28 07.20 15:48
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok - Polonia Bytom 2:1

To już 30 etap naszej podróży przez jagiellońskie dzieje. Dzisiaj dotarliśmy do momentu, który śmiało można określić początkiem najnowszej historii naszego Klubu. Mowa o sezonie 2007/2008, w którym Jagiellonia Białystok, po kilkunastu latach przerwy, wróciła do Ekstraklasy.

Na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce Jaga występuje nieprzerwanie od 13 sezonów. Nadchodząca kampania, 2020/2021, będzie już 14 z rzędu, którą białostoczanie rozegrają na boiskach Ekstraklasy. A wszystko zaczęło się w sezonie 2007/2008, który był pierwszym po wieloletniej przerwie, spędzonym przez Jagiellończyków w najwyższej spośród lig w naszym kraju. Dzisiaj kilka słów właśnie właśnie o początkach, a dokładniej o pierwszym meczu "Żółto-Czerwonych" po powrocie na piłkarskie salony. Podopieczni trenera Artura Płatka w 1. kolejce sezonu 2007/2008, w ramach swojego premierowego wsytępu w Ekstraklasie, rozegrali mecz na własnym obiekcie, w którym podejmowali Polonię Bytom. O samym sezonie 2007/2008 porozmawiamy sobie za tydzień, w kolejnym wydaniu "Był taki mecz", do którego lektury już teraz gorąco zachęcamy.

Zanim jednak o opisywanym w niniejszym tekście spotkaniu, poświęćmy chwilę na krótkie przybliżenie tego, w jaki sposób zakończyła się kampania 2006/2007, w której Jagiellończykom udało się wywalczyć awans. Był to zremisowane 2:2 starcie z Unią Janikowo, rozgrywane 9 czerwca 2007 roku w Białymstoku.

Mamy 9 czerwca. Za kilka chwil pochodzący z Mielca pan Leszek Gawron dźwiękiem swojego gwizdka zainauguruje, rozgrywane w Białymstoku, spotkanie miejscowej Jagiellonii z Unią Janikowo. Zarówno dla gospodarzy jak i dla gości będzie to ostatni mecz w kończącym się sezonie 2006/2007 polskiej II ligi. Piłkarze obu drużyn są już na boisku i z niecierpliwością wyczekują sygnału do rozpoczęcia walki o trzy punkty. Co ważne, gra nie toczy się o przysłowiową "pietruszkę". Rezultat tego meczu jest istotny dla obu drużyn. Białostoczanie wciąż walczą o uzyskanie bezpośredniego awansu do elity, które gwarantuje im zajęcie drugiego miejsca w klasyfikacji, a piłkarze z Kujaw desperacko bronią się przed spadkiem. Nie mają już wprawdzie szans na wygrzebanie się z dolnych rejonów tabeli na bezpieczne miejsce, ale wciąż zachowują możliwość zajęcia lokaty skutkującej udziałem w barażach o utrzymanie, a nie bezpośrednim spadkiem. Walka i zaangażowanie są zatem gwarantowane. Ktoś mógłby wprawdzie powiedzieć, że już po samych celach, o które walczą obie ekipy, widać, że znajdują się na zupełnie różnych biegunach i starcie będzie jednostronne. Nic bardziej mylnego. Historia piłki nożnej obfituje w sytuacje, kiedy postawiony pod ścianą zespół, na papierze wyglądający na dużo gorszy od rywali, wściekle atakuje, nie chcąć dopuścić do porażki. Poza tym podopieczni trenera Andrzeja Wiśniewskiego nie mieli już nic do stracenia i mogli w pełni skupić się na próbie urwania punktów Jadze. Właśnie te cechy czyniły gości z Janikowa tak niebezpiecznymi, a samo widowisko jawiło się jako niezwykle ciekawe.

Jeszcze pomeczowa wypowiedź trenera Artura Płatka, ówczesnego szkoleniowca białostoczan.

