28 06.20 17:02
Nowszy wpis Starszy wpis

Zwoliński pogrążył Jagę

Jagiellonia Białystok przegrała z Lechią Gdańsk 1:2 (1:0) w meczu 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy, rozgrywanym na stadionie przy ul. Słonecznej. Katem "Żółto-Czerwonych" okazał się Łukasz Zwoliński, który na boisku zameldował się z początkiem drugiej połowy i który zdobył obie bramki dla gdańszczan.

W porównaniu do ostatniego meczu, w Jadze zaszły trzy zmiany w jedenastce, w tym dwie wymuszone. Za pauzujących za kartki Bartka Bidę i Bogdana Tiru od pierwszych minut zagrali Przemek Mystkowski i Zoran Arsenić. Trzecią zmianą była obecność w wyjściowym składzie Jesusa Imaza kosztem Ariela Borysiuka. To oznaczało, że dziś tylko i wyłącznie graliśmy o pełną pulę.

Żółto-Czerwoni bardzo dobrze rozpoczęli pierwszą część meczu. Podobnie jak w starciu sprzed kilku dni z Legią Warszawa Jagiellończycy od początku narzucili rywalowi swój styl gry i na okazje bramkowe nie trzeba było długo czekać. Już w drugiej minucie Jakov Puljić doszedł do zagrania z prawej strony i oddał strzał z pola karnego, ale w ostatniej chwili został zablokowany.

Chwilę później w sytuacji sam na sam trafił do siatki wspomniany wyżej Imaz, ale arbiter odgwizdał spalonego. Hiszpan znów miał pecha, ale to był zwiastun tego, że Jesus pragnie zaznaczyć swoją obecność na boisku pozytywnymi akcentami. I zaznaczył, ale o tym dalej. Zaraz potem Puljić dobrze centrował w kierunku Makuszewskiego, ale Rafał Pietrzak w ostatniej chwili uprzedził naszego skrzydłowego.

W 16. minucie Jaga wyprowadziła groźną kontrę. Makuszewski wbiegł pole karne i zagrał w kierunku Imaza, ale Hiszpan oddał nieczysty strzał. Dusan Kuciak złapał piłkę. Chwilę później „Maki” posłał cudowne prostopadłe podanie w kierunku Przemka Mystkowskiego, ale Kuciak dobrym wyjściem z bramki uniemożliwił oddanie strzału naszemu zawodnikowi.

W 21. minucie groźnie z rzutu wolnego w kierunku Runje centrował Pospisil, ale Chorwat nie doszedł do strzału, choć sygnalizował nieprzepisowe zagranie jednego z graczy Lechii.

W 31. minucie bardzo groźny strzał oddał Makuszewski z prawej strony pola karnego, ale Kuciak był czujny, broniąc instynktownie. Chwilę później miała miejsce kolejna znakomita akcja i wymiana podań między Andrejem Kadlecem, a naszym prawoskrzydłowym. „Maki” znów oddał mocny strzał z prawej strony pola karnego, jednak ponownie Kuciak był na posterunku.

Lechia nie potrafiła stworzyć poważniejszego zagrożenia pod naszą bramką. Rywale byli schowani za podwójną gardą i jedynie ze stałych fragmentów gry próbowali kreować okazje, ale bez efektu. Najgroźniejszą sytuację gdańszczanie wypracowali w 37. minucie. Jaroslav Michalik otrzymał piłkę w polu karnym od Ze Gomesa, jednak w ostatniej chwili jego strzał został zablokowany przez Arsenicia.

W doliczonym czasie gry dopięliśmy swego. Imaz posłał kapitalną centrę na głowę Puljicia, który strzałem głową pewnie skierował piłkę do siatki. To był klasyczny gol do szatni. Do przerwy zasłużenie prowadziliśmy.

Druga połowa zaczęła się od kluczowej dla losów całego meczu decyzji trenera Piotra Stokowca. Zdecydował on o potrzebie zwiększenia siły rażenia zespołu gości poprzez wprowadzenie na boisko dwóch zawodników o inklinacjach ofensywnych. Mowa tu o Kenny'm Saiefie, który zastąpił niewidocznego w pierwszej połowie Jaroslava Mihalika, oraz Łukaszu Zwolińskim, który pojawił się w miejsce niezbyt produktywnego Macieja Gajosa.

Obie zmiany praktycznie od razu przyniosły widoczny efekt. 47. minuta, kontratak Lechii. Piłka do boku, po prawej ręce Węglarza. Tam Ze Gomes, rozgrywający swoją drogą bardzo dobre zawody, pędzi ku linii końcowej. Wreszcie dośrodkowuje do bięgnącego na pełnym sprincie Zwolińskiego. Mimo asysty naszego obrońcy byłemu napastnikowi Pogoni Szczecin udaje się oddać strzał z pierwszej piłki. Nie dość, że efektowny, to dodatkowo efektywny. Piłka mija bowiem naszego golkipera o trafia do siatki. Tym samym praktycznie na początku drugiej odsłony gry przywrócony został status sprzed pierwszego gwizdka.

