12 05.20 08:46
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok - Warmia Grajewo 3:0

Minął tydzień, pora na kolejną odsłonę naszego cyklu "Był taki mecz". Dzisiaj przypomnimy sobie szczęśliwą dla nas trzecioligową kampanię 2002/2003, po której "Żółto-Czerwoni" powrócili na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Będzie okazja do wspomnień, będzie można się też nieco wzruszyć. Oś naszego tekstu stanowi wiosenne starcie pomiędzy Jagiellonią a Warmią Grajewo, wygrane przez białostoczan 3:0. Nie pozostaje zatem nic innego, jak serdecznie zaprosić Was do lektury.

Sezon 2002/2003 piłkarze Jagiellonii rozpoczęli w ramach rozgrywek III ligi grupy I, po spadku z wyższej dywizji. W kampanii 2001/2002 białostoczanie zajęli 15. miejsce w tabeli II ligi, z dorobkiem 45 punktów i stratą zalewie dwóch "oczek" do zajmującego 14. lokatę ŁKS-u Łódź. Tak niefortunnie się złożyło, że było to pierwsze miejsce w strefie spadkowej, które oczywiście wiązało się z relegacją szczebel niżej. Szerzej o tym sezonie pisaliśmy na łamach naszej strony przed tygodniem, więc wszystkich zainteresowanych pogłębieniem tematu odsyłamy do lektury tamtego tekstu, który znajdziecie pod tym LINKIEM. Teraz skupmy się na sezonie 2002/2003.

Kibice "Dumy Podlasia" do tego sezonu przystępowali pełni obaw. Ich ulubieńcy byli świeżo po spadku z zaplecza dzisiejszej Ekstraklasy, w której nie zaprezentowali się, mówiąc eufemistycznie, z najlepszej strony. Do średniej dyspozycji sportowej doszły sprawy organizacyjne oraz finansowe. Wszystkie te kwestie związały się ze sobą, powodując kolejne problemy, tym razem natury personalnej. W związku z nie najlepszą kondycją finansową klubu, po sezonie zdecydowano się pożegnać z trenerem Wojciechem Łazarkiem, z którym nie przedłużono umowy. Trzeba było rozpocząć poszukiwania nowego szkoleniowca, które były żmudnym procesem. Niewielu kwapiło się do przejęcia sterów na jagiellońskim statku. W związku z tym przez chwilę spekulowano nawet o tym, że obowiązki trenera może przejąć, kilkukrotnie prowadzący Jagę w przeszłości, ówczesny prezes Mirosław Mojsiuszko. Ostatecznie do tego nie doszło i misję przywrócenia czasów świetności w klubie powierzono dobrze znanemu sympatykom "Żółto-Czerwonych" trenerowi Witoldowi Mroziewskiemu. Urodzony w Ełku szkoleniowiec już po raz trzeci, po dwóch latach przerwy, podczas swojej kariery usiadł na ławce trenerskiej białostoczan, wcześniej w Jagiellonii pracując w latach 1993-1995 oraz 1999-2000. Skoro rozwiązano kwestię szkoleniowca, należało się skupić na roszadach personalnych w samym zespole. Z klubem pożegnało się kilku zawodników, spośród których stratę dwóch można odebrać jako znaczące osłabienie potencjału drużyny. Mowa oczywiście o Krzysztofie Łągiewce, który zdecydował się kontynuować karierę za granicą, wybierając na kolejny przystanek łotewskie Skonto Ryga, oraz Adamie Gradzie, który pozostał w Polsce, ale zasilił szeregi Korony Kielce. Ponadto z klubu odeszli zasłużeni gracze jak Dariusz Czykier, Ryszard Ostrowski i Mirosław Dymek, a także Andrzej Biedrzycki i Robert Rzeczycki oraz przedstawiciele litewskiego zaciągu - Audrius Dilys i Andrejus Sorokinas. Z odejściem z Jagi wiązano również innych piłkarzy, jak chociażby naszą klubową legendę, Wojciecha Kobeszkę, czy bardzo dobrego snajpera, Dzidosław Żuberek. Wymienieni zawodnicy pozostali jednak w stolicy Podlasia, podobnie jak chociażby Dariusz Łatka, który zgodził się na ustalone w trakcie renogocjacji umowy nowe warunki kontraktowe. Oczywiście ruchy transferowe wiązały się nie tylko z odejściami, były także przyjścia do klubu. Do Białegostoku wrócili Robert Speichler, Łukasz Tupalski oraz Zbigniew Szugzda, przyszedł także nowy podstawowy bramkarz, Andrzej Olszewski. Jagiellonia ponownie zatem stała się bardzo "białostocka", bowiem jej barw broniło wielu wychowanków czy też ludzi związanych z miastem lub regionem, którzy dodatkowo odgrywali w szeregach naszej drużyny bardzo ważne role.

