19 05.20 13:48
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok - RKS Radomsko 2:1

Minął tydzień, pora zatem najwyższa na kolejne "Był taki mecz". W dzisiejszym wydaniu powspominamy sobie sezon 2003/2004, podczas którego doszło do wielu ciekawych wydarzeń i który dla naszego klubu był początkiem stabilizacji na poziomie centralnym. Punktem wyjścia będzie pierwszy rozegrany podczas tamtej kampanii przez białostoczan mecz, w którym rywalizowali z RKS-em Radomsko. Zapraszamy do lektury.

Sezon 2003/2004 był dla Jagiellonii pierwszym na szczeblu centralnym po okresie rocznej banicji w III lidze. Do rozgrywek podopieczni trenera Witolda Mroziewskiego przystępowali w glorii bezdyskusyjnych zwycięzców zmagań na trzecioligowych boiskach. Podczas kampanii 2002/2003 dali się poznać jako drużyna grająca atrakcyjny i bezkompromisowy futbol. Zdystansowali konkurencję i w cuglach wygrali rywalizację, uzyskując dzięki temu promocję na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Dość powiedzieć, że w trakcie całego sezonu 2002/2003 przegrali tylko trzy (3!) spotkania, czyli najmniej spośród wszystkich drużyn w stawce. Dodatkowo zdobyli najwięcej bramek w lidze, jednocześnie tracąc najmniej goli. Sam Wojtek Kobeszko 23 razy pokonywał bramkarza rywali, co okazało się wystarczającym wynikiem do sięgnięcia po koronę króla strzelców. Ba, 23 trafienia autorstwa naszej klubowej legendy to wynik lepszy w tamtej kampanii od całej drużyny Hutnika Warszawa! Więcej o tamtym sezonie możecie przeczytać w dostępnym na naszej stronie zeszłotygodniowym artykule z serii "Był taki mecz", do którego link znajdziecie TUTAJ.

Wszystko to pokazuje skalę dominacji "Dumy Podlasia" na trzecioligowych boiskach. Nic zatem dziwnego, że kibice klubu z Białegostoku mieli nadzieję na podobną grę ich ulubieńców na zapleczu obecnej Ekstraklasy. Ich apetyty zostały dodatkowo rozbudzone poprzez ciekawe ruchy kadrowe oraz utrzymanie zawodników z poprzedniego sezonu. Po pierwsze, w zespole został trener Witold Mroziewski, czyli architekt wyników Jagi z poprzedniego sezonu. Po drugie, w drużynie wciąż byli tacy zawodnicy, jak Wojciech Kobeszko, czyli wcześniej wspomniany jagielloń superstrzelec, podstawowy bramkarz Andrzej Olszewski, kreatywni pomocnicy w osobach Dariusza Łatki i Mariusza Dzienisa oraz defensywa z Przemysławem Kuligiem na czele. Utrzymany zatem został szkielet drużyny, co z pewnością mogło uchodzić za dobry prognostyk przed startem rywalizacji. Dodatkowo zespół został wzmocniony kilkoma ciekawymi nazwiskami. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście powrót na Podlasie, po ośmiu latach rozłąki, rodowitego białostoczanina, wychowanka Jagiellonii Jacka Chańki. Obrońca stanowił istotne wzmocnienie zespołu ze względu na swoje doświadczenie, ale także ze względu na przywiązanie do barw klubowych no i oczywiście niebagatelne umiejętności. To przecież one pozwoliły mu na grę w pierwszoligowym w drugiej połowie lat 90-tych Stomilu Olsztyn, w którym rozegrał, podczas pierwszej przygody z warmińskim klubem, 99 spotkań (10 goli). Te występy pozwoliły mu na debiut w reprezentacji Polski. Ponadto podczas tych ośmiu lat gry poza stolicą Podlasia zanotował również epizod w niemiecki Werderze Brema, a z Pogonią Szczecin w 2001 roku sięgnął po wicemistrzostwo Polski. Te sukcesy to najlepsza rekomendacja, a kiedy dodamy do tego fakt, iż w momencie powrotu do "Żółto-Czerwonych" Chańko miał na karku jedynie 29 lat, to otrzymujemy naprawdę wyborne wzmocnienie. Zresztą, wszystkie pokładane w nim nadzieję się sprawdziły, ale o tym później. Kto jeszcze wzmocnił Jagę przed startem sezonu 2003/2004? Z Ceramiki Opoczno przyszedł obrońca Marcin Kośmicki, ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki napastnik Tomasz Reginis, a z Warmii Grajewo wrócił, po półtora roku, pomocnik Paweł Sobolewski. W takim właśnie zestawieniu personalnym, z dużymi nadziejami i dobrym nastawieniem Jagiellonia Białystok przystępowała do rywalizacji na zapleczu I ligi.

