15 09.20 08:26
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Aris Saloniki - Jagiellonia Białystok 2:2

Kontynuujemy naszą podróż przez piłkarskiej dzieje Jagiellonii Białystok. To już 36. spotkanie przy okazji cyklu "Był taki mecz", w którym poruszamy najważniejsze spotkania w żółto-czerwonej historii. Dzisiaj dotarliśmy do początku sezonu 2010/2011 i pierwszej przygody "Dumy Podlasia" w europejskich pucharach. Mowa o pamiętnym dwumeczu z greckim Arisem Saloniki, który na stałe zapisał się w pamięci białostockich kibiców.

Na samym początku tego tekstu chcielibyśmy przypomnieć Wam fragmenty tekstów z cyklu "Był taki mecz" sprzed, odpowiednio, tygodnia i dwóch. Linki do całości znajdziecie TUTAJ (Superpuchar Polski, sezon 2010/2011) i TUTAJ (Puchar Polski, sezon 2009/2010).

To co kibice zobaczyli przed zmianą stron nie mogło ich szczególnie napawać optymizmem. Gra była szarpana, rwana, nie dochodziło do zbyt wielu klarownych okazji bramkowych. Można było mieć jedynie nadzieję na intensyfikacje poczynań ofensywnych z obu stron w drugiej połowie. Tak też się stało. Co prawda dopiero po upłynięciu 20 minut, ale jednak. W 66. minucie strzał Kamila Grosickiego, który mógł się podobać i który zmusił stojącego w bramce "Kolejorza" Jasmina Buricia do wytężonej interwencji. W 77. minucie rzut rożny dla Jagi. Marcin Burkhardt dośrodkował z narożnika w pole karne, gdzie futbolówka odnalazła Thiago Cionka. Nasz stoper oddał dobry strzał głową, który jednak okazał się niecelny, bowiem futbolówka przeleciała nad poprzeczką bramki rywali. 83. minuta to odpowiedź nieco uśpionego w drugiej połowie Lecha. Jakub Wilk uderzył z dystansu, jednak tor lotu piłki dobrze obliczył Grzegorz Sandomierski, który ustawił się odpowiednio i złapał futbolówkę bez większych problemów. W tej samej minucie Jagiellończycy zdołali przeprowadzić najważniejszą akcję w meczu, która zapewniła im bramkę oraz końcowy triumf. Była to akcja dwóch rezerwowych, Jarosława Lato (zmienił w przerwie Przemysława Trytko) oraz Tomasza Frankowskiego (zmienił w 75. minucie Tomasza Kupisza). Dośrodkowywał pierwszy z wymienionych, strzelał drugi. "Łowca bramek" ukąsił po raz kolejny i dał białostoczanom prowadzenie. Euforia niesamowita, atmosfera święta wyczuwalna, tym bardziej, że zegra pokazuje jedynie sześć minut do końca regulaminowego czasu gry. Niemniej prowadzenie 1:0 może być niebezpieczne, jeśli nie zadba się odpowiednio o aspekt defensywny. Tym trudniej prawidłowo to uczynić, jeśli gra się w osłabieniu, a tak grała właśnie Jaga. W 84. minucie boisko musiał opuścić kontuzjowant Thiago Cionek, co wobec wykorzystanego już przez trenera Michała Probierza limitu zmian wiązało się z koniecznością dogrania starcia w "dziesiątkę". Niebezpiecznie. Piłkarze Lecha wyczuli swoją szansę i rzucili się do ataków, które mogły by dać im chociaż jednego gola, co doprowadziło by do dogrywki, w której ze względu na przewagę liczebną byliby faworytem. 88. minuta to próba Bartosza Bosackiego, doliczony czas to świetna okazja Tshibamby, jednak w obu bez konkretów. 1:0 dla Jagi i Supepuchar powędrował do Białegostoku.