Co do samego sezonu, to zaczął się on dla białostoczan od prawdziwej emocjonalnej sinusoidy. Jagiellończycy wystartowali dobrze, zaczęli bowiem od pewnego zwycięstwa 3:0 na stadionie przy ul. Jurowieckiej z Odrą Opole w ramach rundy wstępnej rozgrywek o Puchar Polski (dwa gole Łatki i jedno trafienie Speichlera). Ogółem w tamtej edycji zmagań o to trofeum podlasianie dotarli do 1/16, w której to fazie musieli uznać wyższość Widzewa Łódź (porażka 1:2), wcześniej pokonując Lewart Lubartów 2:1 po bramkach Łatki i Kobeszki. Ogółem tamten sezon należał do Wojciecha Kobeszki, który z dorobkiem 23 goli w 30 meczach został najskuteczniejszym napastnikiem nie tylko Jagiellonii, ale i całej ligi, z przewagą aż 10 trafień nad resztą stawki. Co do zmagań ligowych, to tutaj wszystko zaczęło się dosyć niespodziewanie, od małego falstartu. W 1. kolejce przyszła bowiem niespodziewana porażka 0:1 z innym podlaskim zespołem, beniaminkiem z Grajewa, czyli tamtejszą Warmią. Właśnie z tego powodu napisaliśmy o sinusoidalnej formie na początku sezonu. Być może jednak to określenie zostało użyte nieco na wyrost, bowiem po inauguracyjnej wpadce z dużo niżej notowany rywalem przyszły zwycięstwa. I to jakie! 2. seria gier i wygrana aż 7:1 nad Zniczem Pruszków (hattrick Wojtka Kobeszki, po bramce dołożyli Dzidosław Żuberek, Mariusz Dzienis, Łukasz Tyczkowski i Zbigniew Szugzda). To zwycięstwo zapoczątkowało serię aż dziewięciu (9!) kolejnych spotkań bez porażki, w trakcie których białostoczanie zanotowali tylko dwa remisy. Tak dobra forma podopiecznych trenera Witolda Mroziewskiego poskutkowała awansem w tabeli na wysokie lokaty. Liderem piłarze z Podlasia byli w kolejkach 9. i 10., ale niestety szybko spadli na drugie miejsce. Stało się tak wskutek niespodziewanej porażki, odniesionej w starciu z jedną ze słabszych ekip tamtych rozgrywek, Polonią-Olimpią Elbląg. Do tej przegranej (0:2) doszło w serii gier numer 11., co spowodowało spadek Jagi na pozycje wicelidera, którą to lokatę zachowali praktycznie do samego końca rundy, po drodze raz remisując i dwa razy wygrywając. Wtedy nastąpiło kolejna "wpadka" jaką była wyjazdowa porażka 0:1 z Legionovią Legionowo. Wskutek tej przegranej zawodnicy grający w koszlukach z "Jotką" na piersi przezimowali na trzeciej pozycji w tabeli.