9 sierpnia 2003 roku. Stadion w Białymstoku, przy ul. Jurowieckiej. Mecz pierwszej kolejki polskiej II ligi w sezonie 2003/2004. Za chwilę pochodzący z Kielc sędzia Grzegorz Szymański da sygnał piłkarzom Jagiellonii i RKS-u Radomsko do rozpoczęcia rywalizacji. Obie jedenastki są już na murawie i w napięciu wyczekują gwizdka arbitra. Zawodnicy gospodarzy są beniaminkiem drugoligowych zmagań, ale nie bez doświadczenia. Wcześniej rywalizowali już na tym poziomie rozgrywkowym, m.in. w kampanii 2001/2002. Teraz wracają, mając ponadto duże doświadczenie wyniesione z poprzedniego sezonu. Serca zgromadzonych na trybunach około sześciu tysięcy kibiców przepełnione są nadzieją na dobrą grę ich ulubieńców oraz wygraną w tym i następnych meczach. Nadzieję nie bezpodstawną, bowiem poprzedni sezon był pokazem siły i aspiracji białostockiej drużyny, która z dużą przewagą zwyciężyła zmagania toczące się szczebel niżej. Bojowe nastroje widać zatem i teraz, szczególnie, że Jaga nie została osłabiona, a wręcz przeciwnie. Trzon kadry został utrzymany, do Klubu wróciło kilku ważnych gracz, przyszło również kilku nowych. Z kolei przeciwnicy są w nieco innych nastrojach. Piłkarze RKS-u Radomsko jeszcze nie tak dawno, w sezonie 2001/2002, występowali pośród najlepszych w kraju ekip, czyli w ówczesnej I lidze, obecnej Ekstraklasie. Spadli jednak wtedy po zajęciu 14. miejsca i konieczności gry w barażach, w których lepsi okazali się gracze Szczakowianki Jaworzno. W sezonie 2002/2003 mieli na dobre włączyć się do gry o powrót do elity, ale niestety ta sztuka im się nie udała. Finiszowali wtedy na 8. miejscu, ze stratą aż 30 punktów do mistrza, którym był Górnik Polkowice. Zatem w rozpoczynającym się sezonie 2003/2004 mieli za zadanie ponowną próbę powrotu na piłkarskie salony. Co więcej, w kadrze było kilku zawodników, którzy pamiętali jeszcze smak gry szczebel wyżej. Niewątpliwie jednak, średnio udana kamapania 2002/2003 z pewnością nie podniosła ich morali.

