30 06.20 08:34
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Zagłębie Sosnowiec - Jagiellonia Białystok 1:2

Wracamy dzisiaj, w ramach kolejnego tekstu z serii "Był taki mecz", do sezonu 2005/2006, po zakończeniu którego Jaga uzyskała promocję do baraży o wejście do I ligi. Osią naszego tekstu będzie ostatnie spotkanie "Dumy Podlasia" w tamtym sezonie, w którym w 34. kolejce białostoczanie zmierzyli się na wyjeździe z Zagłębiem Sosnowiec. Zapraszamy.

6 czerwca 2006 roku. Ostatnia kolejka sezonu 2005/2006 polskiej II ligi. Przed Jagiellonią Białystok niesłychanie trudne zadanie, jakim jest wygrana w ostatnim ligowym spotkaniu. Zwycięstwo było obliogatoryjne, jeśli podopieczni trenera Jurija Szatałowa chcieli zakończyć sezon z sukcesem, jakim niewątpliwie byłoby zajęcie trzeciego miejsca w tabeli. Przypomnijmy, że ta pozycja uprawniała zespół znajdujący się na niej po zakończonym sezonie, do wzięcia udziału w barażach o wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Jagiellończycy do końca musieli drżeć o to, czy ostatecznie uda im się na wspomnianym miejscu uplasować, ponieważ po rewelacyjnym starcie sezonu znacząco spuścili z tonu i grali w kratkę. Nawiasem mówiąc, o początkowym okresie tamtej kampanii mogliście przeczytać w zeszłotygodniowym wydaniu "Był taki mecz". Tych, którzy jeszcze tego nie uczynili odsyłamy do tamtego tekstu. Link znajdziecie TUTAJ. Podlasianie, jak już powiedzieliśmy, dobrze sezon rozpoczęli i do 14. kolejki pozostawali na fotelu lidera. Niestety, później przyszedł kryzys i w dalszej fazie sezonu punktowali bardzo nieregularnie. Na tyle nieregularnie, że doszło do zmiany na stanowisku szkoleniowca żółto-czerwonej ekipy. Trenera Adama Nawałkę zastąpił ukraiński szkolniowiec, Jurij Szatałow, który wcześniej przez wiele lat związany był z Amicą Wronki, zarówno jako piłkarz jak i trener. Do roszady doszło w kwietniu 2006 roku, po serii niezadowalających wyników osiąganych przez białostoczan. Ostatnim meczem trenera Nawałki było spotkanie 23. kolejki, po którym podziękowano mu za współpracę. Później, podczas jednego spotkania, na ławce trenereskiej "Dumy Podlasia" zasiadł Mirosław Dymek, którego następnie zastąpił wspomniany Szatałow. Pełny wizerunek tamtego sezonu przedstawimy jeszcze w tym tekście, a tymczasem wróćmy do samego spotkania.

Rywalem białostoczan w tamtym starciu, dodajmy rozgrywanym na wyjeździe, było Zagłębie Sosnowiec. Zespół ze Śląska był bardzo mocną drużyną, podobnie jak piłkarze ze stolicy Podlasia bijącą się o miejsce premiowane grą w barażach. Dość powiedzieć, że na koniec sezonu Zagłębie skończyło na piatym miejscu, jedynie dwie lokaty niżej od "Żółto-Czerwonych, mając na koncie jedynie dwa punkty mniej niż nasi zawodnicy. To pokazuje z jak trudnym przeciwnikiem musieli się w ten czerwcowy dzień mierzyć Jagiellończycy.

