18 05.20 08:46
Nowszy wpis Starszy wpis

Kibicowska 11 stulecia - Typuje Piotr Dziakowski

Trwa głosowanie na kibicowską "11" stulecia Jagiellonii. W naszej zabawie wziął udział dziennikarz redakcji sportowej TVP Białystok - Piotr Dziakowski. Oto jego typy.

Aby oddać głos w wyborach na "11" stulecia kliknij tutaj.

Wybór jedenastu piłkarzy z setek którzy przewinęli się przez szeregi Jagiellonii musi być z założenia niesprawiedliwy. Na szczęście nie o sprawiedliwość tu chodzi a o zabawę. Dlatego mój wybór to mieszanka faktów, powinności dziennikarskiej i wrażeń, także tych które pozostały we mnie po dziecięcym zachwycie futbolem.

BRAMKARZ - Mirosław Sowiński
Przez lata gdy kibice myśleli Jagiellonia, to widzieli od razu między słupkami nie kogo innego jak Mirosława Sowińskiego. Opokę białostockiej bramki przez 14 lat. Golkipera „Żółto-Czerwonych” w historycznym sezonie 1986/87, gdy Jagiellonia awansowała do ekstraklasy. W roku 1988 w plebiscycie Gazety Współczesnej został wybrany najpopularniejszym sportowcem regionu i aż trudno uwierzyć, że nie był rodowitym białostoczaninem a Ślązakiem, wychowankiem Szombierek Bytom.

PRAWY OBROŃCA - Dariusz Łatka
Kolejny zawodnik, który oddał Jagiellonii kawał serca, szmat życia i był białostoczaninem z wyboru. Dariusz Łatka niepozorny, na boisku waleczny niczym lew czym podbił serca białostockich kibiców. Był z „Żółto-Czerwonymi” na dobre i na złe, od trzeciej ligi do ekstraklasy, od Wojciecha Łazarka po Michała Probierza.

ŚRODKOWI OBROŃCY - Mariusz Lisowski, Andrius Skerla
Jedna z ważniejszych i barwniejszych postaci pierwszej „ekstraklasowej” Jagiellonii na której mecze przychodziło ponad 30 tysięcy kibiców. Ponad walory techniczne cenił wytrwałość, nieustępliwość i siłę. Jego gol w meczu z Górnikiem Zabrze w roku 1988 dał jedno z najbardziej prestiżowych wygranych w historii drużyny.
Jeden gol wystarczył Andriusowi Skerli by zapisać się złotymi zgłoskami w historii klubu. Gol na wagę Pucharu Polski. Ale litewski obrońca zrobił zdecydowanie więcej. Przez trzy sezony z okładem był podporą białostockiej defensywy współtworząc Jagiellonię XXI wieku.

LEWY OBROŃCA - Jacek Chańko
Jeden z wielu wychowanków nieocenionego i bezcennego Ryszarda Karalusa. Wyszedł z Jagiellonii, zawędrował do Bremy, po czym wrócił do Białegostoku z korzyścią dla siebie i zespołu. Grał i dowodził drużyną w skutecznej walce o powrót po do ekstraklasy. Białostoczanin z krwi kości, który przekuł popularność na boisku w poparcie polityczne i od 14 lat realizuję się jako samorządowiec. Prywatnie bardzo cenię radnego Chańkę za występy w Narwi Łyski.

PRAWOSKRZYDŁOWY - Przemysław Frankowski
W Jagiellonii rozwinął skrzydła, które poniosły go do reprezentacji i aż za ocean. Skromność niezwykła w piłkarskim świecie. Gdy przychodził do Jagiellonii kibice z nazwiskiem Frankowski łączyli automatycznie imię Tomasz, gdy odchodził najmłodsi fani chcieli grać jak Frankowski, ale Przemysław.

