19 05.20 09:21
Nowszy wpis Starszy wpis

Grali w Jadze: Adrian Napierała

Bardzo twardo grający defensor bronił barw Jagi przez cztery sezony. Adrian Napierała dołączył do Żółto-Czerwonych w wieku 22 lat w lipcu 2004 roku jako mistrz Europy do lat 18, a także jako wicemistrz w kategorii U-16. Z białostockim klubem wywalczył awans do ekstraklasy.

Adrian Napierała przyszedł na świat 16 lutego 1982 roku w Gorzowie Wielkopolskim. W wieku juniora szkolił się w Warcie Wawrów i znanej w całym kraju szkółce MSP Szamotuły, która wypuściła w świat wielu znakomitych polskich piłkarzy. Już wtedy środkowy obrońca był pod okiem selekcjonera kadry narodowej do lat 16 Michała Globisza, który prowadził bardzo zdolne pokolenie. W gronie srebrnych medalistów Euro U-16 w Czechach (1999 r.) i mistrzów Europy do lat 18 (Finlandia, 2001 r.) byli m.in. dobrze znani w kraju Sebastian Mila, Tomasz Kuszczak, Paweł Brożek, Radosław Matusiak, Paweł Golański, Łukasz Madej czy Wojciech Łobodziński. Byli też dwaj późniejsi Jagiellończycy – bohater dzisiejszego artykułu Adrian Napierała i Łukasz Nawotczyński (o nim pisaliśmy TUTAJ). 

Obaj cieszyli się dużym zaufaniem selekcjonera. Mało tego - Napierała był nawet kapitanem tej drużyny! Michał Globisz nie bał się stawiać na rosłych defensorów w najważniejszych meczach wielkich turniejów. Wystarczy wspomnieć o finale mistrzostw Europy U-18 w Helsinkach, w którym Polacy ograli Czechów 3:1. Nawotczyński i Napierała znaleźli się w wyjściowej jedenastce Biało-Czerwonych. W turnieju pokazali się z bardzo dobrej strony, choć bohater dzisiejszego tekstu w ostatnim meczu postawił kolegów z zespołu przed trudnym zadaniem. W 50. minucie finału Napierała dotknął piłki ręką w polu karnym Czechów, za co otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. W efekcie kapitan zespołu musiał opuścić murawę. Nie przeszkodziło to Polakom w wywalczeniu trofeum. Biało-Czerwoni zwyciężyli 3:1 po golach Nawotczyńskiego (został królem strzelców), Madeja i Łobodzińskiego. Wcześniej, w fazie grupowej pokonali m.in. Hiszpanię 4:1. W zespole La Roja grali wtedy choćby znani z gry w najlepszych klubach Europy - Pepe Reina, Mikel Arteta czy Victor Valdes.

Fot. wspolczesna.pl

Po takim sukcesie złotym medalistom wróżono wielkie piłkarskie kariery. Niektórzy być może zrobili ją na miarę swojego talentu. Przecież Tomasz Kuszczak grał w wielkim Manchesterze United, a Sebastian Mila, Paweł Brożek, Radosław Matusiak czy Wojciech Łobodziński grali w seniorskiej reprezentacji Polski. Niestety, nie dostąpili tego zaszczytu Nawotczyński i Napierała, którzy zamiast w ekstraklasie, częściej występowali na jej zapleczu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod względem sportowym w ich przypadku można było wycisnąć znacznie więcej.