- Gratuluje trenerowi Wiśniewskiemu [trener Unii Janikowo, przyp. red.] remisu, gdyż za mojej kadencji Unia jest pierwszym zespołem, który wywozi punkt z naszego gorącego terenu. Na tle innych zespołów Unia zaprezentowała się dobrze, zdobyła dwie ładne bramki, które były pochodną dobrej gry. Wierzę, że Unia pozostanie w szeregach drugoligowców na przyszły sezon. Wracając do meczu, pierwsza połowa była dosyć chaotyczna. Na początku stworzyliśmy groźną akcję pod bramką gości, po czym kilka dobrych akcji przeprowadzili piłkarze Unii. Wreszcie zdobyliśmy dwie szybkie bramki, które w pewien sposób ustawiły spotkanie, aczkolwiek w drugiej połowie zabrakło przysłowiowej kropki nad „i”. Zawodnicy nie realizowali tego co zaplanowaliśmy i wydarzyło się to, co wszyscy doskonale widzieli. Nie powiem, że zabrakło Tomka Wałdocha, ale takie sytuacje, po których straciliśmy bramki nie powinny się zdarzać - powiedział po spotkaniu trener Jagiellonii Białystok, Artur Płatek.

To jedynie fragmenty zeszłotygodniowego tekstu z cyklu "Był taki mecz", traktującego o ostatnim meczu "Dumy Podlasia" na zapleczu polskiej elity. Zainteresowanych lekturą całości, odsyłamy TUTAJ.

Przejdźmy teraz do meritum dzisiejszego tekstu, czyli spotkania pomiędzy Jagiellonią Białystok, a Polonią Bytom. Mecz był rozgrywany w Białymstoku, w sobotę 28 lipca 2007 roku. Na przeciwko siebie stanęły drużyny bieniaminków Ekstraklasy, które jeszcze nie tak dawno toczyły zacięte boje szczebel niżej. W sezonie 2006/2007 zarówno białostoczanie jak i bytomianie rywalizowali w II lidze, którą zakończyli odpowiednio na 2. i 3. miejscu. Jagiellonia okazała się lepsza od swoich śląskich konkurentów, bowiem na swoim koncie zgromadziła 63 punkty, podczas gdy Polonia uzbierała o trzy "oczka" mniej, czyli 60 punktów. Również w bezpośrednich starciach lepsi byli piłkarze z Podlasia, którzy w domu zremisowali 2:2, a na wyjeździe wygrali 3:1. Niemniej te rezultaty odeszły w niepamięć, ponieważ po awansie obie ekipy znalazły się w zupełnie nowej rzeczywistości. Musiały rozpocząć rywalizację z najlepszymi drużynami w Polsce, a celem pozostawało w obu przypadkach utrzymanie.

Co ciekawe, lipcowemu meczowi pomiędzy Jagiellonią i Polonia smaczku dodają postacie dwóch piłkarzy występujących wówczas w bytomskiej drużyny. Pierwszym z nich jest Janusz Wolański, który po zakończeniu sezonu 2006/2007 przeniósł się na Śląsk i dołączył właśnie do drużyny z Bytomia. Wolański zdecydował się na taki ruch po bardzo dobrej w swoim wykonaniu kamapnii, w której odgrywał jedną z ważniejszych ról w zespole z Podlasia. Rozegrał 29 spośród 36 spotkań, strzelił w tym czasie sześć goli w dużym stopniu przyczynił się do uzyskania promocji. Niemniej, pomimo takich liczb latem 2007 roku zamienił Białystok na Bytom. Drugim piłkarzem, o którym warto wspomnieć w kontekście tej rywalizacji jest bez wątpienia Rafał Grzyb. Popularny "Grzybek" to legenda Jagiellonii Białystok. Przez wiele lat ten urodzony w świętokrzyskim Jędrzejowie zawodnik był kapitan białostoczan. Łącznie w barwach Jagi rozegrał 262 mecze, występował także z naszym Klubem w europejskich pucharach, dwukrotnie był wicemistrzem Polski, raz brązowym medalistą mistrzostw. Ponadto w 2010 roku sięgnął z prowadzoną wówczas przez trenera Michała Probierza ekipą po Puchar i Superpuchar Polski. Jednak trzeba pamiętać, że przed grą w Jagiellonii defensywny pomocnik swoje pierwsze ekstraklasowe kroki stawiał właśnie w Polonii Bytom, w której występował w latach 2007-2009. To właśnie ze względu na świętną postawę w tej drużynie jego talent został zauważony i doceniony przez działaczy podlaskiego klubu, którzy zdecydowali się go pozyskać.