LEWOSKRZYDŁOWY - Kamil Grosicki
Jako pierwszy przez nową Jagiellońską fabrykę gwiazd przeszedł Kamil Grosicki. Trafił to Białegostoku jako trwoniący się talent, a opuszczał żegnany łzami kibiców jako najlepszy najlepszy skrzydłowy ligi. Stworzył zabójczy duet z Tomaszem Frankowskim. Kibice pokochali go w 2009 roku miłością szczerą i wieczną za dwa gole strzelone swemu byłemu klubowi Legii, które dały „Żółto-Czerwonym” wygraną 2:0.


ŚRODKOWI POMOCNICY - Dariusz Czykier, Taras Romanczuk
Jeden z najlepszych piłkarzy w historii klubu, a według niektórych najlepszy. Król nocnego życia, które nie przytępiało jego radosnej, skutecznej i pełnej finezyjnych zagrań gry. Mówią, że mógł być jeszcze lepszy, ale naprawdę był bardzo dobry. Swoją przygodę boiskową i poza boiskową kontynuował w Legii. A jego gol strzelony Sampdorii zaliczony został do 10 najważniejszych bramek w historii polskiej piłki klubowej. Mimo kontrowersyjnego sposobu na prowadzenie sportowego życia grał w piłkę jeszcze wtedy gdy jego rówieśnicy zawiesili już buty na kołku.
Taras Romańczuk jest rdzeniem dzisiejszej drużyny Jagiellonii. Solidność z błyskiem finezji. Jest symbolem futbolu jako zjawiska wykraczającego poza wąskie pojęcie gry czy zawodu. Dla niego, jak dla kilku innych zawodników, Jagiellonia to coś więcej niż miejsce pracy. Białystok z przeciętności wyniósł go w najlepsze rejony jakie oferuje polska piłka. W tym mieście został (formalnie) Polakiem i stąd trafił do reprezentacji nowej ojczyzny.

NAPASTNICY - Antoni Komendo - Borowski, Tomasz Frankowski
Zanim Jagiellonia stała się Jagiellonią i zwana była jeszcze drużyną Wojskowego Klubu Sportowego 42. Pułku Piechoty gole na konto klubu już strzelał Antoni Komendo-Borowski. I to po kilka w meczu. Był tak dobry, że w roku 1933 podebrała go białostockiemu zespołowi, jedna z najlepszych polskich drużyn przedwojennego futbolu, Pogoń Lwów. Stąd w roku 1935 trafił do reprezentacji Polski i jako pierwszy piłkarz z regionu założył koszulkę z orłem na piersi. Bronił barw narodowych nie tylko na boisku sportowym, ale i na prawdziwym polu walki mi.n. w krwawej bitwie o wzgórze Monte Cassino.
"Franek" gdyby nie wrócił do Jagiellonii byłby tylko jej wybitnym wychowankiem, a tytuł najlepszego napastnika kibice bez namysłu przyznawali by bohaterowi lat 80-tych Jackowi Bayerowi. Ale po międzynarodowych wojażach, zdobywaniu statusu gwiazdy w Wiśle Kraków i reprezentacji, „Łowca Bramek” postanowił wrócić do domu. Ale nie po to by czekać na emeryturę. Franek nadal czarował, był bożyszczem kibiców, postrachem bramkarzy i wystrzelał sobie kolejną koronę króla strzelców a z Jagiellonią Puchar Polski.

TRENER - Janusz Wójcik
Statystyki jednoznacznie wskazują na Michała Probierza. Ale ja wybieram Janusza Wójcika, który ze swoją drużyną otworzył Jagiellonii w 1987 roku wrota do piłkarskiego eldorado. Po tym jak piłkarze i kibice w Białymstoku zasmakowali go, nie chcą z niego spadać, a gdy już spadną, chcą wracać. Janusz Wójcik potwierdził swoją klasę w roku 1992 osiągając na igrzyskach w Barcelonie ostatni sukces z polską reprezentacją. Dla mnie pozostanie trenerem z najbardziej magicznego okresu dziecięcego oczarowania futbolem. A że polskim futbolem za czasów Wójta rządziła czarna magia, o czym trafnie opowiada film „Piłkarski poker”, to już inna bajka.

Aby oddać głos w wyborach na "11" stulecia kliknij tutaj.