Prześledźmy karierę klubową Napierały. Po pobycie w MSP Szamotuły, o którym już wspomnieliśmy, Adrian trafił do Aluminium Konin, gdzie spędził nieudane pół roku, zakończone spadkiem z drugiej ligi. Po rundzie wiosennej sezonu 1999/2000 trafił do dużo silniejszego, występującego na zapleczu elity ŁKS-u Łódź. Tam zagrzał na trochę dłużej, bo na dwa sezony. W łódzkim klubie rozegrał 55 oficjalnych meczów, strzelił trzy gole. Potem był półroczny epizod w Piotrcovii Piotrków Trybunalski (wiosna 2003 r.), po czym udał się do zdegradowanej z pierwszej ligi Pogoni Szczecin, mającej ambitne plany szybkiego powrotu w szeregi najlepszych drużyn w kraju. Prezes Antoni Ptak budował silny zespół, który miał zdominować rozgrywki. W praktyce rzeczywiście tak było. Portowcy zajęli pierwsze miejsce i zasłużenie wywalczyli awans. Napierała napotkał przy Twardowskiego silną konkurencję. Grał sporadycznie – tylko 13 meczów w sezonie 2003/2004, więc podjął decyzję o zmianie pracodawcy. Kolejnym była białostocka Jagiellonia.

Adrian dołączył do Żółto-Czerwonych latem 2003 roku jeszcze za kadencji trenera Witolda Mroziewskiego. Szkoleniowiec dostał szansę prowadzenia drużyny po udanej kampanii 2002/2003, zwieńczonej półfinałem Pucharu Polski. Napierała miał za zadanie zastąpić Marcina Kośmickiego, który trafił do Korony Kielce – beniaminka drugiej ligi. Tak się złożyło, że akurat w pierwszej kolejce sezonu los skojarzył właśnie popularnych „Scyzorów” z Jagiellonią. Korona wygrała tamten mecz 1:0, a obaj stoperzy stanęli po przeciwnych stronach barykady, grając pełne 90 minut. Wtedy jeszcze nikt się nie spodziewał, że ta porażka zapoczątkowuje niekorzystną serię. Jaga przegrała w sumie cztery kolejne spotkania, za co posadą zapłacił trener Mroziewski. Nowym szkoleniowcem został Adam Nawałka, który miał wyciągnąć drużynę z kryzysu i budować zespół po swojemu. W jego projekcie było miejsce dla Adriana.

Fot. wspolczesna.pl

Od pierwszego meczu w roli trenera Jagi późniejszy selekcjoner kadry narodowej konsekwentnie stawiał na Napierałę. Obrońca grał regularnie z małymi przerwami, czy to ze względu na urazy, czy też z uwagi na rosnąca konkurencję. Nawałka wraz z zarządem klubu ani myśleli o pozostaniu przy ówczesnej kadrze Jagi. Z pewnością mieli rację, bo wymagała ona solidnych wzmocnień po to, aby przede wszystkim utrzymać się lidze, a w perspektywie powalczyć o coś więcej. Efektem było pozyskanie jeszcze w trakcie rundy jesiennej doświadczonego Roberta Kolasę, a w przerwie zimowej także…Łukasza Nawotczyńskiego. Kto by się spodziewał, że los skojarzy go z Adrianem właśnie w Jadze? Złoci medaliści z młodzieżowej reprezentacji Polski współtworzyli blok obronny białostoczan w rundzie wiosennej, a także w kolejnych latach. Była to para stoperów niezwykle trudna do przejścia. Rywale musieli się głowić, co zrobić, aby przedostać się pod pole karne Żółto-Czerwonych, już nie mówiąc o tym, by wygrać jakiś pojedynek główkowy. Była to para bardzo charakterystyczna. Z perspektywy trybun uderzająco podobni, z blond czupryną na głowie, grający bardzo zdecydowanie i ostro. Szczególnie Adrian nie brał jeńców. Nic dziwnego, że w trakcie przygody z Jagiellonią zgromadził ponad 20 żółtych kartek. Sezon 2004/2005 Żółto-Czerwoni zakończyli na 6. miejscu w tabeli. Napierała wystąpił w 22 meczach, w tym jednej potyczce Pucharu Polski. Strzelił dwa gole, premierowego w starciu 20. kolejki ze Szczakowianką Jaworzno (3:0). Trener Nawałka nie dość, że wyciągnął zespół z kryzysu, to jeszcze wiosną natchnął białostocki zespół do gry o czołowe lokaty. Apetyt rósł w miarę jedzenia.

