20 04.20 13:22
Nowszy wpis Starszy wpis

Grali w Jadze: Patryk Tuszyński

Jeden sezon w Jagiellonii, ale za to jaki. 37 występów, 15 goli i trzy asysty z pewnością mogły zrobić wrażenie. I zrobiły, także na włodarzach pewnego tureckiego zespołu, którzy latem 2015 roku zdecydowali się pozyskać Patryka Tuszyńskiego, bohatera kolejnego "Grali w Jadze".

Patryk Tuszyński to urodzony 13 grudnia 1989 roku w dolnośląskim Kępnie polski piłkarz występujący na pozycji napastnika. Swoją przygodę z piłką rozpoczynał w klubie z rodzinnej miejscowości, Marcinkach Kępno. Ten niewielki zespół jest zresztą domem nie tylko jego, ale wielu innych znanych z polskich boisk piłkarzy, jak chociażby Kamil Drygas, Rafał Kurzawa czy Fabian Piasecki. Nie są to przypadkowe nazwiska i z pewnością mówią wiele o możliwościach rozwoju młodych graczy w klubie z Kępna. W takim właśnie miejscu swój talent mógł doskonalić mierzący 184 cm zawodnik. Nie był to jednak jedyny klub Tuszyńskiego w trakcie młodzieżowego etapu kariery. Reprezentował również barwy Gawinu Królewska Wola, skąd później przeniósł się do Ślęzy Wrocław. To właśnie w zespole ze stolicy Dolnego Śląska rozwinął skrzydła i uczynił krok ku piłkarskim salonom, ale swój debiut w seniorskiej piłce zanotował już w trakcie pobytu w Królewskiej Woli. Miało to miejsce w sezonie 2007/2008. W trakcie tamtej kampanii w koszulce Gawiu rozegrał łącznie 12 spotkań. Już wtedy można było dostrzec udoskonalane przez Patryk później silne strony jego futbolowego rzemiosła. Do takowych zaliczają się pojedynki powietrzne, często przez byłego gracza Jagiellonii wygrywane, do których widać, że ma dryg. Tuszyński potrafi dobrze zastawić się z piłką w okolicach pola karnego rywali, czym stwarza miejsce kolegom z drużyny do wejścia w szestnaskę przeciwników. Do dobrego zastawiana dorzuca w komplecie niezłe rozprowadzenie piłki i zmysł boiskowy, można wręcz powiedzieć cwaniactwo. Wie, kiedy dać się sfaulować, co niejednokrtonie przynosi sporo korzyści jego drużynie. Ponadto nie należy do zawodników ofensywnych nie angażujących się w grę obronną, wprost przeciwnie. Często pomaga kolegom z defensywy, cofając się na własną połowę czy nawet jeszcze bliżej bramki, oraz naciskając na rywali podczas wyprowadzania przez nich akcji. Jest zatem zawodnikiem wszechstronnym, potrafiącym odnaleźć się w wielu sytuacjach.

Wspomnieliśmy o tym, że pobyt w klubie z Wrocławia był dla Patryka przełomowym momentem kariery. Cóż, jest to lekkie nadużycie, ponieważ w Ślęzy spędził tylko nie co ponad pół roku, ale gdyby nie ten rozdział jego przygody z piłką być może nie zainteresowałby się nim znacznie silniejszy zespół, jaki wtedy był MKS Kluczbork. Klub z województwa opolskiego, rywalizujący wtedy na poziomie II ligi, pozyskał wówczas 19-letniego zawodnika w lutym 2009 roku. Pierwsza runda spędzona w MKS-ie przez Tuszyńskiego okazała się dla niego i jego nowych kolegów niezwykle szczęśliwa, bowiem zespół z Kluczborka zdobył 67 punktów, który to dorobek pozwolił im na awans do I ligi. Do gry na tym poziomie rozgrywkowym przystąpili piłkarze MKS-u w sezonie 2009/2010. Wtedy w klucze z Kluczborka występowało dwóch piłkarzy, którzy dzięki swoim poczynaniom na boisku w niedalekiej przyszłości mieli przenieść się do klubów ekstraklasowych, a także zaliczyć kilka występów w narodowych barwach. Jednym z nich był właśnie Tuszyński, natomiast drugim Waldemar Sobota, obecnie piłkarz niemieckiego FC St. Pauli, a wcześniej m.in. mistrz Polski ze Śląskiem Wrocław. Można zatem powiedzieć, że Patryk dalej szedł obraną w czasach juniorskich ścieżką klubów może nieco mniejszych, ale z pewnością mających rękę do młodych i obiecujących zawodników. Wracając jednak do pobytu wtedy przyszłego zawodnika Jagiellonii w województwie opolski, to trwał on niecałe trzy lata. W tym czasie Tuszyński zdołał wystąpić w 97 meczach MKS-u, w których zdobył 17 bramek. Razem z kolegami zanotował wspomniany awans do I ligi w sezonie 2008/2009, ale także spadek z zaplecza Ekstraklasy w sezonie 2010/2011, kiedy to MKS na koniec zmagań znajdował się na 15. pozycji w tabeli. Po wspomnianym spadku kluczborczanom przyszło znów rywalizować na poziomie II ligi, grupy zachodniej. Tuszyński nie rozegrał wtedy całego sezonu, ponieważ swój wzrok skupili na nim działacze ekstraklasowej Lechii Gdańsk. Monitorowali jego sytuacje już od jakiegoś czasu i wreszcie zdecydowali się pozyskać go na zasadzie transferu definitywnego. Wszystko działo się na początku stycznia 2012 roku.

