26 03.20 15:48
Nowszy wpis Starszy wpis

Wasz wywiad z Maciejem Makuszewskim

W środę zadawaliście pytania Maćkowi Makuszewskiemu. Spłynęło się bardzo dużo. Zachęcamy zatem do lektury pokaźnego wywiadu z „nowym – starym” skrzydłowym Jagiellonii.

Co robisz w wolnym czasie?
Wbrew pozorom nie mam wolnego czasu zbyt wiele. Po treningach wracam do domu i muszę zajmować się dwuletnim synem, ponieważ moja żona pracuje, a mały ma sporo energii w swoich bateryjkach. Najchętniej ganiałby za piłką i chce, abyśmy razem się bawili. Ponadto nadzoruję sporo projektów. Mam na myśli akademię w rodzinnym mieście, działania sportowe, prywatne rzeczy, które prowadzę sam lub z żoną. Jeżeli już zdarzy się odrobina wolnego czasu, to pogram w Football Managera lub obejrzę jakiś serial.

Które miejsce zrobiło na Tobie, do tej pory największe wrażenie?
Sportowo zdecydowanie Estadio da Luz w Lizbonie. Jest to niesamowity obiekt. Wystąpiłem tam w meczu portugalskiej ekstraklasy, a kilka dni wcześniej, jako zwykły kibic obejrzałem z trybun mecz Ligi Mistrzów, w którym Benfica podejmowała Bayern Monachium prowadzony przez Pepa Guardiolę. Samo widowisko, atmosfera wywarły na mnie olbrzymie wrażenie. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie widziałem na żywo tak grającego zespołu.

Któremu klubowi zza granicy kibicujesz?
Od półtora roku kibicuję Juventusowi Turyn, a wcześniej był to Real Madryt. Chyba nie muszę wyjaśniać, dlaczego.

Czy czujesz się najlepszym skrzydłowym w Jagiellonii?
W sporcie, lub jakiejkolwiek innej dyscyplinie życia nie można uznawać się ani za najlepszego, ani za najgorszego. Z jednej strony trzeba mieć w sobie pokorę, bo jest ona bardzo potrzebna. Z drugiej jednak strony trzeba cały czas pracować nad sobą i dążyć do doskonałości. W każdym klubie musiałem rywalizować z bardzo mocnymi konkurentami i zawsze walczyłem, aby trener mi zaufał. Cały czas mam tę determinację, ponieważ chcę grać regularnie. Najważniejsze, abym utrzymywał wysoką dyspozycję i potrafił zaprezentować moje umiejętności, które uważam za wysokie oraz potrafił pomagać drużynie.

Jak bardzo zmieniła się Jagiellonia podczas twojej nieobecności?
Myślę, że poza ludźmi, którzy pozostali w klubie, Jagiellonia zmieniła się pod każdym względem. Stadion, baza, biuro sprawiają, że „Żółto-Czerwoni” spełniają europejskie standardy. Za moich czasów, kilka lat temu, wyglądało to zupełnie inaczej. Takich warunków nie mieliśmy, było to trudniej zorganizować. Obecnie klub ma dużo łatwej, aby ściągać sponsorów, rozmawiać z lepszymi trenerami. Są bardzo solidne podstawy, na których można budować mocny zespół.

Która Jagiellonia była lepsza, ta obecna, czy ta sprzed ośmiu lat?
Z jednej strony po moim odejściu Jagiellonia w ostatnich pięciu latach świętowała kapitalne wyniki. Było trzecie miejsce, dwa wicemistrzostwa, awans do finału rozgrywek o Puchar Polski. Zespół jest w czołówce ligowej. Z drugiej strony Jaga, w której wchodziłem do Ekstraklasy również była mocną drużyną. Mieliśmy wtedy jednego z najlepszych polskich trenerów, który w mojej ocenie jest najlepszym szkoleniowcem w historii klubu. Wywalczyliśmy Puchar Polski, Superpuchar, rok 2010 zakończyliśmy na pierwszym miejscu w tabeli, natomiast w sezonie 2010/11 finiszowaliśmy tuż za podium. W naszym zespole nie brakowało świetnych piłkarzy, jak Tomek Frankowski, Andrius Skerla, Hermes, Rafał Grzyb, Kamil Grosicki, Tomek Kupisz, Thiago Cionek, Alex Normabuena, Jarek Lato, Grzesiek Sandomierski, Mladen Kascelan. Graliśmy bardzo dobrą piłkę, kilku chłopaków trafiło do reprezentacji, zapracowało na transfery do silniejszych lig. Myślę, że dzisiejsza Jagiellonia miałaby problemy z tamtym zespołem, ale najlepiej byłoby to zweryfikować na boisku.