Co ciekawe, bezpośrednio przed nimi w tabeli na półmetku rywalizacji znajdował się inny klub z naszego regionu, wcześniej wspomniana Warmia Grajewo. Było to tyleż zaskakujące, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że grajewianie nie liczyli na zajęcie lokaty chociażby w górnej połowie tabeli, a co dopiero na pozycji wicelidera! Niemniej, ta sztuka im się udała i mogli mieć niemałe powody do zadowolenia. Jednakże trzeba pamiętać, że nie była to końcowa meta, a jedynie przystanek przed wiosenną odsłoną rywlizacji. Formę i dobre przygotowanie trzeba było potwierdzić w rewanżach, jeśli liczyło się na zajęcie pierwszego miejsca, jedynego premiowanego awansem. Żeby to zrobić, należało odpowiednio przepracować okres przygotowawczy. Tak też zrobiono w Białymstoku i to nie tylko pod kątem sportowym.

Zimą doszło do zmiany w strukturach zarządzających Jagiellonią. Na stanowisku prezesa Mirosława Mojsiuszkę zastąpił Dariusz Ciszewski, który co prawda urzędował krótko (tylko trzy miesiące), ale w tym czasie zdążył przygotować i częściowo wdrożyć plan wyciągnięcia Jagiellonii z finansowego dołka. Przekonał akcjonariuszy do zmiany nazwy, polegającej na pozbyciu się członu "Wersal Podlaski", przeforsował powrót do "starego" herbu, przedstawił plan na redukcję klubowego zadłużenia, próbował również nawiązać dialog z miastem. Jak wspomnieliśmy, nie rządził długo, a na stanowisku zastąpił go Lech Rutkowski, czyli były prezydent Białegostoku. Poza zmianami na szczeblu prezesowskim doszło także do jeszcze ważniejszych roszad, tych właścicielskich. Otóż właściciele trzech białostockich spółek – MTC, BOS i HAVO - podjęli decyzję o zainwestowaniu w Jagiellonię. Była to kluczowa dla współczesnej historii naszego klubu decyzja. To właśnie wtedy w Klubie zaczęto mówić o powrocie na piłkarskie salony, czyli do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. To właśnie wtedy pojawili się w Klubie ludzie, którzy są w nim do dziś, jak chociażby pan Wojciech Strzałkowski. Nowi akcjonariusze spłacili klubowe zadłużenie, odkupili także znaczną część udziałów od innych podmiotów. Te ruchy uzdrowiły sytuację finansową Jagiellonii i pozwoliły wszystkim związanym z Klubem złapać drugi oddech. Skutki tych zmian odczuli także piłkarze, którzy mogli wreszcie w całości skupić się na sprawach boiskowych, nie zaprzątając sobie głowy ewentualnym brakiem zarobków czy debetem na koncie.

Dzięki wspomnianym zmianom w sposobie funkcjonowania i zarządzania klubem do wiosennej odsłony zmagań zawodnicy pierwszej drużyny Jagiellonii przystępowali z czystymi głowami. Mogli skupić się wyłącznie na futbolu i szybko udowodnili, że taki stan rzeczy bardzo im odpowiada. Na wiosnę podopieczni trenera Witolda Mroziewskiego nie przegrali ani jednego meczu, wygrywając 11 spotkań i remisując cztery. Dosyć szybko, bo w piątej kolejce po wznowieniu rywalizacji, wyprzedzili liderującą przed przerwą warszawską Gwardię. Zrobili to w iście fenomenalnym stylu, bowiem wygrali 1:0, po golu Dariusza Łatki, bezpośrednie stracie z warszawianami i to na terenie rywala. Po tym pasjonującym spotkaniu nie oddali już prowadzenia w tabeli do końca rozgrywek, finiszując z 67 punktami na koncie i przewagą aż dziewięciu "oczek" nad drugą w tabeli wspomnianą Gwardią. Swój awans przypieczętowali jeszcze przed zakończeniem zmagań, bowiem w 28. serii gier, kiedy na swoim obiekcie, przy około trzech tysiącach kibiców zgromadzonych na trybunach, okazali się lepsi od Stali Głowno, którą pokonali 3:0. Bramki zdobyli w tamtym starciu Łukasz Tyczkowski i niezawodny Wojciech Kobeszko. Poza fantastyczną formą w lidze, "Żółto-Czerwoni" z dobrej strony zaprezentowali się także w zmaganiach o okręgowy Puchar Polski, które to trofeum zdobyli. Tam z kwitkiem odprawili kolejnych rywali, pokonując w 1/4 finału Spartę Augustów 2:1, w półfinale 1:0 wygrywając z MKS Mielnik i w finale górując 2:1 nad innym białostockim klubem, Hetmanem.