Przed startem sezonu 2005/2006 zarząd klubu postawił przed szkoleniowcem z Krakowa jasny cel – awans do pierwszej ligi. Miały w tym pomóc kolejne wzmocnienia. Jagiellonię zasilili czołowi piłkarze drugiej ligi oraz ci, którzy mieli okazję otrzaskać się na poziomie dzisiejszej ekstraklasy. Mieli wznieść Dumę Podlasia na nowy, jeszcze wyższy poziom. Napierała nie bał się rywalizacji. Pozostał w Białymstoku i wciąż był istotnym elementem układanki Nawałki. Grał jednak rzadziej. W całym sezonie rozegrał 15 meczów. Trener najczęściej preferował grę na środku obrony duetem Nawotczyński – Kolasa. Pod względem liczb był to zdecydowanie gorszy sezon Adriana niż ten pierwszy. Ani Nawałka, ani także Jurij Szatałow (zastąpił krakowskiego szkoleniowca w trakcie rundy wiosennej) nie postawili zdecydowanie na stopera z Gorzowa Wielkopolskiego. Jagiellonia po bardzo nerwowym sezonie i licznych zawirowaniach kadrowych, w tym na fotelu szkoleniowca, uplasowała się ostatecznie na trzeciej pozycji w tabeli i wywalczyła sobie prawo gry w barażach o ekstraklasę. O dwumeczu z Arką Gdynia będziemy chcieli jednak jak najszybciej zapomnieć. 0:2 w Białymstoku i 1:2 w delegacji - nie tak wyobrażaliśmy sobie tę rywalizację. Nie przedłużono kontraktu z trenerem Szatałowem.

Fot. wspolczesna.pl

Przed kampanią 2006/2007 – jedną z najważniejszych w dziejach Jagiellonii, zatrudniono trenerski duet Ryszard Tarasiewicz – Waldemar Tęsiorowski. Obaj z piłkarską przeszłością, ale jako trenerzy - jeszcze na dorobku. Tarasiewicz jak na polskie warunki był zawodnikiem niezwykle wyrazistym i utalentowanym. Jako szkoleniowiec, nie do końca spełnił pokładanych w nim nadziei. Niemniej jednak, choć nie dotrwał do końca sezonu, główny cel – jakim był awans do ekstraklasy, został zrealizowany. Po zwolnieniu Tarasiewicza w połowie rundy wiosennej, dzieła dokończył Artur Płatek. Adrian Napierała więcej szans gry otrzymywał jednak jesienią. Tarasiewicz wystawiał go u boku Nawotczyńskiego i najczęściej spisywał się bez zarzutu. Jaga traciła mało goli, Adrian zdobył jedną z bramek w zwycięskiej potyczce z Podbeskidziem Bielsko-Biała (2:0). Jesień w wykonaniu białostoczan nie była jednak porywająca. Czegoś brakowało, by z przekonaniem stwierdzić, że ten zespół już jest gotowy do gry w elicie polskich drużyn.

Wiosną Adrian dostosował się do panującej sytuacji. Nowy trener Artur Płatek szukał innych rozwiązań. Zaskoczył wszystkich sprowadzając na Podlasie emerytowanego stopera, jednego z najwybitniejszych reprezentantów Polski – Tomasza Wałdocha. Wieloletni kapitan Schalke 04 Gelsenkirchen na chwilę zapomniał o piłkarskiej emeryturze i z miejsca otrzymał szansę zaprezentowania swoich walorów w drugiej lidze polskiej. Ta decyzja okazała się strzałem w „10”. Z punktu widzenia Napierały, przybył poważny konkurent, który okazał się nie do „wygryzienia”. Adrian był jednak zawodnikiem, który w Jagiellonii akceptował swoje miejsce w szeregu. Szanował decyzje kolejnych trenerów, nie narzekał, gdy czasem na dłużej tracił miejsce w wyjściowym składzie. Kiedy był zdrowy, zawsze był jednak do dyspozycji i gotów pomóc drużynie w najtrudniejszych momentach. Był wojownikiem. Dołożył swoją cegiełkę do wielkiego sukcesu klubu, jakim bez wątpienia był awans do ekstraklasy – po 14 latach tułaczki w niższych ligach.

