a zaraz za nimi była Jaga, na trzecim miejscu skończyło Zagłębie, a tuż za podium uplasowała się bytomska Polonia. Wszystkie cztery kluby wywalczyły awans do Orange Ekstraklasy. Zawisza jeszcze przed startem ligowej wiosny wypisał się z walki, w kuriozalnych okolicznościach wycofując się z rozgrywek. Ówczesny prezes bydgoskiego klubu Bartłomiej Krasicki argumentował tę decyzję "fatalną atmosferą wokół polskiej piłki". Nic dziwnego, że wycofanie Zawiszy z rozgrywek zaowocowało licznymi odejściami. Jednym z tych, którzy zmienili klubowe barwy, był właśnie Vuk Stotirović. Rozchwytywany Serb ostatecznie wybrał ofertę Jagiellonii, z którą w czerwcu 2007 roku świętował awans do ekstraklasy.

Vuk miał dwa wejścia do Jagi. Pierwsze z nich było bardzo udane. Jak już wspomnieliśmy, dołączył do naszego zespołu w 2007 roku i przebywał w Białymstoku przez półtora roku. W tym czasie rozegrał 37 spotkań, w których strzelił łącznie 12 goli. Pierwsze cztery bramki dla Jagi zdobył jeszcze w drugiej lidze, a pozostałe w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Po huśtawce nastrojów w sezonie 2007/2008 i ostatecznym utrzymaniu białostockiego zespołu w ekstraklasie, na dwa i pół roku rozstał się z naszym klubem. Niespodziewanie powrócił do niego na rundę wiosenną sezonu 2010/2011. Wtedy Jaga grała już o zupełnie inne cele, mając w zasięgu nawet tytuł mistrzowski. Rozegrał w naszych barwach 45 oficjalnych meczów, w których strzelił łącznie 13 goli - cztery z nich w drugiej lidze (obecna pierwsza), osiem w Orange Ekstraklasie i jeden w Pucharze Ekstraklasy.

Zacznijmy jednak od drugiej ligi. Pierwszego gola dla Jagiellonii Vuk strzelił w przegranym starciu z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (1:2). Był bardzo barwną, czasem dość porywczą postacią...czym szybko zaskarbił sobie serca białostockich kibiców. Boiskowy charakter Vuka dość dobrze oddaje kolejny występ Serba przy Słonecznej. Wówczas Jaga zremisowała 1:1 z Piastem Gliwice, a punkt w ostatniej akcji meczu zapewnił Żółto-Czerwonym właśnie Sotirović. Krewki zawodnik manifestował kolejne trafienie dla Jagi, zdejmując koszulkę, czym zapłacił otrzymując drugą w tym meczu żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Trzeba oddać dla Vuka, że nigdy na boisku nie odpuszczał. Miał lepsze i gorsze momenty, ale bardzo rzadko przechodził obok meczów. Początek rundy wiosennej drugiej ligi nie był zbyt udany dla Jagiellonii, Vuk też jakby zatracił swą skuteczność z bydgoskiego klubu. Najważniejsze jednak, że Żółto-Czerwoni, po licznych zawirowaniach, a także zmianie trenera - 26 kwietnia Ryszarda Tarasiewicza na stanowisku zmienił Artur Płatek - w czerwcu wreszcie wywalczyli upragniony awans do ekstraklasy.