Wreszcie słychać pierwszy gwizdek, jest pierwsze kopnięcie piłki w mecz. Zaczęli. Przez początkowy okres spotkania oba zespoły grały ostrożnie, badając wzajemnie swoje możliwości i nastawienie. Mimo tego sympatycy oglądający ten mecz z trybun mogli zobaczyć dwie ciekawe akcje, jednak nie zakończone bramkami. Końcówka pierwszej odsłony starcia przyniosła nieco więcej ożywienia i to zobu stron. Obie drużyny nieco bardziej się otworzyły i próbowały swojego szczęścia, ale niestetey futbolówka nie znalazła drogi do siatki bramki rywali. Pierwsze 45 minut zakończyło się zatem z bezbramkowym remisem widniejącym na tablicy wyników. Obie jedenastki w przerwie miały co analizować, musiały bowiem spróbować po gwizdku na rozpoczęcie drugiej odsłony ukąsić rywala. Ta sztuka udała się co prawda dopiero pod koniec meczu, ale od początku drugiej połowy nie można było narzekać na nudę. Po zmianie stron Jagiellończycy zdecydowanie przejeli inicjatywę i raz za razem szturmowali bramkę Krzysztofa Kozika. Swoich sił próbowali m.in. Wojciech Kobeszko oraz Marcin Danielewicz, który oddał efektowny strzał przewrotką, jednak zbyt słaby, aby zaskoczyć golkipera RKS-u. Mimo tej wyraźnej przewagi pierwsi na prowadzenie wyszli goście. W 84. minucie, po akcji wtedy przyszłego Jagiellończyka Jarosława Laty, piłkę do siatki gości uderzeniem tuż zza pola karnego wbił Marcin Folc. Ciekawe jest to, że w ówczesnym składzie drużyny z województwa łódzkiego występowało aż dwóch zawodników później związanych z Jagiellonią. Jednym z nich był wspomniany już Jarosław Lato, czyli autor najważniejszej asysty w historii Jagiellonii (przy golu Andriusa Skerli na 1:0 w finale Pucharu Polski w 2010 roku), a drugim Jacek Markiewicz, który po omawianym w tym tekście sezonie wrócił do Jagiellonii. O pierwszym z wymienionych zawodników możecie zresztą poczytać w innym artykule dostępnym na naszej stronie, który znajdziecie pod tym LINKIEM. Mamy zatem 84. minutę, Jagiellonia przegrywa 0:1 po golu Folca. Mało czasu na wyrównanie, jeszcze mniej na wygraną, ale to nie problem dla podopiecznych trenera Mroziewskiego. Niecałą minutę po trafieniu gości przychodzi odpowiedź gospodarzy. Autorem wyrównującego gola Paweł Sobolewski, który najszybciej dopadł do wybitej przez gospodarzy z pola karnego piłki i uderzył. Futbolówka, po koźle, minęła próbującego interweniować Kozika. Szybko przywrócony został zatem statu quo. Równie szybko został, po raz drugi i jednocześnie ostatni w tym meczu, zmieniony. Marcin Danielewicz dośrodkował piłkę w pole karne gości, gdzie spadła pod nogi Marcina Kośmickiego. Nasz defensor oddał strzał, po którym piłka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. W dwie minuty z prowadzenia gości 1:0, zrobiło się 2:1 dla gospodarzy! Taki też wynik utrzymał się do końca meczu, dzięki czemu komplet punktów został w stolicy Podlasia, a Jaga udanie zainaugurowała sezon.

W dalszej części kampanii 2003/2004 białostoczanie grali ze zmiennym szczęściem, ale początek sezonu mieli wprost wyśmienity. Nie przegrali żadnego spośród ośmiu spotkań w początkowej fazie rozgrywek, notując do 8. kolejki włącznie sześć zwycięstw i dwa remisy. Ze względu na ten wręcz wyborny bilans znajdowali się na szczycie tabeli z dorobkiem 20. punktów. Niestety, później przyszło załamanie formy i cztery porażki w pięciu kolejnych meczach, w tym przegrana z bezpośrednim konkurentem do fotelu lidera, Pogonią Szczecin. Podopieczni trenera Mroziewskiego osunęli się w tabeli, a ich sytuacji nie poprawiły kolejne spotkania. W meczach z Garbarnią-Szczakowianką Jaworzno, Polarem Wrocław, Stasiakiem Opoczno oraz Ruchem Chorzów zdobyli jedynie cztery punkty i jesienną odsłonę rywalizacji zakończyli na 7. lokacie z dorobkiem 21 punktów. Do wiosny przygotować się białostoczanie musieli zatem bardzo dobrze, bowiem ich bilans punktowy dawał im jedynie sześć "oczek" przewagi na strefą barażową, wprowadzoną od tamtego sezonu. Właśnie m.in. z tego powodu tamta kampania była bardzo ciekawa nie tylko na boiskach, ale także poza nimi. W II lidze, która była szczeblem rozgrywek, na którym rywalizowano centralnie, czyli na terenie całej Polski, występowało 18 drużyn. Część spośród najgorszych, cztery ostatnie zespoły, z ligi spadała wskutek zajęcia miejsc oznaczających relegację, a część, dokładnie cztery, przystępowała do rywalizacji o pozostanie w II lidze w ramach dwumeczów z wicemistrzami poszczególnych grup terytorialnych III ligi, których były cztery. Miejscami zagrożonymi relegacją były 15, 16, 17 i 18, a miejscami zagrożonymi koniecznością rozegrania baraży były 11, 12, 13 i 14. Mówiąc zatem o sześciopunktowej przewadze Jagiellończyków nad strefą spadkową, mówimy o przewadze nad zespołem piastującym na półmetku rozgrywek 11. lokatę. Warto tu jeszcze nadmienić, że dwaj spadkowicze byli już znani na długo przed końcem sezonu, bowiem KSZO Ostrowiec Świętokrzyski oraz Błękitni Stargard Szczeciński wycofały się z rozgrywek po rundzie jesiennej. Tym samym to właśnie te dwa kluby zajęły ostatnie miejsca w tabeli.

