08 04.20 16:11
Nowszy wpis Starszy wpis

Grali w Jadze: Łukasz Nawotczyński

Do Jagiellonii trafił na początku 2005 roku, a więc wtedy, kiedy Żółto-Czerwoni występowali w drugiej lidze (dzisiejsza pierwsza). Białostoczanie budowali zespół, który miał docelowo znaleźć się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Transfer Łukasza Nawotczyńskiego – byłego piłkarza Wisły Kraków i mistrza Europy do lat 18 - wzniósł Jagę ponad przeciętność na zapleczu dzisiejszej ekstraklasy. Z nim w składzie wywalczyliśmy awans do elity.

Łukasz Nawotczyński przyszedł na świat 30 marca 1982 roku w Ciechanowie i najczęściej w karierze zawodniczej występował na pozycji środkowego obrońcy.  Pierwszym klubem popularnego „Białego” była drugoligowa Lechia/Polonia Gdańsk, do której trafił przed rundą jesienną sezonu 1999/2000. W zespole z Trójmiasta przebywał bardzo krótko, bo już po pół roku talent młodego defensora dostrzegła utytułowana krakowska Wisła. W drużynie Białej Gwiazdy rozwijał swoje umiejętności do końca 2003 roku. Pech chciał, że akurat pod Wawelem trafił na bardzo silną konkurencję o wyjściowy skład. Krakowianie rok w rok bili się o tytuł mistrzowski, a blok obronny Wisły tworzyli z reguły piłkarze bardziej doświadczeni – jak choćby Bogdan Zając czy Arkadiusz Głowacki. Biała Gwiazda w tym okresie regularnie występowała także w europejskich pucharach.

W pierwszym zespole krakowian Nawotczyński zadebiutował 19 sierpnia 2000 roku w domowej potyczce z Pogonią Szczecin. Gospodarze ulegli konkurentowi o ligowy tytuł 1:2, a „Biały” spędził na placu gry 45 minut. Do końca mistrzowskiego sezonu Wisły 2000/2001 pojawił się na boisku jeszcze tylko dwa razy. Miał przyjemność w pełni uczestniczyć w fetowaniu tytułu, w ostatniej kolejce rozgrywek zagrał bowiem 90 minut w zwycięskim starciu z Zagłębiem Lubin (3:0). Co ciekawe, trenerem Wisły był wówczas Adam Nawałka, który kilka lat później, podobnie jak Nawotczyński, trafił do Jagiellonii.

Dla młodego defensora 2001 rok był wyjątkowy, bo oprócz trofeum najlepszej drużyny kraju świętował także wielki sukces w kadrze młodzieżowej do lat 18. Polacy pozostawili w nim w pokonanym polu m.in. Hiszpanów, przeciwko którym „Biały” zagrał koncertowo. Biało-Czerwoni zwyciężyli 4:1, a dwa z tych goli były autorstwa właśnie Nawotczyńskiego! Natomiast w wielkim finale Polacy uporali się z Czechami, wygrywając 3:1. „Biały” był wówczas pewniakiem w wyjściowej jedenastce tamtej ekipy. Wielu piłkarzy z tej drużyny, w tym Nawotczyński, zapowiadało się wyśmienicie. Kilku ma za sobą ciekawą karierę, ale czy na miarę swojego talentu? Tego nie wiemy. W każdym razie kolegami z reprezentacji „Białego” byli m.in. tak rozpoznawalni piłkarze jak – Paweł Brożek, Sebastian Mila, Łukasz Madej, Paweł Golański, Przemysław Kaźmierczak czy Tomasz Kuszczak.

Dodajmy, że dwa lata wcześniej Nawotczyński wywalczył w tym gronie także wicemistrzostwo Europy do lat 16 z kadrą Polski, która grała niemal w identycznym składzie, jak w turnieju w Finlandii.

Fot. wspolczesna.pl

Wydawało się, że przed młodym stoperem wspaniała piłkarska kariera stoi otworem. Niestety, w którymś momencie coś poszło nie w tym kierunku, jakim powinno. Trudno stwierdzić (pewnie tylko sam Łukasz wie) czy problem leżał w sferze mentalnej, czy może brakowało mu większej liczby gier na najwyższym poziomie w ekstraklasie? W Wiśle Kraków w ciągu kilku lat zagrał tylko 22 spotkania na wszystkich frontach. Nic dziwnego, że w końcu musiał poszukać nowych wyzwań. Niemniej jednak okres spędzony w pod Wawelem był bogaty w sukcesy drużynowe. W Wiśle Łukasz zdobył dwa tytuły mistrza kraju i tyle samo trofeów Pucharu Polski. W sezonie 2003/2004 grał w eliminacjach Ligi Mistrzów przeciwko cypryjskiej Omonii Nikozja i belgijskiemu Anderlechtowi Bruksela - cztery występy, z czego trzy w wyjściowym składzie. Całkiem niezły start kariery zawodniczej.