22 maja 2010 roku. Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka w Bydgoszczy. Do stolicy województwa kujawsko-pomorskiego udało się wówczas mnóstwo kibiców z Białegostoku. - Nie zapomnę momentu, w którym wyszedłem na rozgrzewkę i na trybunach zobaczyłem 15 tysięcy fanów Jagiellonii. Tamten widok pozostanie w mojej pamięci do końca życia – podkreśla Skerla. O godzinie 15:30 sędzia Robert Małek rozpoczął finał. - Jeżeli ktoś myślał, że łatwo wygramy z pierwszoligowcem, to mógł się mocno zdziwić. Już w pierwszej połowie przed naszym polem karnym miała miejsce kontrowersja. Pogoń grała bardzo ambitnie, nie miała nic do stracenia, to my byliśmy faworytami – wspomina Hermes. Chwilę po wznowieniu drugiej połowy Jagiellonia dopięła swego i objęła prowadzenie. - Jarek Lato wstrzelił piłkę w pole karne, a ja dopadłem do niej i umieściłem ją w siatce. W swojej karierze nie strzelałem zbyt wielu goli, ale jak już zdobywałem bramki, to były one bardzo ważne. Ta radość po trafieniu była nie do opisania. Radość naszej drużyny oraz kibiców, tego nie da się zapomnieć – opisuje tamte momenty Skerla. W drugiej połowie Jaga miała jeszcze kilka okazji do zdobycia bramki, jednak żadnej nie udało się wykorzystać. „Żółto-Czerwoni” pokonali Pogoń i sięgnęli po pierwsze ogólnopolskie trofeum w swojej historii. - Naszą radość rozpoczęliśmy już w Bydgoszczy. Powrót do Białegostoku był niesamowity, spotykaliśmy naszych Kibiców, w zasadzie w autokarze nikt z nas nie spał – opowiada dalej strzelec „złotego gola”. - To był świetny zespół. Do dzisiaj wywalczenie Pucharu Polski pozostaje moim największym osiągnięciem, które trzymam w moim sercu. Po sezonie odszedłem z Jagi do Polonii Warszawa i to był mój największy błąd – powiedział po latach inny bohater tamtego zespołu, Bruno Coutinho Martins.

Dzięki wygranej w Pucharze Polski w sezonie 2009/2010 Jagiellonia Białystok w kampanii 2010/2011, po raz pierwszy w swojej wówczas 90-letniej historii, mogła cieszyć się z możliwości rywalizowania na arenie międzynarodowej. Zdobywca wspomnianego trofeum otrzymywał bowiem szansę, podobnie jak trzy czołowe ekipy z ligowej stawki, do reprezentowania Polski w zmaganiach klubowych z zespołami z innych europejskich państw. Swoje występu triumfator krajowego pucharu rozpoczynał od 3. rundy eliminacyjnej wówczas nowoutworzonej Ligi Europy. Nie inaczej było w wypadku białostoczan. Zaczynanie od tego etapu rywalizacji oznaczało, że do uzyskania promocji do fazy grupowej LE trzeba było przejść dwóch rywali. Cztery mecze, dwaj rywale i można cieszyć się z gry pośród jednych z najlepszych ekip na Starym Kontynencie. Oczywiście na dobrych, wartościowych i trudnych przeciwników można było trafić już w fazie eliminacyjnej. Wystarczy wymienić, że w omawianej edycji eliminacji do Ligi Europy rywalizowały takie uznane marki jak angielski Liverpool FC, włoski Juventus FC czy portugalski Sporting. Los skojarzył jednak "Żółto-Czerwonych" z innym rywalem, również uznanym i dysponującym silną, wyrównaną kadrą. Mowa o grecki Arisie Saloniki, którem teraz poświęćmy klika chwil.