Tuszyński w stolicy województwa pomorskiego zjawił się z łatką niezłego gracza, już ogranego na sensownym poziomie, w wieku 22 lat, czyli wciąz jeszcze relatywnie młodym. Jego pierwsze miesiące w Lechii były trudne. Grał bardzo mało, wystąpił w dokładnie dwóch meczach, kiedy na murawie spędził łącznie 52 minuty. Jego debiut w Lechii, jednocześnie będący premierowym występem w Ekstraklasie, przypadł na mecz 29. kolejki. Było to wygrane 1:0 domowe starcie z Legią Warszawa, a sam Patryk na boisku był przez osiem minut, kiedy w 82. minucie zmienił Deleu. Przed końcem tamtej kampanii na boisku wybiegł jeszcze raz, w przegranym 1:2 meczu ostatniej serii gier z Ruchem Chorzów, kiedy rozegrał 45 minut. Liczby nie przemawiały zatem za nim, ale dostał dwie wspomniane szanse i mógł się spodziewać kolejnych w nowym sezonie. Tym bardziej, że spędził pełny okres przygotowawczy z gdańszczanami, w trakcie którego pracował solidnie. Niestety, kiedy liga wystartowała, nie otrzymał szansy gry. Mijały kolejne tygodnie i kolejne kolejki, a na koncie występów Tuszyńskiego widniało okrągłe 0. Z takim właśnie dorobkiem występów skończył rundę jesienną sezonu 2012/2013 urodzony w Kępnie gracz. Wobec tego wyniku i niezbyt dobrych prognoz dotyczących ewentualnych możliwości do gry w kolejnych miesiącach uznano, że najlepsze dla obu stron będzie tymczasowe zakończenie współpracy. Mowa oczywiście o wypożyczeniu, którego celem było znaleźenie Patrykowi miejsca, w którym mógłby częściej pojawiać się na placu boju, co pomogłoby w rozwoju jego piłkarskich cech, ale także pewności siebie.

Wypożyczenie to z reguły interes idealny. Oddający chce zwolnić miejsce na liście płac, jednocześnie dając wypożyczanemu możliwość częstszego grania, którego nie byłby w stanie zagwarantować pozostawiając go w drużynie. Wypożyczany chce się jak najlepiej zaprezentować, dowieść swojej wartości, co pomaga zarówno drużynie oddającej jak i pozyskującej. No właśnie, pozyskujący. Dzięki wypożyczeniu dostają zawodnika, który chce grać, ponieważ nie miał takiej możliwości w poprzednim miejscu zatrudnienia. Ponadto ma coś do udowodnienia, chce się pokazać. W razie powodzenia można podjąć próbę pozyskania takiego zawodnika na stałe, a w razie niepowodzenia - cóż, koniec wypożyczenia i rozstajemy się w pokoju. Nie inaczej było w wypadku wypożyczenia Patryka Tuszyńskiego do Sandecji Nowy Sącz w stycznie 2013 roku. Lechia chciała zdjąć Patryka z listy płac, zapewnić mu więcej minut, możliwość rozwoju, ale jednocześnie wciąż w niego wierzyła i nie chciała permanentnie się z nim rozstawać. Tuszyński chciał grać, pokazać, że jest wart tego, by na niego stawiano, udowdnić, że nadaje się na Ekstraklase. Sandecja z kolei poszukiwała napastnika, za kórego nie trzeba by dużo płacić, ale który mógłby wnieść coś do drużyny. Na papierze wydawało się zatem, że to nie ma prawa się nie udać. I tu pewnie dla niektórych niespodzianka, bo się udało! Patryk w Nowym Sączu spędził wiosnę 2013 roku, czyli rundę rewanżową sezonu 2012/2013. Sandecja rywalizowała wtedy w I lidze, czyli na zapleczu Ekstraklasy. W barwach klubu z Małopolski pochodzący z Dolnego Śląska zawodnik wystąpił 14 razy, szybko zyskując status podstawowego gracza. Zdobył w tym czasie sześć bramek i zanotował dwie asysty, pomagając kolegom z nowej drużyny utrzymać się w lidze (14. miejsce, dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową). Po zakończeniu kampanii mógł zatem powiedzieć "Zadanie wykonane!" i z podniesioną głową wrócić nad Bałtyk.