Czy grając w innych klubach śledziłeś wyniki Jagiellonii?
Oczywiście, że śledziłem losy Jagiellonii. Poza tym zawsze marzyłem, aby jeszcze wrócić do Białegostoku i tutaj zagrać. Udało się to zrealizować.

Komu kibicowałeś, podczas ostatniego finału Pucharu Polski?
Oglądałem ten mecz, trzymałem kciuki za obie drużyny, ponieważ grałem u jednych jak i u drugich. Skoro sam z Lechem odpadłem we wcześniejszej fazie, to chciałem, aby puchar trafił do Gdańska lub Białegostoku. W samym finale więcej z gry miała Jagiellonia, ale spodziewałem się serii rzutów karnych. W takich przypadkach o losach trofeum decyduje dyspozycja strzelających oraz bramkarza. Niestety, w samej końcówce Lechia strzeliła gola i Jaga przegrała to spotkanie. Białostoczanie mogli być rozczarowanie. Również ja czułem niedosyt i złość. Sam wiem, co znaczy przegrać w finale, w którym było się lepszym zespołem, a awansować do finału nie jest łatwą sprawą. Wierzę, że przed Jagiellonią jeszcze kilka finałów i bardzo liczę na to, że wspólnie z nią zdobędę jeszcze Puchar Polski.

Jakie jest twoje piłkarskie marzenie?
Zawsze chciałem spełniać moje piłkarskie marzenia. Chciałem zagrać w Ekstraklasie i to udało się zrealizować. Później walczyłem o pierwszą bramkę w najwyższej klasie rozgrywkowej i udało się ją zdobyć. Następnie liczyłem na debiut w kadrze i na niego zapracowałem. Wierzyłem jeszcze w transfer do dużego europejskiego klubu. Tego niestety nie udało mi się zrealizować i będzie raczej ciężko o to, ponieważ mam już swoje lata. Są jeszcze marzenia do zrealizowania. Chciałbym zdobyć tytuł mistrza Polski z Jagiellonią, sięgnąć po Puchar Polski, ale najważniejszym pozostaje zdrowie. Bez niego ciężko zrealizować cele sportowe. Jeżeli będziemy dobrze pracowali, to wszystko jest możliwe.

Czy podczas ostatniego okienka transferowego miałeś oferty z innych klubów?
Owszem, miałem oferty z klubów Ekstraklasy, jak i z zagranicy. Niemniej pierwszeństwo miała Jagiellonia, która chciała mnie ściągnąć już latem. Zdecydowałem się na powrót z kilku powodów. Jak już wspomniałem, Jaga jest dzisiaj w stanie przyciągnąć zawodników świetną bazą, nowoczesnym stadionem. Poza tym ja pochodzę stąd, podobnie jak moja żona. Oczywiście, inne oferty były lepsze pod względem finansowym, ale przy tym wyborze pieniądze nie były tym, czym się kierowałem. Chciałem wrócić i wydostać się z dołka. Wiem, że stać mnie na dobrą grę, a stracone ostatnie półrocze chciałbym sobie powetować. W tym roku Jagiellonia świętuje stulecie i co prawda na razie częściej zawodzi, ale wierzę, że przed nami jeszcze mnóstwo radosnych chwil.

Kto jest twoim najlepszym kolegą z drużyny, i dlaczego jest nim Ariel Borysiuk?
Odpowiedź na to pytanie już padła. Z Arielem znamy się od kilku lat. Spotkaliśmy się w Lechii Gdańsk, mieliśmy bardz dobre relacje. Poza tym w Jagiellonii znam się Arkiem Szczęsnym. To mój bardzo dobry przyjaciel. Poznaliśmy się podczas mojego pierwszego pobytu w Jadze, kiedy Arek nie pełnił funkcji kierownika. To on namawiał mnie na powrót do Białegostoku. Fajnie, że możemy razem współpracować. Mamy częstszy kontakt niż kilka lat wcześniej.

Czy wierzysz, że wszystko wróci do normy i niebawem uda się nam dokończyć sezon?
Oczywiście wierzę w to, że wszystko wróci do normy i normalnie dogramy ten sezon do końca. Trwająca kwarantanna nie jest lekkim czasem dla nikogo. Każdy chciałby wyjść z domu i zajmować się tym, co robił do tej pory. Wierzę, że niebawem wszystko się uspokoi i wrócimy do codziennego życia.

Jakie uczucia towarzyszyły Ci podczas powrotu do Jagiellonii?
Powrót do Białegostoku po tak długim czasie jest dużą sprawą. Wracam jednak z większym bagażem doświadczeń. Kiedy w meczu z Koroną Kielce wchodziłem na boisko czułem się trochę jak małolat, który za chwilę ma zagrać pierwszy mecz w Ekstraklasie. Szkoda, że w moim „powtórnym” debiucie nie udało się wygrać, podobnie jak w pierszym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Liczę, że będziemy wygrywali i pięli się w tabeli.