Wiosną i jesienią 2004 roku Łukasz Nawotczyński był wypożyczany do innych zespołów ekstraklasy. Najpierw do Górnika Polkowice, a następnie GKS-u Katowice. W Górniku Łukasz rozegrał 12 spotkań, strzelając jednego gola, natomiast w „Gieksie” 10 razy pojawiał się na murawie i tam też zdobył jedną bramkę. Wreszcie, wiosną 2005 roku przyszła pora na transfer do drugoligowej Jagiellonii. Za jego przyjściem stał Adam Nawałka, który znał znakomicie „Białego” z okresu sprawowania funkcji szkoleniowca Wisły Kraków. Późniejszy selekcjoner kadry narodowej błyskawicznie postawił na Nawotczyńskiego w wyjściowym składzie i to się opłaciło. Rosły defensor był podporą obrony Jagi, która z każdym kolejnym miesiącem rosła na czołową ekipę drugiej ligi. Sezon 2004/2005 Jagiellończycy zakończyli na szóstym miejscu w tabeli, a „Biały” 14-krotnie wychodził na boisko, z czego tylko raz w roli zmiennika.

W kolejnej kampanii nasz zespół, wzmocniony kilkoma doświadczonymi piłkarzami, miał za cel powrót po 14 latach na najwyższy szczebel piłkarski w Polsce. Nasza drużyna rzeczywiście liczyła się w walce o awans do samego końca, ale już sam sezon w wykonaniu Jagi nie był tak udany, jak zakładano. Przede wszystkim ostatecznie nie udało się wywalczyć awansu. Było blisko, bo po zajęciu trzeciego miejsca w drugiej lidze, rozegraliśmy baraż o ekstraklasę z Arką Gdynia, który przegraliśmy (0:2, 1:2). Nawotczyński był jednym z pewniaków w wyjściowym składzie Żółto-Czerwonych. Stawiał na niego najpierw Nawałka, a później także Jurij Szatałow, który zastąpił bardziej znanego szkoleniowca po meczu 18. kolejki z Lechią Gdańsk (1:2). „Biały” łącznie w całym sezonie ligowym, Pucharze Polski i barażach zagrał 36 spotkań.

Kolejne kampania w drugiej lidze wreszcie zakończyła się pomyślnie dla całego zespołu Żółto-Czerwonych. Nawotczyński opuścił co prawda aż 14 kolejek, głównie przez kontuzje, ale wciąż był podporą defensywy Jagiellończyków, którzy nareszcie, po 14 latach, wywalczyli upragniony awans do ekstraklasy! Łukasz grał w decydujących spotkaniach w końcówce sezonu, wspierany przez rutynowanego Tomasza Wałdocha, który na chwilę wznowił karierę, robiąc przysługę dla trenera Artura Płatka, z którym poznał się w Niemczech. Jaga zajęła ostatecznie drugie miejsce w tabeli, za Ruchem Chorzów, a przed Zagłębiem Sosnowiec i Polonią Bytom. Wszystkie cztery zespoły znalazły się w elicie na kolejny sezon.

Fot. poranny.pl

Właśnie starcie z bytomską Polonią rozpoczęło pierwszy po 14 latach banicji sezon Jagi w ekstraklasie. Oczywiście z Nawotczyńskim w wyjściowym składzie. Żółto-Czerwoni zwyciężyli 2:1. „Biały” miał niepodważalne miejsce w jedenastce Artura Płatka, a pod koniec sezonu także Dariusza Czykiera, który po fatalnej serii sześciu kolejnych porażek zmienił na stanowisku młodszego kolegę. Był to trudny sezon. Po udanej jesieni (9. miejsce) wiosną Jagiellończycy spadli na odległą 14. pozycję – która zgodnie z regulaminem rozgrywek oznaczała grę w barażach o pozostanie w ekstraklasie z trzecią drużyną drugiej ligi. Na tamten czas była to Arka Gdynia. Jak się później okazało, do dwumeczu z trójmiejską ekipą nie doszło. Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zdegradowaniu z ligi trzech drużyn. Do ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec dołączyły Korona Kielce i Zagłębie Lubin, które nie otrzymały licencji. Przedostatni w stawce Widzew Łódź i 14. w tabeli Jagiellonia uniknęły degradacji! Sytuacja była kuriozalna, bo nasz zespół przygotowywał się już do spotkań barażowych z Arką Gdynia.