Tak też zrobił, a jego występy w Sandecji nie przeszły uwadze sztabu szkoleniowego gdańszczan. Do Lechii wrócił przed startem sezonu 2013/2014 i z miejsca wdarł się do wyjściowej jedenastki, której następnie trzymał się przez cały sezon. Świadczą o tym chociażby liczby - 31 występów w lidze, cztery w Pucharze Polski, łącznie siedem bramek i dwie asysty. Lechia w tamtej kampanii finiszowała jako czwarta siła ligi i spory w tym sukcesie udział bohatera tego tekstu. Jednak mimo tych zasług po sezonie zdecydowano się z nim rozstać. Negocjowano wtedy przenosiny do Gdańska zawodnika Jagiellonii, Adam Dźwigały, o którym możecie przeczytać w jednym z poprzednich "Grali w Jadze", do czego zachęcamy. Wobec tych negocjacji prowadzono również rozmowy w sprawie przenosin w odwrotnym kierunku Tuszyńskiego, do czego ostatecznie doszło. Patryk na stałe opuścił Lechię latem 2014 roku, po dwóch i pół i rozegraniu w jej barwach 37 spotkań (siedem goli, dwie asysty). Przyszedł czas na żołto-czerwony etap.

Fakty już znacie, wymieniliśmy je na wstępie. Jeden sezon, 2014/2015, 37 występów, 15 goli i trzy asysty. Do tego oczywiście pięć rozegranych spotkań na samym początku kampanii 2015/2016, w tym cztery w ramach kwalifikacji Ligi Europy, ale po kolei. Już od samego początku swojego pobytu na Podlasiu Patryk Tuszyński dał się poznać jako zawodnik konsekwentny, dążący do celu. Występował z magicznym numerem 8, który dla wielu okazywał się za ciężki. On ten ciężar uniósł. Swój debiut w koszulce z "jotką" na piersi zanotował w meczu 1. kolejki, czyli domowym starciu ze swoim byłym klubem, Lechią Gdańsk. Można powiedzieć, że premierowy występ w roli zawodnika "Dumy Podlasia" był dla niego wymarzony, bowiem strzelił dwie bramki. Cienie kładzie się natomiast fakt, iż ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2, niemniej akurat ze swojej postawy zarówno sam zainteresowany jak i kibice mogli być zadowoleni. Później przyszła dłuższa seria bez zdobyczy bramkowej napastnika Jagiellonii, zakończona w kolejce numer 13. Trzeba jednak pamiętać przy ocenie jego występów w tamtej kampanii, że nie zawsze grał na "szpicy". Często pełnił rolę cofniętego napastnika, niekiedy nawet pomocnika czy, rzadziej, bocznego atakującego. Mimo to udało mu się uzbierać aż tyle trafień. Dzięki jego wysiłkom, oraz staraniom kolegów z drużyny, Jaga zajęła na koniec sezonu trzecie miejsce, co było najlepszym wówczas rezultatem w historii klubu. Dzięki takiemu wynikowi w kolejnej kampanii mogli Jagiellończycy przystąpić do eliminacji Ligi Europy, w których rozegrali cztery spotkania. Tuszyński wystąpił we wszystkich, w każdym wychodząc w podstawowym składzie. Ustrzelił nawet hattricka w rewanżowym meczu 1. rundy eliminacji z litewską Kruoją, w którym podopieczni trenera Michała Probierza wygrali aż 8:0. Niestety, przygoda z piłką międzynarodową w wykonaniu białostoczan zakończyła się na 2. rundzie, w którym lepsza okazała się Omonia Nikozja. Dla Jagi był to koniec zmagań w Europie, a dla Tuszyńskiego koniec przygody z Żółto-Czerownymi. Po tak fenomenalnym sezonie jak 2014/2015 naturalnym było, że znajdą się zainteresowane jego pozyskaniem zagraniczne zespoły. Tak też się stało i do biur Jagiellonii wpłynęło wiele ofert, w tym ta z tureckiego Caykur Rizespor. Obie strony szybko się dogadały i 4 sieprnia 2015 roku Patryk podpisał kontrakt z nową drużyną. Co ciekawe nad Bosfor przeniósł się on nie sam, a w towarzystwie kolegi z Jagiellonii, Niki Dzalamidze, który również zdecydował się skorzystać z oferty Turków.

