30 04.20 09:44
Nowszy wpis Starszy wpis

Grali w Jadze: Sebastian Madera

Brązowy medalista ekstraklasy. Współtworzył blok defensywny Jagiellonii - trzeciej drużyny w Polsce z sezonu 2014/2015. Sebastian Madera trafił do Jagi latem 2014 roku i czas pokazał, że było to udane posunięcie transferowe Żółto-Czerwonych.

Urodzony w Rawiczu środkowy defensor karierę piłkarską rozpoczynał w Orli Wąsosz. Na początku 2004 roku z klasy okręgowej trafił do trzeciej ligi, a konkretnie do Miedzi Legnica. Przebywał tam jednak bardzo krótko, bo tylko do lipca. Szybko jego talent został dostrzeżony w łódzkim Widzewie, który pozyskał Maderę na długie lata. Debiut w zespole czterokrotnego mistrza Polski przypadł na czwartą kolejkę drugiej ligi. 13 sierpnia 2004 r. łodzianie zmierzyli się z GKS Bełchatów, przegrywając ostatecznie 1:4. Kilka dni później na treningu Widzewa doszło do dramatycznego zdarzenia. Podczas zajęć Madera został ostro zaatakowany przez jednego z kolegów z drużyny. Konsekwencje były dla Sebastiana bardzo przykre. Złamał kość piszczelową i strzałkową w nodze, a więc kolejne dwa lata stracił na leczenie kontuzji. Następnie, celem doprowadzenia Sebastiana do pełni sprawności, Widzew wypożyczył go do trzecioligowego KKS Koluszki. Chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że kilka tygodni później defensor przeżyje deja vu. W meczu z RKS Radomsko złamał nogę w podobnych okolicznościach. To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, ale jednak prawdziwe.

Na szczęście, trudne chwile nie złamały Sebastiana, a wręcz go wzmocniły. Po kolejnych zmaganiach z kontuzją, Madera powrócił do gry w piłkę w sezonie 2008/2009. Odbudowywał formę w pierwszoligowym Turze Turek i  tym razem już nic nie stanęło na przeszkodzie, by rozegrał pełny sezon. Obyło się bez poważniejszych urazów. Po przyzwoitej grze i solidnym przetarciu na zapleczu ekstraklasy środkowy defensor wreszcie otrzymał ponowną szansę zaprezentowania się w Widzewie. To właśnie w łódzkim klubie zadebiutował w ekstraklasie. Miało to miejsce 27 listopada 2010 roku podczas domowej potyczki Widzewa z Górnikiem Zabrze (4:0). Sebastian rozegrał cały mecz na środku obrony i tym występem na tyle przekonał do siebie trenera Czesława Michniewicza, że ten już stawiał na niego regularnie, prawie do końca sezonu. No właśnie, prawie. Widzew pewnie utrzymał się w elicie, ale w ostatnich czterech spotkaniach musiał sobie radzić bez Madery, który doznał kolejnej kontuzji… Po jej wyleczeniu grał znacznie rzadziej. Wracał na boisko tylko „na chwilę” po to, by zaraz znów udać się do gabinetów lekarskich i swoje odcierpieć. Odnotujmy, że pierwszego gola dla Widzewa w ekstraklasie Sebastian Madera strzelił 9 kwietnia 2011 roku w meczu ze Śląskiem Wrocław (2:2). Drugiego, kilka miesięcy później w domowym starciu z…Jagiellonią (4:2) - 25 września.

Kolejny rozdział w swojej karierze Sebastian rozpoczął w lutym 2012 roku. Został wypożyczony na rok do Lechii Gdańsk z opcją pierwokupu. W drużynie z Trójmiasta od marca grał regularnie, osiągnął długo oczekiwaną stabilizację. Rozegrał siedem ostatnich meczów w barwach Biało-Zielonych w sezonie 2011/2012. Po pół roku został wykupiony przez Lechię. Następny sezon (2012/2013) rozpoczynał pod wodzą trenera Bogusława Kaczmarka. Przez pierwszych 10. kolejek wszystko układało się pomyślnie dla Sebastiana. Był pierwszym wyborem szkoleniowca i ważnym ogniwem Lechii. Do czasu kolejnej kontuzji…Na początku 2013 roku doznał urazu naderwania włókna mięśniowego i stracił kolejne pół roku.

Do gry powrócił na początku sezonu 2013/2014. Zaczynał go w momencie, kiedy już trenerem ekipy z Wybrzeża był Michał Probierz. Były opiekun Jagi przybył do Gdańska z zamiarem budowania wielkiej Lechii. Madera był ważnym elementem tego projektu. Pod wodzą szkoleniowca pochodzącego z Bytomia występował regularnie w wyjściowym składzie. Jego sytuacja zmieniła się w momencie, gdy Probierz został zwolniony z Lechii w marcu 2014 roku po nieudanym dwumeczu w ćwierćfinale Pucharu Polski. Co ciekawe, gdańszczan za burtę wyrzuciła…Jagiellonia. W maju atmosfera w drużynie Biało-Zielonych zgęstniała na tyle, że zapłacił tym m.in. stoper z Rawicza. Został przesunięty do rezerw przez ówczesnego trenera gdańszczan – Ricardo Moniza. W efekcie Madera opuścił pięć ostatnich meczów Lechii.