Aris Saloniki to grecki zespół założony w 1914 roku. Podczas swojej wówczas 96-letniej historii "Bogowie Wojny", bowiem taki przydomek noszą zawodnicy tego greckiego klubu, trzykrotnie cieszyli się z tytułu mistrza kraju, raz byli wicemistrzem i raz wznieśli w górę Puchar Grecji. Chociaż od tych sukcesów minęło już sporo czasu, który upłynął bez trofeów, z pewnością nie można o drużynie z północy Grecji mówić jako o ekipie bez sukcesów. Przez wiele lat "Żółto-Czarni" utrzymywali się w czołówce ligowej stawki, depcząc po piętach najmożniejszym spośród liczących się w stawce klubów, jak Olympiakos Pireus, Panathinaikos Ateny czy PAOK Saloniki. Wystarczy spojrzeć na historię rywalizacji Arisu w europejskich pucharach. Przypomnijmy, dwumecz z Grekami w 2010 roku była dla Jagi pierwszą przygodą na międzynarodowej arenie. Z kolei dla piłkarzy prowadzonych wtedy przez słynnego argentyńskiego szkoleniowca Hectora Cupera taki poziom nie był pierwszyzną. Pomijając fakty rywalizacji w eliminacjach, choćby z AS Romą czy Celtą Vigo, warto wspomnieć o sezonie 2007/2008 w wykonaniu graczy z Salonik. Awansowali wtedy do fazy grupowej Pucharu UEFA eliminując hiszpański Real Saragossa. Co prawda zajęli wtedy ostatnie miejsce w grupie, ale trzeba pamiętać o tym z kim rywalizowali. Serbska Crvena Zvezda, angielski Bolton, portugalska Braga i przede wszystkim niemiecki Bayern Monachium. Pomimo odpadniecia doświadczenie pozostało i zaprocentowało w kolejnych edycjach.

Mówiąc o Arisie nie sposób nie wspomnieć o indywidualnościach tworzących kadrę ówczesnej 5. siły Super Ligi. Przyglądając się personaliom z pewnością dłużej zatrzymamy się przy co najmniej kilku nazwiskach, każda pozycja była bowiem w tamtej ekipie silniej obsadzona. Począwszy od bramki, gdzie niekwestionowanym numerem jeden był reprezentant Grecji, późniejszy zawodnik belgijskiego KV Kotrijk czy tureckiego Samsunsporu. W obronie biegał świetny grecki defensor Nikolaos Lazaridis. Przed nim jak w ukropie uwijali się wychowanek francuskiej Tuluzy, były zawodnik klubów z Premier League i La Liga Mehdi Nafti, czy były zawodnik AS Romy i Bayeru Leverkusen, Ricardo Faty. Z przodu dryblować i przeważyć szalę na stronę Arisu potrafili Hiszpanie Toni Calvo, Koke i Javito, a także pochodzący z Kolumbii ofensywny pomocnik Juan Carlos Toja. W ataku staszyli Raul Bobadilla i Danijel Cesarec. Poza wymienionymi w kadrze byli jeszcze wypożyczony z Szachtara meksykański pomocnik Nery Castillo, wtedy rozpoczynający swoją przygodę z piłką portugalski pomocnik Danilo Pereira czy słynny niespełniony talent amerykańskiej piłki, namaszczony przez samego Pele Freddy Adu. Kadra imponująca, ale nie wiadomo czy jeszcze bardziej od nazwisk pikarzy serc kibiców nie rozgrzewała osoba, która sprawowała nad wszystkim piecze. Mowa o trenerze Hectorze Raulu Cuperze. Ten legendarny argentyński szkoleniowiec podczas swojej bogatej i długiej kariery na ławce trenerskiej prowadził wiele rozpoznawalnych i klasowych w świecie piłki marek, spośród których na pierwszy plan wysuwają się włoski Inter Mediolan oraz hiszpańskie Real Betis, Mallorca i Valencia CF. Z dwoma ostatnimi sięgnął nawet po Superpuchar Hiszpanii. Prowadził ekipy w Lidze Mistrzów, Pucharze UEFA. Był selekcjonerem reprezentacji Gruzji i Egiptu. Ceniony, znany, z sukcesami, wciąż jednak głodny kolejnych laurów.

Tak wyglądał obraz naszego rywala. Nie mogło zatem dziwić, że w gronie ekspertów to właśnie Grecy byli stawiani w roli faworytów. Niemniej Jagiellończycy zdołali postawić im trudne warunki. W pierwszym meczu, rozgrywanym w Białymstoku, ulegli im wprawdzie, ale tylko 1:2 i po dobrej grze. Jedyną bramkę w tamtym starciu po jagiellońskiej stronie, będącą zarazem historyczną, bo pierwszą, strzeloną przez piłkarza w koszulce z "jotką" na piersi na arenie międzynarodowej zdobył Rafał Grzyb w 24. minucie. Goście wcześniej strzelili jednak dwa gole (za oboma stał wychowanek FC Barcelony, Toni Calvo) i wygrali z Jagą. Wszystko miało się zatem rozstrzygnąć w rewanżu.