Kolejne minuty to chwilowe przejęcie inicjatywy przez naszych zawodników. Pomiędzy 48., a 58. minutą Jagiellończycy wzięli się do roboty, chcąc ponownie objąć prowadzenie. Kilkukrotnie próbowali po rzutach rożnych, ale niestety bez żadnych konkretów. Niemniej, przez te niecały 10 minut chociaż w niewielkim stopniu przypominali drużynę sprzed zmiany stron. Drużynę, która nie boi się i chce atakować. Jest pewna z tyłu i precyzyjna z przodu. Niestety, owe 10 minut okazało się za krótkim czasem na zdobycie bramki.

Po jego upłynięciu spotkanie zdecydowanie należało już do gości. Wszystko zaczęło się od 58. minuty i kolejnej okazji Zwolińskiego, który dwoi się i troił w naszej szestnastce. Dodatkowo był dzisiaj wręcz wybornie dysponowany i większość z jego strzałów naprawdę mogła przyspożyć sympatykom "Żółto-Czerwonych" niezbyt przyjemnych emocji.

Po sytuacji "Zwolaka" swoich sił próbowali także Ze Gomes (atomowe, ale niecelne uderzenie), ponownie Zwoliński, Nalepa (po rzucie rożnym i pomyłce Węglarza, który źle obliczył tor lotu piłki), Kubicki (wychowanek Zagłębia Lubin był na spalonym), i znowu dwukrotnie Zwoliński. Jeżeli chodzi o te dwie ostatnie okazje, to przy obu było niezwykle groźnie. Za pierwszym razem, w 67. minucie, szczecinianin fatalnie przestrzelił z kilku metrów. Z kolei przy drugiej sytuacji już się nie pomylił i wpakował piłkę do bramki Węglarza, ale sędzia odgwizdał spalonego. Jednak zastosowanie tu miały aż dwa powiedzenia - "co się odwlecze to nie uciecze" oraz "do trzech razy sztuka". Po dwóch opisanych wyżej wybornych okazjach przyszła trzecia szansa na objęcie prowadzenia. Tym razem Zwoliński się nie pomylił i pewnie pokonał Węglarza. Była 74. minuta i Lechia prowadziła 2:1.

W międzyczasie obaj trenerzy dokonali roszad w składzie. Po stronie gości, w ramach ostatniej zmiany, boisko opuścił niezwykle dzisiaj aktywny Ze Gomes, którego zastąpił Conrado. Z kolei w ekipie gospodarzy trener Iwajło Petew w bój posłał Ariela Borysiuka i Bartka Wdowika, którzy zmienili odpowiednio Jesusa Imaza i Przemka Mystkowskiego.

Ostatni kwadrans regulaminowego czasu gry upłynął już w nieco spokojniejszej atmosferze, ale, podobnie jak cała druga połowa, ze wskazaniem na gdańszczan. To oni częściej utrzymywali się przy piłce. Mimo tego białostoczanom udało się stworzyć dwie okazje do wyrównania rezultatu. Próbował Puljić (uderzenie głową z bliska, zbyt słabe i łapie Kuciak) oraz Makuszewski (niecelny strzał z większej odległości), który już w czasie doliczonym mógł dać Jagiellończykom upragniony remis. W 95. minucie (sędzia doliczył sześć), po zamieszaniu w polu karnym gości oddał strzał, który minął Kuciaka, ale który w zasadzie sprzed linii bramkowej wybił Tobers. Tym samym Łotysz uratował Lechii zwycięstwo, a nam zabrał marzenia o choćby punkcie, ponieważ kilka chwil później sędzia zagwizdał po raz ostatni.

Dzięki tej wygranej nasi dzisiejsi rywale powiększyli przewagę nad Jagiellonią w tabeli. Obecnie podopieczni trenera Piotra Stokowca mają na koncie 52 punkty, podczas gdy Jagiellonia pozostaje z 48 "oczkami".

Jagiellonia Białystok - Lechia Gdańsk 1:2 (1:0).
Bramki: Jakov Puljić 45' - Łukasz Zwoliński 47', 74'

Jagiellonia: 96. Damian Węglarz - 2. Andrej Kadlec (78' 14. Tomáš Přikryl), 17. Ivan Runje, 15. Zoran Arsenić, 7. Jakub Wójcicki - 9. Maciej Makuszewski, 6. Taras Romanczuk, 26. Martin Pospíšil, 11. Jesús Imaz (72' 8. Ariel Borysiuk), 16. Przemysław Mystkowski (75' 27. Bartłomiej Wdowik) - 21. Jakov Puljić.

Lechia: 12. Dušan Kuciak - 19. Karol Fila, 25. Michał Nalepa, 2. Kristers Tobers, 4. Rafał Pietrzak - 11. Jaroslav Mihalík (46' 35. Kenny Saief), 36. Tomasz Makowski, 7. Maciej Gajos (46' 24. Łukasz Zwoliński), 6. Jarosław Kubicki, 17. Zé Gomes (69' 20. Conrado) - 28. Flávio Paixão.

żółta kartka: Romanczuk.

sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
widzów: 2866.

Arhelan
Energo
Mlekovita
Benmar
Leroy Merlin
AW Narzędzia
Jaga taxi
Rabet
Kamienna Grota
Biacomex
Globart print
Magic gym
Humana Medica OMEDA
Coca cola
Betex
123 Okulary
PCRT
KPKM
Firma Centrum
Rogowski Development
Yuniversal Podlaski
Galeria Zielone Wzgórze
Chilli Pizza
FirstWeb
Helios
WSFiZ
Luca
Olympic Sport
Mitel