Wreszcie dotarliśmy do rozdziału, który interesuje nas najbardziej, a więc początku sezonu 2014/2015 – arcyważnego w dziejach białostockiej Jagiellonii. Przed kolejnym rozdaniem ekstraklasy Jagę zasiliło kilku nowych piłkarzy, w tym m.in. właśnie Sebastian Madera, który związał się z nami dwuletnim kontraktem. Zwolennikiem pozyskania defensora był Michał Probierz, który kilka tygodni wcześniej ponownie objął funkcję szkoleniowca Jagi. Dobrze znał stopera z czasów współpracy w Lechii i wiedział, ile może wnieść do drużyny Żółto-Czerwonych. A wniósł dużo jakości w poczynaniach defensywnych Jagiellonii.

Madera w Jadze zazwyczaj tworzył parę stoperów z reprezentantem Polski Michałem Pazdanem. Wspomniana dwójka z każdym meczem prezentowała się coraz lepiej, aż osiągnęła taki poziom współpracy, że rozumiała się niemal bez słów. Napastnicy przeciwnika rwali sobie włosy z głowy, szukali sposobów na zaskoczenie naszej defensywy. Ligowej jesieni Jagiellończycy aż siedem razy zachowywali czyste konto, byli rewelacją sezonu. Wiosną nie obniżyli lotów, wytrzymali tempo i wciąż konsekwentnie gromadzili punkty, które pozwalały do ostatnich ligowych kolejek liczyć się w walce o miejsce na podium. Do pewnego momentu byliśmy nawet w grze o mistrzostwo kraju. Marzenia legły w gruzach dopiero po meczu 33. kolejki w Warszawie przeciwko Legii. Pamiętne spotkanie przy Łazienkowskiej zakończyło się naszą porażką 0:1 w dramatycznych okolicznościach. Rywale wykorzystali bardzo kontrowersyjny rzut karny, podyktowany w doliczonym czasie gry drugiej połowy przez sędziego Pawła Gila. Tuż po spotkaniu na murawie i pod szatniami drużyn rozgorzała awantura. Sebastian Madera nie szczędził gorzkich słów przed kamerami CANAL +. Nasz defensor bardzo przeżył tę porażkę, podobnie jak reszta drużyny. Czuł, że wymknęła się ogromna szansa na dokonanie czegoś wielkiego. Ostatecznie wypadliśmy z gry o tytuł, ale we wspaniałym stylu obroniliśmy trzecie miejsce w tabeli, wygrywając cztery ostatnie spotkania ligowe.

Brązowe medale były zwieńczeniem fantastycznej postawy całej drużyny podczas całego sezonu. Sezonu, przed którym niewielu widziało Jagiellonię w gronie kandydatów do walki o najwyższe cele. A jednak drużyna pokazała olbrzymi hart ducha, konsekwencję i dyscyplinę. Madera odnalazł się w tej drużynie znakomicie. Rozegrał łącznie 33 mecze w lidze i Pucharze Polski. Zaraz potem wystąpił w czterech meczach kwalifikacji do fazy grupowej Ligi Europy. Z nim w składzie Jaga straciła tylko (!) jednego gola, w Nikozji przeciwko faworyzowanej Omonii. Niestety, przegrana 0:1 zadecydowała o tym, że Żółto-Czerwonym nie udało się wywalczyć awansu do trzeciej rundy.

Regres nastąpił w kolejnym sezonie ekstraklasy. Jaga przystępowała do niego już bez wytransferowanego do Legii Michała Pazdana - lidera bloku obronnego białostoczan. Reprezentant Polski świetnie uzupełniał się z Maderą. Być może właśnie brak solidnego partnera dla Sebastiana był powodem kłopotów sportowych Żółto-Czerwonych podczas sezonu 2015/2016. Jagiellończycy ostatecznie nie znaleźli się nawet w grupie mistrzowskiej i do 34. kolejki nie byli pewni utrzymania. Bohater naszego artykułu na początku rundy wiosennej jeszcze występował regularnie. Stracił miejsce w składzie dopiero po 28. serii gier i dotkliwej porażce z Wisłą Kraków 1:5. Trener Michał Probierz zauważył obniżkę formy kilku piłkarzy. Zwykle w takich sytuacjach nasz były szkoleniowiec postępował stanowczo i zdecydowanie. Jedną z „ofiar” wstrząsu drużyną był właśnie Madera. Sebastian został przesunięty do rezerw i opuścił wszystkie pozostałe kolejki ekstraklasy. Po zakończeniu sezonu odszedł z Jagiellonii.

W lipcu 2016 roku zasilił drużynę Zagłębia Lubin. W barwach Miedziowych rozegrał 11 oficjalnych spotkań. Pod koniec rozgrywek doznał kolejnego urazu i od tamtej pory nie kontynuuje już kariery zawodowego piłkarza. To właśnie przez kontuzje piłkarska przygoda Sebastiana Madery nie potoczyła się do końca tak, jak on by sam sobie tego życzył. Wśród piłkarzy jest wielkim pechowcem, tego nikt nie zakwestionuje. Nie brakowało głosów, że miał potencjał nawet na miarę reprezentacji Polski. Brązowy medal ekstraklasy wywalczony z Jagiellonią był bezsprzecznie największym sukcesem sportowym stopera z Rawicza. W Jadze rozegrał 62 oficjalne spotkania, strzelił jednego gola. Bronił naszych barw przez dwa sezony.

Sebastian, dziękujemy raz jeszcze za Twój nieoceniony wkład w sukcesy naszego Klubu.