Czwartek, 5 sierpnia 2010 roku, godzina 19:45. Stadion im. Kleantisa Wikielidisa w Salonikach, na którym są już jedenastki gospodarzy, Arisu, oraz gości, Jagiellonii Białystok. Na trybunach greckiego obiektu około 19 tysięcy fantycznych kibiców "Bogów Wojny", którzy są gotowi urządzić piekło przyjezdnym z odległej Polski. Trzeba zatem skupić się na kilku czynnikach. Po pierwsze i najważniejsze, na odrobieniu strat sprzed tygodnia. Po drugie, na ignorowaniu kibiców Arisu. Po trzecie, na walce z klasowym rywalem, który tanio skóry nie sprzeda. Niezły mętlik musieli mieć w głowach zawodnicy Jagi, którzy tamtego wieczora rywalizowali z zespołem z Grecji.

Wreszcie słychać pierwszy gwizdek. Zaczęli. Warto zwrócić uwagę na skład białostoczan, w którym zamieszał trochę trener Probierz. Na ławce usiedli m.in. Tomasz Frankowski i Jarosław Lato, a w pierwszym składzie znaleźli się El Mehdi Sidgy "Mido", Maciej Makuszewski czy Tadas Kijanskas. Dla ostatniego z wymienionych to spotkanie miało jeszcze większy ciężar niż dla pozostałych. Litwin debiutował w nim bowiem w żółto-czerwonej koszulce po transferze z Sudowy Mariampol.

W początkowych momentach meczu to białostoczanie mieli lepszą okazję do objęcia prowadzenia. Boczny defensor Jagi, Alexis Norambuena, oddał groźny strzał, który jednak przeszedł minialnie nad poprzeczką. Nieznacznie pomylił się również kilka minut później Marcin Burkhardt, który finalizował akcję Kamila Grosickiego i Tomasza Kupisza. W odpowiedzi Grzegorza Sandomierskiego postraszyli gospodarze. Na bramkę Jagiellonii uderzał Mehdi Nafti. Piłkę po tym strzale odbił nasz golkiper, ale na tyle niefortunnie, że dopadł do niej Danijel Cesarec. Na szczęście przy dobitce chorwackiego snajpera bramkarz zespołu ze stolicy Podlasia również był na posterunku i wygrał ten pojedynek. Niestety kilka chwil później górą był już Chorwat. W 19. minucie Cesarec dał Arisowi prowadzenie, z bliskiej odległości pakując futbolówkę do siatki bramki gości. Ta sytuacja nie podłamała Jagiellończyków, którzy szybko odpowiedzili na stratę bramki. W 26. minucie Marcin Burkhardt oddał strzał zza pola karnego, po którym piłka odbiła się jeszcze od Ronaldo i wpadła do bramki Michalisa Sifakisa. Było 1:1, co oznaczało, że przy ewentualnym jeszcze jednym trafieniu białostoczan możliwa będzie dogrywka.

To trafienie nie przyszło jednak przed przerwą. Po 45 minutach na tablicy wyników widniał rezultat remisowy. Drugą odsłonę meczu Jaga rozpoczęła w nieco zmodyfikowanym ustawieniu. Trener Probierz zdecydował się wykorzystać jedną z dostępnych zmian i posłał do boju Mladena Kascelana, który zmienił "Mido". Krótko po wznowieniu gry, w 50. minucie, "Żółto-Czerwoni" przeprowadzili drugą zmianę. Na placu gry zameldował się Tomasz Frankowski, który zastąpił Macie Makuszewskiego. W 61. minucie przed szansą stanął Kamil Grosicki, jednak piłka po uderzeniu szczecinianina nie leciała w światło bramki. Na szczęście w 66. minucie przyszedł moment wielkiej radości. Po krótce - rzut wolny, Marcin Burkhardt, strzał bezpośredni i jest prowadzenie. 2:1 dla Jagi w Salonikach! Białostoczanie próbowali nie wypuścić majaczącego na firmamencie zwycięstwa z rąk, ale przyszła 72. minuta i prawdziwe nieszczęście. W polu karnym Jagiellonii Andrius Skerla w nieprzepisowy sposób powstrzymuje Koke, wobec czego sędzia decyduje się przyznać rzut karny gospodarzom. Do ustawionej na 11 metrze piłki podchodzi Danijel Cesarec, który nie myli się. Pokonuje Grzegorza Sandomierskiego i wyrównuje stan rywalizacji. 2:2, które promuje Aris do gry w następnej rundzie. Niestety, nie udało się Jagiellończykom strzelić trzeciego gola i musieli pogodzić się z porażką.