Do wiosennej odsłony sezonu 2003/2004 Jagiellonia Białystok przystępowała z, jak wspomnieliśmy, dorobkiem 21 punktów i 7. miejscem w tabeli. Niestety, powrót do rywalizacji nie udał się białostoczan za dobrze. W spotkaniu inaugurującym wiosenne grani piłkarze w żółto-czerwonych strojach polegli na wyjeździe z RKS-em Radomsko aż 0:3. W kolejnych seriach gier nie było lepiej, bowiem do 27. kolejki włącznie zawodnicy "Dumy Podlasia" wygrali tylko raz i raz zremisowali. Ze względu na taki stan rzeczy niebezpiecznie zbliżyli się do widma konieczności gry w barażach o utrzymanie w II lidze. Po wyjazdowej porażce 1:3 z Pogonią Szczecin znaleźli się na 11. miejscu, czyli pierwszym wiążącym się z koniecznością gry w barażach. Na szczęście podnieśli się z tej trudnej sytuacji i to dosyć szybko, bowiem już w następnej kolejce. Wygrali bowiem 2:0 z Aluminium Konin po golach Kośmickiego i Łatki (rzut karny), dzięki czemu awansowali na 9. pozycję. Do końca sezonu balansowali na granicy 9. i 10. lokaty, ale już nie spadli do strefy barażowej. Ostatecznie, dzięki zwycięstwu 1:0 po bramce Wojciecha Kobeszki w meczu 34. kolejki z Ruchem Chorzów, Jaga zajęła 9. miejsce z dorobkiem 37 punktów. Z ligą pożegnały się w tamtej kampanii, poza wspomnianymi wcześniej zespołami z Ostrowca Świętokrzyskiego i Stargardu Szczecińskiego, Aluminium Konin, Polar Wrocław i Tłoki Gorzyce. Ci ostatni po przegranym brażowym dwumeczu, w którym lepszy okazał się Radomiak Radom. Co zaś się tyczy wygranych, to rozgrywki zwyciężyli piłkarze Pogoni Szczecin przed zawodnikami Zagłębia Lubin oraz Cracovii. Najważniejsza informacja dla białostockich kibiców była oczywiście taka, że Jagiellonia, po wielu perypetiach zostaje w II lidze i w kolejnym sezonie znowu będzie mogła rywalizować na zapleczu Ekstraklasy.

W międzyczasie, poza zmaganiami ligowymi, zawodnicy Jagiellonii rywalizowali także w innych rozgrywkach, dokładnie w Pucharze Polski. Tutaj do zmagań przystąpili już od I rundy, kiedy przyszło im zmierzyć się z drużyną Stasiaka Opoczno. To starcie wygrali 1:0 po bramce Przemysława Kuliga. Następnie wygrali z Zagłębiem Lubin (2:1), Pogonią Szczecin (1:0) oraz Raków Częstochowa (3:0 na swoim obiekcie i 5:1 na wyjeździe). Dzięki tym rezultatom dotarli do półfinału Pucharu Polski, gdzie czekała na nich Legia Warszawa. Więcej o tej półfinałowej rywalizacji oraz całej drodze do finału już za tydzień, w kolejnym "Był taki mecz".

1. kolejka sezonu 2003/2004 polskiej II ligi:

Jagiellonia Białystok - RKS Radomsko 2:1 (0:0), 9 sierpnia 2003r.

Sędzia: Grzegorz Szamański (Kielce).

Około sześć tysięcy widzów.

Gole: Paweł Sobolewski 85', Marcin Kośmicki 86' - Marcin Folc 84'.

Skład Jagiellonii Białystok: Andrzej Olszewski - Przemysław Kulig, Marcin Kośmicki, Łukasz Tupalski, Krzysztof Zalewski, Mariusz Dzienis, Jacek Chańko, Robert Speichler (68' Paweł Sobolewski), Dzidosław Żuberek (46' Dariusz Łatka), Tomasz Reginis (46' Marcin Danielewicz), Wojciech Kobeszko.

Trener Jagiellonii: Witold Mroziewski.

Skład RKS Radomsko: Krzysztof Kozik - Marcin Nowak, Artur Prokop, Krzysztof Smoliński, Bogdan Jóźwiak, Jacek Markiewicz, Jacek Berensztajn (90' Michał Osiński), Zdzisław Leszczyński, Jarosław Lato, Radosław Kowalczyk (67' Marcin Folc), Przemysław Węgier (90' Rafał Dopierała).

Trener RKS Radomsko: Józef Antoniak.