Przejdźmy już jednak do samego spotkania. Mecz rozpoczął się od akcji gości. W 2. minucie, po zamieszaniu pod bramką Banaszyńskie, niecelnie z 16 metrów uderzył Mężyk. Gospodarze odpowiedzieli w 5. minucie, kiedy po dośrodkowaniu Wasiluka piłka o mały włos nie wpadła do bramki Polonii po błędzie bramkarza. W 11. minucie, po podaniu Sotirovicia, strzału z dystansu próbował Sobociński. Niestety, piłka po tym uderzeniu przeleciała wysoko nad poprzeczką bramki Żmiji. Później prób po obu stronach było jeszcze kilka, wszystkie nieskutecznie. W 12. minucie w pole karne piłkę posłał Wolański. Jurczyk oddał uderzenie głową, jednak bardzo niecelne. Nie stworzył tym samym zagrożenia pod bramką "Dumy Podlasia". Po drugiej stronie barykady szczęścia próbował Marczak, ale jego uderzenie z dystansu okazało się niecelne Marczak.

Wreszcie przyszła 28. minuta i pierwszy gol w meczu. W polu karnym Banaszyński nieprzepisowo powstrzymywał Mężyka, wobec czego sędzia podyktował rzut karny. Do stojącej na 11 metrze piłki podszedł Grzegorz Podstawek, który pewnym strzałem pokonał naszego golkipera. Goście prowadzili tym samym 1:0. Na domiar złego dosłownie kilka chwil później boisko opuścić musiał Vuk Sotirović.

Na szczęście ta nieciekawa sytuacja nie podłamała Jagiellończyków, którzy ze zdwojoną siłą wzięli się do pracy i odrabiania strat. Pierwszą okazję do wyrównania stworzyli sobie w 30. minucie, kiedy strzału z rzutu wolnego sporóbował Wasiluk. Piłka była jednak posłana ze zbyt małą siłą i interwencja nie sprawiła bramkarzowi drużyny ze Śląska kłopotów. Niemniej, w myśl powiedzenia co się odwlecze to nie uciecze, już pięć minut po próbie Wasiluka futbolówka zatrzepotała w siatce bramki Żmiji. W 35. minucie "Żółto-Czerwoni" egzekwowali rzut rożny. Do piłki podszedł Jarecki, który posłał precyzyjne dośrodkowanie w "szestnastkę" gości. Tam doskonałym uderzeniem głową, przy krótkim słupku, popisał się Remigiusz Sobociński, który tym trafieniem doprowadził do remisu.

Nie było to ostatnie słowo białostoczan w pierwszej połowie. Już w 37. minucie przeprowadzili oni bowiem drugą akcję bramkową. Sobociński błysnął po raz drugi, posyłając przepiękne podanie do Dariusza Jareckiego. Ten, strzałem z pierwszej piłki, pokonuje bramkarza Polonii i dał gospodarzom prowadzenie. Jak się okazało, był to ostatni gol w pierwszej odsłonie tego pojedynku.

Drugą połowę oba zespoły zaczęły w nieco zmienionych składach. W naszym zespole kontuzjowanego Vuka Sotirovicia zmienił Ernest Konon, zaś w drużynie gości w miejsce Mariusza Mężyka i Huberta Robaszka weszli Jacek Trzeciak i Michał Zieliński. Ten drugi już od pierwszych chwil dał się we znaki jagiellońskiej defensywie. Nasi obrońcy nie upilnowali napastnika Polonii, który niechybnie znalazłby się w stuprocentowej sytuacji z Banaszyńskim. Dostał bowiem doskonałe podanie na dobieg, na wolne pole. Tutaj jednak czujnością i zimną krwią wykazał się nasz golkiper, który dalekim wybiegiem za pola karne w ostatniej chwili uprzedził szarżującego Zielińskiego, wybijając piłkę tuż sprzed jego nóg.

Kolejne minuty to wymiana ciosów. W 49. minucie, po rzucie rożnym sprytnie uderzył Sobociński, jednak piłka opuściła boisko tuż przy słupku. W 51. minucie rzut rożny gości. Dośrodkowanie, główkuje Sosna, broni Banaszyński. W 54. minucie znowu inicjatywa po stronie podopiecznych trenera Artura Płatka. Jarecki do Sobocińskiego, ten na 18 metr do Dzienisa, który soczyście uderza, jednak tuż nad poprzeczką. W 54. minucie, w odpowiedzi płasko na akcję gospodarzy, w natarciu bytomianie. Po ziemi z narożnika pola karnego uderza Marcinkowski, ale broni dobrze dysponowany tamtego dnia Banaszyński.