Mecz zaczął się od zdecydowanych ataków obu zespołów. Zarówno gospodarze jak i goście wiedzieli jaka jest stawka starcia i chcieli szybko wyjść na prowadzenie, żeby móc kontrolować losy spotkania. Pierwszą groźniejszą sytuację stworzyli sobie białostoczanie, ale po strzale jednego z naszych atakujących futbolówka przeszła obok bramki strzeżonej przez Szymona Gąsińskiego. Sosnowiczanie postanowili się gościom zrewanżować, oddając na bramkę Macieja Zająca uderzenie zza pola karnego. Nasz golkiper był jednak dobrze ustawiony i pewnym chwytem zatrzymał lecącą w jego kierunku futbolówkę. Kolejne minuty przyniosły kolejne okazję. Najbliżej bramki było po akcji podopiecznych trenera Białka. Z piłką w naszym polu karnym znalazł się jeden z atakujących Zagłębia i posłał mocne uderzenie z bocznego sektora "szestnastki" Jagi, po lewej ręce Zająca. Po tym strzale piłka przeszła wzdłuż linii bramkowej, ale nie wpadła do siatki. Co prawda tę akcję z lewej strony zamykał inny spośród sosnowiczan, ale uderzenie jego kolegi okazało się za mocne, przez co minął się z piłką, która na nasze szczęście nie zatrzepotała w siatce. Ta sytuacja zdaje się obudziła podlasian, którzy szybko z fazy obrony przeszli do ataku. W 37. minucie jeden z białostoczan, z okolic 20 metra, mocno wstrzelił piłkę w pole karne sosnowicza z bocznego sektora, po prawej ręce Gąsińskiego, w pole karne gospodarzy. Tam lot futbolówki został przedłużony, po czym wreszcie spadła ona na głowę świetnie ustawionego Trzeciakiewicza. Nasz zawodnik był pozostawiony w zasadzie sam sobie przed bramką Gąsińskiego i pewnie uderzył piłkę głową po długim słupku. Golkiper gości, zaskoczony obrotem całej sytuacji, mógł jedynie bezradnie obserwować, jak piłka wpada do siatki. Była to jedyna bramka w pierwszej połowie, zakończonej prowadzeniem gości 1:0.

Po zmianie stron kibice zgromadzieni na stadionie w Sosnowcu mogli podziwiać dwie bramki, w tym jedną zdobytą przez ich ulubieńców. To właśnie piłkarz Zagłębia jako pierwsi po przerwie pokonali bramkarza rywali. Na tę bramkę trzeba było co prawda trochę poczekać, bo aż do 76. minuty. Wtedy piłkę z rzutu rożnego w pole karne Jagiellonii dośrodkował jeden z zawodników Zagłębia. Futbolówka skierowana była na bliższy słupek, gdzie czekał na nią Marcin Lachowski. Piłkarz gospodarzy, mimo asysty jednego z naszych obrońców, wyskoczył do główki na odpowiednią wysokość i skierował futbolówkę do bramki Zająca. Piłka po strzale Lachowskiego przeleciała obok golkipera Jagi i stan remisowy został przywrócony. Nie długo trwała jednak radość gospodarzy. Zmącił ją bowiem jagielloński superstrzelec, Wojciech Kobeszko. Białostoczanin na murawie pojawił się w 69. minucie, kiedy zmienił Tomasza Moskala. Na swojego gola musiał poczekać do 81. minuty. Wtedy świetnie odnalazł się w polu karnym gospodarzy i po otrzymaniu podania od jednego z kolegów wpakował piłkę do bramki Zagłębia. Było to, jak się okazało, gwóźdź do trumny sosnowiczan, którzy już się z tego nie podnieśli. Mecz zakończył się zwycięstwem gości 2:1, którzy tym samy zapewnili sobie trzecie miejsce na koniec zmagań, które gwarantowało udział w barażach o wejście do I ligi.

Tyle o samym meczu, a jak wyglądał sezon przed jego rozpoczęciem? O początkowym okresie możecie przeczytać w zeszłotygodniowym wydaniu "Był taki mecz" (ponownie, link znajdziecie TUTAJ). Co do dalszej części kampanii 2005/2006 w wykonaniu białostoczan, czyli od 13. kolejki włącznie w górę, to prezentuje się ona na kartach historii, co tu dużo mówić, różnie. Oczywiście, sezon zakończył się niewątpliwym sukcesem, jaki było uzyskanie promocji do barażów, ale co po drodze przeszli piłkarze z Białegostoku, to ich. Po omawianym w zeszłym tygodniu zwycięstwie 6:0 z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski kolejne wyniki nie prezentowały się już tak dobrze. Następna seria gier to wyjazdowy remis 1:1 z Zawiszą Bydgoszcz, po którym przyszła porażka 0:1 z Ruchem Chorzów. Porażka dodajmy bardzo bolesna i kosztowna, ponieważ przez brak punktów w starciu z chorzowianami musieli białostoczanie pożegnać się z liderowaniem lidze. Nawiasem mówiąc kolejka numer 13. była ostatnią w tamtym sezonie, kiedy "Żółto-Czerwoni" przewodzili stawce. Jak prezentowały się dalsze rezultaty?