Spodziewałeś się, że tak szybko po powrocie do Jagiellonii strzelisz pierwszego gola?
Udało się dość szybko strzelić pierwszego gola w Jagiellonii. Była to moja pierwsza bramka od momentu kontuzji, którą odniosłem w Poznaniu. Wiele osób wypominało mi tę statystykę. Wierzę, że jeszcze kilka tych trafień zaliczę do końca sezonu. Była ulga, radość, tym większa, że wygraliśmy na wyjeździe. Potrzebowaliśmy tego wszyscy, my jako zespół, kibice. Pokazaliśmy, że warto wierzyć, walczyć o swoje, toczyć boje z samym sobą, własnymi niepowodzeniami. Udało się zrealizować oba cele – moje przełamanie strzeleckie, a także wygrana wyjazdowa, pierwsza od sierpnia ubiegłego roku.

Jak wspominasz współpracę z trenerem Tomaszem Hajto? Ostatnio wokół jego osoby pojawiło się mnóstwo kontrowersji.
Nasza współpraca przebiegała bardzo dobrze. To za jego kadencji miałem najlepszy okres gry w Jagiellonii. Występowałem regularnie. Dobrze wspominam współpracę z trenerem Dźwigałą. To oni walczyli, abym pozostał tutaj. Po pół roku otrzymałem ofertę z Rosji, a klub zarobił na mnie trochę pieniędzy. Co do ostatnich doniesień nie chcę ich komentować. Nie mieszam się do tego, są to prywatne sprawy, które nie są zwiazane ze mną.

Czy byłbyś w stanie zagrać na pozycji napastnika?
Kiedyś powiedziałem, że zagram tam, gdzie wystawi mnie trener. Mógłbym zagrać w ataku. Kilka razy byłem tym drugim napastnikiem obok Tomka Frankowskiego. Bardzo miło wspominam starcie z Widzewem Łódź, w którym wystąpiłem jako cofnięty atakujący. Było to chyba mój najlepszy mecz w Jagiellonii. To się sprawdziło. Myślę, że mógłbym jeszcze spróbować.

Czy wierzysz jeszcze w powrót do reprezentacji?
W tej chwili reprezentacja to odległy temat. Wiadomo, że chciałbym jeszcze wystąpić w meczu naszej kadry narodowej. Jest to niesamowite uczucie, ciężko opisać je słowami. Nie jestem jeszcze starym zawodnikiem, jeżeli bym dobrze grał w Jagiellonii, to może trener mógłby mnie dostrzec i przy sprzyjających okolicznościach zaprosić na zgrupowanie kadry. W tej chwili jednak muszę skupić się na moich występach w „Żółto-Czerwonych”.

Co jest twoim największym zawodem? Czy brak powołania do polskiej kadry na mundial?
W życiu zdarzają się wzloty i upadku. W meczu Lecha z Cracovią nabawiłem się tamtego urazu, który wykluczył mój udział w wyjazdu na mistrzostwa. Niestety, nie udało mi się wywalczyć tego, o czym marzyłem miesiąc, dwa wcześniej. Kiedy byłem kontuzjowany, przechodziłem rehabilitację wierzyłem w ten wyjazd. Nie udało się. Pozostanie we mnie smutek i żal, ponieważ koło nosa przeszła mi wielka impreza, w której uczestniczyli jedni z najlepszych piłkarzy w historii naszej reprezentacji. Życie jednak trwa dalej, a najlepszym co mogę zrobić po takim niepowodzeniu jest wstać otrzepać się i iść przed siebie. Nic nie dzieje się w życiu przez przypadek. Tak miało być.

Czy po słynnym speechu przed meczem z Lechem Poznań czujesz się nowym liderem w szatni Jagiellonii?
Nie wiedziałem, że ta konferencja prasowa będzie miała taki oddźwięk. Byłem na niej trochę zły. Słyszałem, jak poza kamerami dziennikarze pochodzący stąd, z regionu, nieprzychylnie nas oceniali. To mnie trochę zdenerwowało, a jestem tylko człowiekiem. Chciłem w dość konkretny sposób przekazać opinię osobom, którym brakuje optymizmu. Oczywiście, akceptuję konstruktywną krytykę przy słabych wynikach. Wiadomo, że wymaga się od nas więcej, a ten zespół na treningach biegał za dwóch, walczył. Nie wiem, czym była spowodowana nasza blokada. Jak mówiłem na konferencji wracaliśmy do żywych. Zaczęliśmy wierzyć w nasze możliwości i od tego spotkania z Lechem trochę nabrliśmy kształtu mentalnego, który powinien nam towarzyszyć od początku. Chłopaki mają umiejętności, aby grać w czołowym polskim klubie, a nawet by spróbować sił za granicą. Czy czuję się liderem. Ja po prostu jestem sobą. Jeżeli zespół potrzebuje mnie, to zawsze będę gotowy. W szatni nie brakuje silnych charakterów, z Tarasem na czele i innymi, którzy ciężko pracują na treningach. Mamy wiodących zawodników w szatni i jest na kogo liczyć.