Tak skończyła się pierwsza przygoda Jagiellonii Białystok z europejskimi pucharami. Na sam koniec tekstu kilka wypowiedzi byłych piłkarzy białostoczan, którzy brali udział w pamiętnym meczu z Arisem.

Tomasz Frankowski, były napastnik Jagiellonii - Z wyjazdu pamiętam, że gorąco było zarówno przed mecze, w jego trakcie jak i po meczu. W pierwszym starciu w Białymstoku zapłaciliśmy frycowe. W Salonikach mogliśmy zapewnić awans, ale sędzia na pewno nam nie pomógł.

Rafał Grzyb, były pomocnik Jagiellonii. - Może spełnienie marzeń, może nie. Był to na pewno kolejny krok w kierunku tego, aby siebie jakoś w tym świecie futbolu umiejscowić. Szkoda tylko, że akurat w tym meczu mieliśmy taki słaby początek. Sam wtedy zagrałem jedną z piłek, po której popełniliśmy błąd i straciliśmy bramkę. Cieszę się z tego, że wtedy strzeliłem gola. Oczywiście doświadczenie było wtedy atutem zespołu Salonik. W rewanżu zagraliśmy bardzo ciekawy mecz, w którym nawet prowadziliśmy 2:1, ale niestety sędzia po delikatnym faulu dyktuje rzut karny dla przeciwników. Z perspektywy czasu super sprawa, bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że teraz będziemy wkraczać w takim etap, w którym regularnie będziemy regularnie w czołówce Ekstraklasy, a przez to co roku będziemy występować w pucharach. Wtedy nie tylko ja debiutowałem na europejskie arenie, ale zdecydowana większość naszego zespołu. Co do gola, nigdy wcześniej w historii Jagiellonii nie było takiej możliwości, a to że byłem pierwszym strzelcem... Akurat to mi chwały obecnie nie przynosi. Gdybyśmy wtedy awansowali, zdecydowanie bardziej cieszyłbym się z tej bramki.

Hermes, były pomocnik Jagiellonii. - To wszystko działo się po sezonie, w którym niemal do końca walczyliśmy o utrzymanie, a do tego potrafiliśmy jeszcze dorzucić Puchar Polski. Wszystkie te sytuacje jeszcze bardzej wmocniły nasze poczucie własnej wartości. Czuliśmy się mocni i udowodniliśmy przede wszystkim sobie, że stać nas na równą grę przeciwko takim przeciwnikom jak Aris Saloniki czy Lech Poznań.

3. runda kwalifikacji do Ligi Europy, mecz rewanżowy

Aris Saloniki - Jagiellonia Białystok 2:2 (1:1), 5 sierpnia 2010 r.

Stadion: Stadion im. Kleantisa Wikielidisa.

Sędzia: Alexandru Deaconu (Rumunia).

Widzów: Około 19 tysięcy.

Gole: Danijel Cesarec 19', 75' - Marcin Burkhardt 25', 66'.

Skład Arisu Saloniki: Michalis Sifakis - Neto (Efthymios Kouloucheris 84'), Michel, Ronaldo, Nikolaos Lazaridis, Mehdi Nafti (Athanasios Prittas 78'), Juan Carlos Toja, Toni Calvo (Deividas Cesnauskis 68'), Danijel Cesarec, Koke, Javito.

Trener Arisu: Hector Cuper.

Skład Jagiellonii Białystok: Grzegorz Sandomierski - Tadas Kijanskas, El Mehdi Sidgy "Mido" (Mladen Kascelan 46'), Andrius Skerla, Alexis Norambuena, Marcin Burkhardt (Jarosław Lato 83'), Rafał Grzyb, Hermes, Tomasz Kupisz, Kamil Grosicki, Maciej Makuszewski (Tomasz Frankowski 50').

Trener Jagiellonii: Michał Probierz.