  • domowa wygrana 3:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała;
  • wyjazdowa porażka 0:1 z Widzewem Łódź;
  • remis 1:1 na własnym obiekcie z Zagłębiem Sosnowiec;
  • bezbramkowy remis przed własną publicznością ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki;
  • porażka 1:2 z Lechią Gdańsk w stolicy Podlasia;
  • porażka 2:4 w delegacji ze Śląskiem Wrocław;
  • bezbramek w meczu z HEKO Czermno na stadionie w Białymstoku;
  • 0:0 w Nowym Mieście Lubawskim z miejscową Drwęcą;
  • zwycięstwo 3:1 nad Radomiakiem Radom grając na terenie przeciwnika;
  • wyjazdowy remis 1:1 z Piastem Gliwice.

Tutaj zatrzymajmy się na chwilę. Właśnie w tym momencie, ze względu na niezadowalające wyniki, ze stanowiskiem pierwszego trenera Jagiellonii Białystok pożegnał się wtedy przyszły selekcjoner reprezentacji Polski, Adam Nawałka. Jego obowiązki przejął na jeden mecz Mirosław Dymek, który poprowadził drużynę w jednym meczu. Było to spotkanie 24. kolejki, które Jagiellończycy przegrali 0:1 z Polonią Bytom na własnym boisku. Od kolejnej kolejki, kiedy obowiązki przejął już trener Szatałow, było znacznie lepiej. Przed jego przyjściem zespół znajdował się na siódmym miejscu w tabeli, by następnie w ciągu 10 serii gier pozostałych do końca sezonu awansować na wspomnianą wcześniej trzecią lokatę. Co ważne, w ciągu tych 10 spotkań białostoczanie tylko dwukrtonie musieli uznać wyższość rywali, przegrywając 0:1 z Górnikiem Polkowice i 0:2 z Ruchem Chorzów. Słowo jeszcze o wynikach w Pucharze Polski, w których to rozgrywkach Jaga dotarła do 1/8 finału, gdzie w dwumeczu lepsza okazała się Polonia Warszawa (porażka 1:3 w domu i wygrana 3:2 na wyjeździe). We wcześniejszych fazach białostoczanie uporali się z Odrą Opole (po konkursie rzutów karnych) oraz Górnikiem Łęczna (3:1 w dwumeczu).

Podsumowując: sezon 2005/2006 Jagiellonia Białystok zakończyła na trzecim miejscu w tabeli II ligi, z dorobkiem 56 punktów. Wzięła udział w barażach, w których lepsza okazała się Arka Gdynia.

34. kolejka sezonu 2005/2006 polskiej II ligi:

Zagłębie Sosnowiec - Jagiellonia Białystok 1:2 (0:1), 6 czerwca 2006 r.

Sędzia: Jacek Granat (Warszawa).

Widzów: Około sześć i pół tysiąca, w tym około 250 kibiców Jagiellonii.

Gole: Marcin Lachowski 76' - Michał Trzeciakiewicz 37'; Wojciech Kobeszko 81'.

Skład Zagłębia Sosnowiec: Szymon Gąsiński - Arkadiusz Kłoda, Błażej Jankowski (46' Tomasz Malinowski), Daniel Treściński, Jacek Paczkowski, Vladimir Bednar, Marcin Lachowski, Janusz Wolański, Bartłomiej Chwalibogowski, Hadis Zubanović, Tadeusz Tyc.

Trener Zagłębia: Janusz Białek.

Skład Jagiellonii Białystok: Maciej Zając - Krzysztof Zalewski, Jacek Markiewicz, Robert Kolasa, Arkadiusz Kubik, Remigiusz Sobociński (66' Madrin Piegzik), Michał Trzeciakiewicz, Jacek Chańko, Paweł Sobolewski, Tomasz Moskal (69' Wojciech Kobeszko), Ernest Konon (87' Dzidosław Żuberek).

Trener Jagiellonii: Jurij Szatałow.