W październiku 2015 roku strzeliłeś przy Słonecznej pięknego gola grając w barwach Lechii Gdańsk. Czy była to twoja najładniejsza bramka w Ekstraklasie?
Strzeliłem ładnego gola Bartkowi Drągowskiemu, ale również w Jagiellonii zdobyłem kilka efektownych bramek. Czy była ona najładniejsza? Nie wiem, ale miałaby mocną pozycję w moim osobistym TOP 5.

W którym klubie była większ presja i parcie Kibiców na sukces - w Lechu czy Lechii?
Myślę, że większa presja ciąży na Lechu Poznań, który wygrał kilka tytułów. Tam co roku są wielkie ambicje. Klub nieustannie chce pokazać, że jest kandydatem do gry o mistrza. Kibice w Poznaniu są przyzwyczajeni do tego, że ich zespół jest w czołówce i chce walczyć o najwyższe laury. To klub, który ma pieniądze, infrastrukturę, tradycje i cele. W Gdańsku kibice czekają na sukcesy i fani nie są tak do końca pewni swego jak w Poznaniu. Przy Bułgarskiej po dwóch niewygranych spotkaniach czuć negatywne nastwienie, co kibice potrafią nieraz dobitnie wyrazić z trybn. To z jednej strony napędza klub i zawodników, ale z drugiej strony ta presja może przeszkadzać. Przykładem jest Piast Gliwice, który nie miał presji, a u chłopaków było widać sporo radości. Kibice "Piastunek" nie mieli żadnych oczekiwań, a ich drużyna dokonała czegoś niesamowitego.

Grałeś zarówno w lidze rosyjskiej jak i portugalskiej. W której był wyższy poziom?
Myślę, że w Rosji jest więcej wyrównanych drużyn. W Portugalii liczą się czter zespoły, a pozostałe toczą rywalizację o piątą lokatę. Tam nie ma tak równego poziomu jak w lidze rosyjsiej, gdzie są pieniądze i olbrzymie oczekiwania. Terek, w którym występowałem nie miał problemów z finansami, ale nie mogliśmy się równać z Anży Machaczkała, zespołami z Moskwy, Zenitem Sankt Petersburg, Rubinem Kazań lub Rostowem. Awans do najlepszej szóstki był nie lada wyzwaniem.

Najlepsza książka, którą przeczytałeś, to...?
Janusz Józefowicz w filmie „Poranek Kojota” powiedział, że w życiu przczytał dwie książki. Ja na szczęście mam trochę większy dorobek. Ciężko mi wskazać tę najlepszą, ponieważ inaczej odbiera się biografię, inaczej since fiction, inaczej horror, a jeszcze inaczej komedię. Myślę, że największy wpływ miała autobiografia Andre Agassiego. Nie brakowało w niej fajnych wątków.

Który trener bardziej trzymał dyscyplinę, Adam Nawałka, czy Michał Probierz?
Poziom dyscypliny zarówno u Michała Probierza, jak i Adama Nawałki była na podobnym poziomie. Ciężko wskazać na jednego z nich.

Czy popierasz akcję #ZostańWDomu?
Oczywiście popieram tę akcję. Wychodzę tylko wtedy, kiedy mam zrobić tening lub wykonać zakupy.

Jak spędzasz kwarantannę?
To ciężki czas, czuję się jak na wojnie (śmiech). Tak już na poważnie sporo czasu absorbuje syn, z którym gramy w piłkę. Poza tym żona musi więcej pracować w obecnej sytuacji, która spotkała jej branżę w związku z trwającą epidemią. Staramy się nadrabiać zaległości serialowe, a czas spędzamy rodzinnie.

Nie obawiasz się, że po tak długiej przerwie będziesz potrzebował więcej czasu na powrót do formy?
Nasza forma będzie wielką niewiadomą, po treningach bez piłki. Wierzę, że szybko zaadoptujemy się do nowej sytuacji. Chcemy kontynuować naszą passę, którą rozpoczęliśmy z Lechem Poznań. Na boisku pokażemy maksymalny profesjonalizm. Liczymy na grę na dobrym poziomie.