Sezon 2007/2008, już w nowej rzeczywistości, był dla Napierały pierwszą w karierze okazją zaprezentowania się na tle najlepszych drużyn w kraju. Trudno było jednak oprzeć się wrażeniu, że trener Artur Płatek wciąż szukał nowych rozwiązań na środku obrony. Sprowadził do Jagi Brazylijczyka Rodneia Francisco de Limę, który był odkryciem jesieni, prezentował się wyśmienicie. Trudno w takich okolicznościach było znów znaleźć miejsce w wyjściowym składzie dla Adriana. Ten jednak pokornie czekał na swoją szansę, trenując m.in. z zespołem Młodej Ekstraklasy i występując w rozgrywkach Puchary Ekstraklasy. Doczekał się! Pierwszą szansę w ekstraklasie dostał w 16. Kolejce w wyjazdowej potyczce z Polonią Bytom. Zagrał od pierwszej do ostatniej minuty u boku Rodneia i po końcowym gwizdku fetował swoje premierowe zwycięstwo na tym poziomie rozgrywkowym. Tylko sobie wyobrażamy, jak przyjemne musiało być to uczucie. Jaga po udanej jesieni zajmowała bezpieczne – 9. miejsce w tabeli.

Fot. wspolczesna.pl

Wiosna miała być spokojna, ale taką nie była. Odejście Rodneia spowodowało, że nasz blok obronny już nie był tak skonsolidowany jak wcześniej, co zaowocowało nerwową walką o zachowanie ligowego bytu na przyszły sezon. Pierwszy mecz jednak nie zapowiadał wcale dramatycznego finiszu. Bezbramkowo zremisowaliśmy w Łodzi z ŁKS-em i to z Adrianem w wyjściowej jedenastce. Był to trzeci występ stopera na boiskach elity. Drugie czyste konto. Potem jednak nastąpił regres. Napierała zagrał w przegranym 0:2 starciu z Cracovią przy Słonecznej i znów stracił miejsce w składzie. Runda wiosenna w wykonaniu Jagiellonii była bardzo zła. Tylko jedna wygrana, remis i aż 11 porażek (!) spowodowały spadek z dziewiątej pozycji na 14. – która zgodnie z regulaminem rozgrywek oznaczała grę w barażach o pozostanie w ekstraklasie z trzecią drużyną drugiej ligi – na tamten czas była to Arka Gdynia. Jak się później okazało, do dwumeczu z trójmiejską ekipą nie doszło. Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zdegradowaniu z ligi aż czterech drużyn. Do ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec i przedostatniego Widzewa Łódź dołączyły Korona Kielce i Zagłębie Lubin, które nie otrzymały licencji. Czternasta w tabeli Jagiellonia uniknęła degradacji. Sytuacja była kuriozalna, bo nasz zespół przygotowywał się już do spotkań barażowych z Arką Gdynia. Po nerwowym sezonie Napierała odszedł z klubu. W całej kampanii rozegrał w Jadze sześć spotkań w ekstraklasie, pięć w Pucharze Ekstraklasy i jedno w Pucharze Polski. Ogółem w barwach Jagiellonii rozegrał 65 oficjalnych spotkań ligowych i pucharowych.

Na kolejny sezon przeniósł się do GKS-u Katowice, z którym związał się aż do końca kampanii 2013/2014. Ostatni sezon w karierze zawodniczej spędził w Puszczy Niepołomice. Buty na kołku zawiesił latem 2015 roku. Od tamtej pory rozwija się jako szkoleniowiec. Był już asystentem trenera rezerw GKS-u Katowice, a dziś odpowiada za rozwój juniorów w tym klubie. Pracował też w IV-ligowym MKS Lędziny. Obecnie posiada licencję UEFA A.

Adrian, miło było trochę powspominać. Dzięki za wszystko, co dla nas zrobiłeś!