17 11.20 08:38
Nowszy wpis Starszy wpis

Był taki mecz: Jagiellonia Białystok - Kruoja Pokroje 8:0

Kolejny wtorek, kolejne wydanie "Był taki mecz". Dzisiaj o trzeciej w historii Jagiellonii Białystok przygodzie "Żółto-Czerwonych" z europejskimi pucharami, do której doszło na początku sezonu 2015/2016. Zapraszamy do lektury.

Tekst zaczynamy tradycyjnie - od przypomnienia wydania zeszłotygodniowego. Przypomnieliśmy wtedy sobie i Państwu ostatni mecz sezonu 2014/2015, która to kampania zakończyła się największym, na tamten moment, sukcesem w dziejach "Dumy Podlasia". Prowadzeni wówczas przez trenera Michała Probierza Jagiellończycy finiszowali na 3. pozycji w klasyfikacji końcowej Ekstraklasy, co wiązało się naturalnie z sięgnięciem po brązowy medal mistrzostw Polski. Kampania udana, a jej ostatni akcent był swoistym przypieczętowaniem trudów rywalizacji ligowej. W ostatniej kolejce tamtego sezonu białostoczanie, na Stadionie Miejskim, mierzyli się Lechią Gdańsk. Długo wydawało się, że z podniesionymi głowami z tego boju wyjdą gdańszczanie, którzy po golach Nikoli Lekovicia (42') i Antonio-Mirko Colaka (57') prowadzili aż do 89. minuty. Wtedy bowiem przyszło wyrównanie po trafieniu Filipa Modelskiego (89'), wcześniej gola kontaktowego strzelił Patryk Tuszyński (79'). Czas doliczony to już popis Jagi i fantastyczna remontada. Przeżyjmy to jeszcze raz. Poniżej fragmenty tekstu

[...] Do spotkania z Lechią białostoczanie przystąpili w nieco zmodyfikowanym zestawieniu personalnym. Chodzi głównie o dosyć newralgiczne pozycje dwóch środkowych obrońców, na których pojawili się Michał Pawlik oraz Igors Tarasovs. Wcześniej te pozycje obsadzał duet Michał Pazdan - Sebastian Madera, którego jednak w tym spotkaniu zabrakło. Pierwszy z wymienionych ostatni mecz ligowy w tamtej wyjątkowej kampanii rozegrał w 36. kolejce, kiedy Jaga, na wyjeździe, rozprawiła się z Pogonią Szczecin 3:1. To był zresztą ostatni występ Pazdana w żółto-czerwonej koszulce w ogóle, bowiem po zakończeniu tamtego sezonu został wytransferowany do Legii Warszawa. Co zaś tyczy się Madery, to ostatni mecz w tamtym sezonie zagrał przeciwko Górnikowi Zabrze (35. kolejka, wygrana 3:2).

- Nie byliśmy faworytami rozgrywek przed sezonem. Byliśmy drużyną, która każdy wymieniał grupie zespołów walczących o utrzymanie. Nawet sami nie byliśmy przekonani co do tego, czy będziemy walczyć o coś więcej w tym sezonie. Sparingi przed sezonem nie wyglądały najlepiej, ale  widzimy jak to się wszystko potoczyło. Jesteśmy rewelacją rozgrywek a ja również się cieszę, że trafiłem do Jagiellonii. [...] - to słowa Patryka Tuszyńskiego, które nasz ówczesny napastnik wypowiedział przed spotkaniem z Lechią Gdańsk. Jak się okazało, jego słowa był prorocze. Mecz stał na wysokim poziomie, nie brakowało w nim dramaturgii, a skończył się wygraną gospodarzy.

Po pierwszej połowie plus należało zapisać po stronie przyjezdnych. Oczywiście Jagiellonia też miała swoje okazje, ale konkretniejsi byli piłkarze Lechii. Celownik ustawiać próbował Maciej Makuszewski. Urodzony w Grajewie piłkarz nie potrafił się jednak wstrzelić. Na nasze szczęście, bo próbował co najmniej cztery razy. Oprócz „Makiego”, Drągowskiego niepokoić próbowali jeszcze Łukasik oraz Buksa. W 35. minucie w słupek trafił jeszcze Janicki. Chwilę wcześniej do bramki gości trafił Maciej Gajos, który jednak, zdaniem sędziego, w chwili otrzymania piłki był na pozycji spalonej. To spowodowało, że z bramki nie cieszył się zbyt długo, a na tablicy wyników dalej widniał bezbramkowy remis.