Co zaś tyczy się Warmii Grajewo, to po rewelacyjnej wprost pierwszej rundzie, po której zakończeniu grajewianie wygodnie rozsiedzli się na fotelu wicelidera, przyszedł gorszy czas w rundzie rewanżowej. Zaczęli z wysokiego C, wygrywając aż 8:0 w inaugurującym w ich wykonaniu rundę wiosenną meczu z Hutnikiem Warszawa. To był prawdziwy pokaz siły, w którym pierwszoplanowe role odegrali przede wszystkim Łukasz Żukowski, który aż pięciokrotnie pokonał golkipera rywali, Piotr Wojnowski, zdobywca dwóch bramek, oraz Paweł Sobolewski, autor jednego trafienia. Ostatni z wymienionych jest zresztą bardzo dobrze znany białostockiej publiczności, ponieważ właśnie po tamtym sezonie dołączył do Jagiellonii i spędził w niej kolejne trzy i pół sezonu, odchodząc dopiero w trakcie kampanii 2006/2007 do Korony Kielce. Ten urodzony w Ełku zawodnik jest zresztą nominowany do 11 stulecia Jagiellonii, do której wybory wciąż trwają. Swoje głosy możecie oddawać za pośrednictwem naszej strony, link znajdziecie TUTAJ. Wracając do Warmii, to rundę rewanżową rozpoczęli podopieczni trenera Zbigniewa Kieżuna wprost znakomicie, ale to w zasadzie było by na tyle, jeżeli chodzi o ich osiągnięcia w tamtym sezonie. Do końca kampanii zanotowali jeszcze tylko dwa zwycięstwa i znacząco spadli w tabeli -  na półmetku byli wiceliderem, a na koniec zmagań zajmowali 8. miejsce, z dorobkiem 44 punktów. Jedną z porażek, które w trakcie wiosennej odsłony zmagań odnieśli grajewianie, była przegrana 0:3 w Białymstoku.