W Caykur były zawodnik Jagiellonii spędził pełne dwa sezony, w trakcie których rozegrał 50 spotkań (Super Lig oraz Pichar Turcji). W obu kampaniach był raczej zawodnikiem rezerwowym, który jednak otrzymywał swoje szanse. Nie strzelał jednak zbyt wielu goli - w sezonie 2015/2016 to dwie bramki w lidze, a w sezonie 2016/2017 żadnej. O wiele lepiej szło mu w krajowym Pucharze, gdzie jego licznik wynosi 10 trafień na przestrzeni 17 spotkań w ciągu dwóch sezonów. Razem z nim w składzie Caykur zajmował kolejno 13. i 16. miejsce w tabeli. 16. pozycja po zakończeniu zmagań w kampanii 2016/2017 oznaczał spadek klubu na zaplecze tureckiej ekstraklasy. Wiązało się to oczywiście z koniecznością redukcji kosztów zatrudnienia oraz koniecznością rozstania się z wieloma piłkarzami. W tym gronie znajdował się również Tuszyński, który postanowił opuścić Turcję po dwóch latach i wrócić do Polski. W ojczyźnie nie narzekał na brak zainteresowania i szybko dogadał się z nowym pracodawcą. Został nim klub z jego rodzinnego Dolnego Śląska, rywalizujący w Ekstraklasie zespół Zagłębia Lubin. W drużynie "Miedziowych" spędził dwa sezony, 2017/2018 i 2018/2019, w trakcie których na boisku pojawiał się 64 razy, strzelając w tym czasie 15 goli i notując pięć podań kluczowych. Przed trwającym sezonem zdecydował się skorzystać z oferty, która nadeszła ze strony aktualnego mistrza Polski, Piasta Gliwice. Na Śląsk przeniósł się w ramach transakcji definitywnej, miał zastąpić odchodzącego Michala Papadopulosa. Nie zamierzał się jednak godzić z rolą rezerwowego i rozpoczął starania o pierwszą jedenastkę. Udało mu się to całkiem nieźle, bowiem do tej pory wystąpił w 20 spotkaniach ligowych, notując w tym czasie dwie asysty. Do tego dorzucił cztery mecze w Pucharze Polski, gdzie strzelił dwa gole i raz był autorem kluczowego podania. Obecnie Piast zajmuje drugie miejsce w tabeli, z dorobkiem 43 punktów i stratą ośmiu "oczek" do lidera.

Na sam koniec słów kilka o krótkiej karierze reprezntacyjnej Patryka Tuszyńskiego. Wychowanek klubu z Kępna nie doczekał się debiutu w narodowych barwach. Otrzymał jedank powołanie do pierwszej reprezentacji o selekcjonera Adam Nawałki. Powołanie przyszło w czerwcu 2015 roku, kiedy był zawodnikiem Jagiellonii. Dotyczyło ono ewentualnego występu w meczu towarzyskim seniorskiej reprezentacji Polski w meczu towarzyskim z Grecją. Ostatecznie tamto starcie zakończyło się bezbramkowym remisem, a sam Tuszyński całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Było to jedyne powołanie do kadry, które otrzymał w trakcie swojej kariery.

Patryk, jeszcze raz dzięki za grę w Jagiellonii! Na zawsze zapamiętamy tamto trzecie miejsce i mecze w Lidze Europy!