Po tym sezonie Nawotczyński odszedł z Jagiellonii. W zakończonej kampanii grywał na środku obrony, a także po jej prawej stronie. Zmiana pozycji jesienią była podyktowana w głównej mierze tym, że jesienią w Jadze występował Rodnei Francisco De Lima, który w tamtym okresie nie miał sobie równych w Jadze na środku defensywy.

Po odejściu z Jagiellonii Łukasz Nawotczyński trafił do pierwszoligowej Korony Kielce, z którą wywalczył ponowny awans ekstraklasy. Rozegrał 24 spotkania na zapleczu elity i Pucharze Polski, dwa razy wystąpił także w trzecioligowych rezerwach „Scyzorów”. Jesienią kolejnego sezonu, już w ekstraklasie, w barwach Korony nie będzie miło wspominał. Zagrał tylko w sześciu spotkaniach, a poza tym dostawał szanse głównie w Młodej Ekstraklasie, gdzie ogrywali się głównie młodzi piłkarze oraz ci, którzy nie łapali się do składu pierwszego zespołu.

W Kielcach, mimo gorszego okresu, przebywał długo, bo aż do końca 2010 roku. W kolejnym wreszcie zmienił pracodawcę. W styczniu zasilił Cracovię, ale wiosną rozegrał w zespole „Pasów” tylko cztery spotkania. W kolejnej kampanii było niewiele lepiej – tylko 11 spotkań na poziomie ekstraklasy. Podsumujmy zatem - Łukasz w barwach Jagiellonii rozegrał 100 spotkań na wszystkich frontach - w ekstraklasie, na jej zapleczu, a taże w rozgrywkach Pucharu Polski i Pucharu Ekstraklasy.

Fot. wspolczesna.pl

Od początku rundy wiosennej sezonu 2012/13 występował już w barwach bydgoskiego Zawiszy na zapleczu elity. Jak się później okazało, była to jedna z trafniejszych decyzji transferowych „Białego” w całej karierze. W drużynie niebiesko-czarnych odbudował się, będąc pewniakiem w wyjściowym składzie. Trzeci raz w karierze pomógł swojemu zespołowi znaleźć się w ekstraklasie. Kolejna kampania – 2013/2014 – była dla Łukasza i całego klubu z województwa kujawsko-pomorskiego wymarzona. Pewne utrzymanie i do tego pierwszy w historii klubu zdobyty Puchar Polski. Nawotczyński miał duży udział w zdobyciu tego trofeum, był bowiem podstawowym zawodnikiem Zawiszy w rundzie wiosennej. Jesień stracił ze względu na kontuzje. We wspomnianym finale przeciwko Zagłębiu Lubin (0:0, 5:4 po rzutach karnych) Łukasz rozegrał pełne 120 minut. W całym sezonie wystąpił w 17 meczach w lidze i Pucharze Polski, na co składają się wyłącznie mecze z rundy wiosennej, podczas której grał regularnie.

Kolejny sezon Nawotczyńskiego i dla całego Zawiszy był już bardzo nieudany. Rozpoczął się od występów w Lidze Europy przeciwko belgijskiemu Zulte Waregem. Dwumecz zakończył się sromotną porażką bydgoszczan (1:2, 1:3). Później „Biały” na długo stracił miejsce w składzie. Zawisza sięgał wówczas głównie po obcokrajowców i ten sezon okazał się totalną klapą niebiesko-czarnych. Efekt - ostatnia, 16. pozycja w tabeli i spadek do pierwszej ligi.

Sezon 2015/2016 na zapleczu ekstraklasy rozpoczął w roli podstawowego zawodnika Zawiszy. W planie był szybki powrót do elity, ale ta sztuka się nie udała, bo bydgoszczanie najpierw zajęli piąte miejsce w lidze, po czym klub został zdegradowany za niespełnienie zobowiązań licencyjnych. Ten sezon był także ostatnim Nawotczyńskiego w zawodowym futbolu.

Łukasz, dziękujemy Ci raz jeszcze za reprezentowanie naszych barw i udział w sukcesach naszego klubu!