W tym rytmie mecz trwał już do samego końca. Raz próbowali jedni, raz drudzy. Po stronie Jagiellonii bramkarza rywali nie udało się pokonać Sobocińskiemu (dwukrotnie), Markiewiczowi, Kononowi i Dzienisowi. Z kolei po stronie Polonii chybiali Marcinkowski oraz Podstawek. Najbardziej aktywny był w ekipie gości Zieliński, który miał kilka bardzo dobrych szans. W jednej z nich udało mu się nawet umieścić piłkę w siatce, ale okazało się, że był na pozycji spalonej. W międzyczasie trenerzy zdecydowali się przeporwadzić kolejne zmiany.W miejsce Mariusza Marczaka wszedł Jacek Chańko, a Jacka Markiewicza zastąpił Marcin Wincel. Z kolei w 58. minucie trener Dariusz Fornalak zdecydował się zdjąć z boiska Arkadiusza Sojkę, którego zastąpił Tomasz Owczarek.

Druga połowa nie przyniosła bramek i mecz zakończył się rezultatem, który widniał na tablicy wyników po pierwszych 45 minutach. Jagiellonia bardzo udanie przywitała się zatem z Ekstraklasą po latach przerwy, wygrywając w premierowym meczu po powrocie na najwyższy szczebel rozgrywkowy w Polsce.

- Wygrywa ten zespól, który strzela więcej bramek, a dzisiaj tym zespołem była Jagiellonia. Ten pierwszy raz jest już za nami i dobrze, że mamy go już za sobą. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy grać w ekstraklasie. Nie chciałbym naszej przygody na tym poziomie rozgrywek zaczynać od krytyki arbitra, ale muszę się odnieść do pewnej sytuacji, która miała miejsce w pierwszej połowie. Z mojej perspektywy były podstawy do podyktowania drugiej jedenastki, niestety tak się nie stało. Jeżeli chodzi natomiast o sytuacje, których nie wykorzystaliśmy w tym meczu, to już jest nasz problem - w ten sposób mecz podsumował szkoleniowiec Polonii Bytom, Dariusz Fornalak.

- Nigdy nie komentuję pracy sędziów i dzisiaj też nie będę tego czynił. Mecz składał się z trzech faz, pierwsza była bardzo nerwowa w wykonaniu mego zespołu. Dużo niedociągnięć, strat piłki i w tym fragmencie Polonia prezentowała się dużo lepiej, co zresztą wykorzystała zdobywając bramkę. Po tym nastąpiła metamorfoza mego zespołu i dwadzieścia minut naprawdę bardzo dobrej gry, gdzie zdobyliśmy dwie bramki po naprawdę ładnych akcjach. Stworzyliśmy jeszcze kilka sytuacji, po których mogliśmy wynik podwyższyć. Na koniec pojawiło się trochę stresu i Polonia stworzyła kilka bardzo dobrych sytuacji, ale to akurat kibice lubią.  Uważam jednak, że z przekroju całego meczu Jagiellonia zasłużyła na to jedną bramkę więcej i bardzo się cieszę, iż w meczu inauguracyjnym zdobyliśmy trzy punkty - to z kolei słowa trenera Artura Płatka, szkoleniowca Jagiellonii Białystok, wypowiedziane na pomeczowej konferencji.

1. kolejka sezonu 2007/2008 polskiej Ekstraklasy:

Jagiellonia Białystok - Polonia Bytom 2:1 (2:1), 28 lipca 2007 r.

Sędzia: Włodzimierz Milczarek (Piotrków Trybunalski)

Widzów: Około sześciu tysięcy.

Gole: Remigiusz Sobociński 35'; Dariusz Jarecki 37' - Grzegorz Podstawek 28' (rzut karny).

Skład Jagiellonii Białystok: Jacek Banaszyński – Dariusz Łatka, Łukasz Nawotczyński, Radosław Kałużny, Marek Wasiluk, Mariusz Dzienis, Jacek Markiewicz (81' Marcin Wincel), Mariusz Marczak (70' Jacek Chańko), Dariusz Jarecki, Vuk Sotirović (46' Ernest Konon), Remigiusz Sobociński.

Trener Jagiellonii: Artur Płatek.

Skład Polonii Bytom: Grzegorz Żmija – Arkadiusz Sojka (58' Tomasz Owczarek), Grzegorz Jurczyk, Tomasz Sosna, Piotr Plewnia, Hubert Robaszek (46' Jacek Trzeciak), Rafał Grzyb, Janusz Wolański, Ireneusz Marcinkowski, Grzegorz Podstawek, Mariusz Mężyk (46' Michał Zieliński).

Trener Polonii: Dariusz Fornalak.