15 kwietnia 2003 roku, stadion przy ul. Jurowieckiej. Za chwilę rozbrzmi pierwszy gwizdek pochodzącego z Lublina sędziego Pawła Gila. Piłkarze stoją już na murawie i przygotowują się do gry, dając sobie ostatnie rady i rozciągając mięśnie. Za chwilę przyjdzie im stoczyć 90-minutowy spektaktl, który pozwoli stwierdzić, którzy z nich są bardziej biegli w sztuce piłkarstwa. Obie jedenastki mają zgoła odmienną sytuację - Jagiellonia jest na fali wznoszącej, wygrywa kolejne spotkania i pewnym krokiem zmierza ku upragnionemu awansowi. Z drugiej strony Warmia, która wiosną pikuje, zaliczając kolejne wpadki i nie prezentując się już tak dobrze, jak jesienią. Piłkarze obu zespołów mają zatem coś do udowodnienia. Nie tylko sobie, ale także trenerom, działaczom i kibicom. Jedni chcą pokazać swoją dominację, drudzy chcą udowodnić, że nie zapomnieli, jak gra się w piłkę. Wreszcie słychać ten upragniony pierwszy gwizdek, którym arbiter daje sygnał do rozpoczęcia starcia. Zaczęli. Pierwsze minuty i już wyraźne zaznaczenie przewagi gospodarzy, szybko potwierdzone bramką. Ładna, zespołowa akcja w 7. minucie spotkania, którą płaskim strzałem z pierwszej piłki w dolny róg bramki, po prawej ręce próbującego interweniować Przemysława Masłowskiego wykańcza Wojciech Kobeszko. Jaga wychodzi na prowadzenie, którego nie oddaje już do końca pierwszej połowy. Na przerwę schodzą zatem zawodnicy trenera Mroziewskiego w dobrych nastrojach, ale i z niedosytem, ponieważ nie udało się podwyższyć prowadzenia. Jak to się mówi "co się odwlecze, to nie uciecze" i nie inaczej było w tym wypadku. Po zmianie stron kibice zgromadzeni na białostockim obiekcie znowu byli świadkami ataków gospodarzy, którzy próbowali sforsować obronę gości. Ta sztuka wreszcie się im udało, konkretnie w 70. minucie, za sprawą drugiego w spotkaniu trafienia Wojciecha Kobeszki. Było już zatem 2:0 i raczej po meczu, ale białostoczanie ani myśleli zwalniać. Chcieli jeszcze bardziej udokumentować przewagę i pokazać gościom ich miejsce w szeregu, co się udało. Tym razem w rolę egzekutora wcielił się już nie Kobeszko, a inny zawodnik w pasiastej koszulce, Dariusz Łatka, który wykorzystał podyktowany w 86. minucie rzut karny. Rezultat nie uległ już zmianie i komplet punktów został w Białymstoku.

Tak to właśnie wyglądało w sezonie 2002/2003. Bardzo dobra forma, wysokie zwycięstwa, awans i radość zespołu oraz kibiców. Dodatkowo zmiany organizacyjne, w postaci nowej nazwy i powrotu do "starego" herbu, oraz właścicielskie, które pozwoliły na solidne wywietrzenie klubu i nadały nową świeżość poczynaniom Jagiellonii, zarówno na boisku jak i poza nim. Piękne to były czasy, które dały początek okresowi prosperity w Klubie. Na dalszy ciąg naszej opowieści musicie jednak jeszcze trochę poczekać. Dokładnie tydzień.

Runda wiosenna sezonu 2002/2003 polskiej III ligi grupy I:

Jagiellonia Białystok - Warmia Grajewo 3:0 (1:0), 15 kwietnia 2003r.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin).

Widzów: Około 3 tysiące.

Gole: Wojciech Kobeszko 7', 70'; Dariusz Łatka 86' (K).

Żółte kartki: Przemysław Kulig, Mariusz Dzienis - Tomasz Dębkowski, Paweł Sobolewski, Grzegorz Gilejsza.

Skład Jagiellonii Białystok: Andrzej Olszewski - Przemysław Kulig, Mariusz Bańkowski, Krzysztof Zalewski, Wojciech Marcinkiewicz, Mariusz Dzienis, Robert Speichler, Dariusz Łatka, Dzidosław Żuberek (59. Łukasz Tupalski), Wojciech Kobeszko (87. Łukasz Tyczkowski), Marcin Danielewicz (81. Arkadiusz Chrobot).

Trener Jagiellonii: Witold Mroziewski.

Skład Warmia Grajewo: Przemysław Masłowski - Tomasz Dębkowski, Marcin Wincel, Piotr Zajączkowski, Piotr Wojnowski, Jarosław Wawrzeniuk, Paweł Sobolewski, Grzegorz Gilejsza, Jacek Paczkowski (45. Paweł Kapelewski), Łukasz Żukowski (46. Radosław Guzowski), Tomasz Radziński.

Trener Warmii: Zbigniew Kieżun.