Rundę jesienną w najwyższej klasie rozgrywkowej Sotirović miał całkiem udaną. Szczególnie w jej końcówce pokazywał swoje największe walory - skuteczność, siłę, szybkość i potężny strzał z prawej nogi. Po raz pierwszy w polskiej ekstraklasie trafił do siatki w wygranym starciu przy Słonecznej z Widzewem Łódź (2:1). Fani zgromadzeni na białostockim stadionie byli wówczas w euforii. Na obiekcie panowała atmosfera wielkiego, piłkarskiego święta. Powodem był fakt, że po raz pierwszy Żółto-Czerwoni po powrocie do ekstraklasy rozegrali mecz na swoim stadionie w blasku jupiterów, przy sztucznym oświetleniu. To był wspaniały wieczór. Jednym z najlepszych występów Vuka w Jadze był bez wąpienia mecz w Wodzisławiu. Jaga rozbiła w delegacji Odrę 3:1 po dwóch golach Sotirovicia i trafieniu jego kolegi z ataku Remigiusza Sobocińskiego. Jesienią pokonał jeszcze przy Słonecznej bramkarza Lecha Poznań Krzysztofa Kotorowskiego (4:2) i Groclinu Grodzisk Wielkopolski na wyjeździe (1:3).

Runda wiosenna w wykonaniu Jagiellonii była bardzo zła. Tylko jeden wygrany mecz potęgował nerwową atmosferę i zaowocował nerwową końcówką rozgrywek, a także w ostatecznym rozrachunku spadkiem z 9. na 14. pozycję barażową. Ostatecznie do dwumeczu z Arką Gdynia jednak nie doszło, bo Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zdegradowaniu z ligi aż czterech drużyn. Do ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec i przedostatniego Widzewa Łódź dołączyły Korona Kielce i Zagłębie Lubin, które nie otrzymały licencji. Czternasta w tabeli Jagiellonia uniknęła degradacji. Sytuacja była kuriozalna, bo nasz zespół przygotowywał już się do spotkań barażowych z Arką Gdynia. Po nerwowym sezonie Sotirović zmienił pracodawcę. Przez kolejne dwa i pół roku występował w Śląsku Wrocław. W drużynie z Dolnego Śląska rozegrał 49 oficjalnych spotkań, w których strzelił 17 goli.

Chyba niewielu spodziewało się, że następnym przystankiem w karierze zawodniczej Vuka będzie ponownie Jagiellonia. Jego transfer został przeprowadzony w dużej mierze z konieczności i siły wyższej. Tuż przed startem rundy wiosennej sezonu 2010/2011 poważnej kontuzji doznał bowiem nowy napastnik Jagiellonii, sprowadzony z Sibiru Nowosibirsk Bartłomiej Grzelak. Były zawodnik m.in. Widzewa Łódź i warszawskiej Legii miał zastąpić wytransferowanego do Turcji Kamila Grosickiego, ale pech chciał, że akurat jemu przytrafił się przykry uraz. Jaga była wówczas liderem ekstraklasy i rewelacją sezonu. Sotirović, który nie przygotowywał się z ekipą Żółto-Czerwonych do rundy wiosennej, wchodził do gry niemal z marszu. Nie potrafił już wówczas odnaleźć się na tyle dobrze, by strzelać kolejne gole dla Jagi. Ostatecznie rozegrał w tym okresie tylko sześć spotkań i ani razu nie udało mu się trafić do siatki.

Od początku sezonu 2011/2012 występował już w szczecińskiej Pogoni na zapleczu Ekstraklasy. Strzelił tam pięć goli przyczyniając się do awansu Portowców do ekstraklasy. Ponownie jednak w polskiej elicie już nie zagrał. Od sezonu 2012/2013 występował już głównie w swoim rodzinnym kraju. Były to kolejno kluby FK Borca (12 występów, trzy gole), potem na chwilę przeniósł się do cypryjskiego Nea Salamina (11 meczów, jeden gol), FK Javor Ivanjica (osiem meczów, cztery gole), FK Novi Pazar (11 meczów, jeden gol), FK Radnicki (9 meczów, jeden gol), a karierę zawodniczą zakończył dość szybko, bo już w 2016 roku w wieku 33 lat w drużynie FK Zemun (siedem meczów, dwa gole).

Reasumując, Vuk Sotirović w Polsce jest postacią rozpoznawalną i zawodnikiem, który dał się zapamiętać głównie z pozytywnej strony. Bez wątpienia był to zawodnik obdarzony dużym potencjałem piłkarskim.