Do 89. minuty Jaga przegrywała 1:2, ale w ostatnich minutach meczu wydarzyło się to:

Piłkarze trenera Michała Probierza poczuli krew i w pełni wykorzystali doliczony czas gry. W 93. minucie w słupek po rzucie rożnym trafił Igors Tarasovs. Czujność w polu karnym zachował Taras Romanczuk, który skierował piłkę do pustej bramki. Minutę później Tuszyński wymanewrował w polu karnym Borysiuka. Grający dziś na środku obrony zawodnik wyciął naszego napastnika i sędzia Stefański znów wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki Budziłka. Do piłki podszedł Maciej Gajos i zwiększył przewagę Jagiellonii do dwóch bramek. Nagle, w ciągu kilku chwil, z prowadzenia gości 2:1 zrobiło się 4:2 dla gospodarzy. Fenomenalny comeback!

Zachęcamy oczywiście do lektury całego tekstu, do którego link zamieszczamy TUTAJ.

Przejdźmy teraz do sedna dzisiejszego tekstu, czyli meczu z litewską Kruoją. Jagiellonia mogła w nim wystąpić dzięki dobremu sezonowi 2014/2015, który skończył się, jak wspomnieliśmy, największym na tamten moment sukcesem w historii występów białostoczan w polskiej elicie piłkarskiej, czyli zajęciem 3. miejsca na koniec kampanii i zdobyciem brązowego medalu mistrzostw Polski. Jaga mocno zaakcentowała swoją pozycję na krajowym podwórku i odważnie zapukała do czołówki ligowej stawki. Dzięki swojej dobrej dyspozycji i wysokiej lokacie na koniec zmagań Jagiellończycy mogli się cieszyć nie tylko z medali, ale również z powrotu na międzynarodowe salony po czteroletniej przerwie. Niemniej trzeba zaznaczyć, że do rywalizacji z Kruoją nie przystąpili wszyscy architekci tamtego niewątpliwego sukcesu. Z Klubem pożegnali się Michał Pazdan, który zasilił szeregi Legii Warszawa, oraz Mateusz Piątkowski, który po wygaśnięciu kontraktu przeniósł się na Cypr, podpisując kontrakt z APOEL-em Nikozja. Poza nimi jagielloński pokład opuścili Jakub Słowik (Pogoń Szczecin) oraz Giorgi Pokhadze (Flamurtari FC, Albania), którzy jednak w mniejszym stopniu partycypowali we wspomnianym osiągnięciu. W drugą stronę również był spory ruch, żeby wspomnieć choćby przyjście estońskiego pomocnik, wielokrotnego reprezentanta swojego kraju, Konstatnita Vassiljeva, Piotra Tomasika, późniejszego wieloletniego gracza Jagi, podstawowego lewego obrońcy naszego klubu, Piotra Grzelczaka czy Łukasza Sekulskiego. W późniejszym okresie do Jagi dołączyli także Jacek Góralski, Fedor Cernych oraz Alvarinho. Gwoli formalności trzeba zaznaczyć, że już po przygodzie w Europie szeregi zespołu ze stolicy Podlasia opuścili Patryk Tuszyński, Nika Dzalamidze oraz Maciej Gajos, którzy związali się odpowiednio z tureckim Caykur Rizespor oraz Lechem Poznań.

Omawiane w niniejszym tekście spotkanie było meczem rewanżowym. W pierwszym starciu, rozegranym 2 lipca 2015 roku na Savivaldybes Stadion, Jaga wygrał 1:0 Karola Świderskiego w samej końcówce meczu. Było to trudne spotkanie, w którym Jaga nie radziła sobie za dobrze, a na dodatek musiała kończyć w "dziesiątkę" po tym, jak w 83. minucie drugą żółtą, i w konsekwencji czerwoną, kartką ukarany został nasz kapitan, Rafał Grzyb. To właśnie z tego powodu ten zawodnik nie mógł wystąpić w starciu rewanżowym, w którym w środku pola zastępował go, z dobry skutkiem, Taras Romanczuk. Było to bardzo nerwowe spotkanie, którego losy ważyły się do końcowych chwil, ale ostatecznie skończyło się dobrze dla białostoczan. Mogło się zatem wydawać, że jeżeli pierwszy mecz nie przyniósł znacznej dominacji podopiecznych trenera Michała Probierza, to w rewanżu również może być o takową trudno. Nic bardziej mylnego. Jaga rewanż wygrała pewnie i wysoko, 8:0, triumfalnie awansując do następnej rundy zmagań.

Jak wyglądało samo spotkanie? "Żółto-Czerwoni" nie kazali swoim kibicom długo czekać na bramki. W 3. minucie wynik meczu otworzył Maciek Gajos, który wykorzystał bardzo dobre podanie Patryka Tuszyńskiego. Nasz pomocnik uderzył z pierwszej piłki tuż przy słupku i dał znak do dalszych ataków.

Pięć minut później piłka znów była adresowana do Gajosa. Futbolówka otarła się jednak o jego głowe i wypadła za pole karne. Tam jednak czekał już na nią Karol Świderski, który nie pozwolił jej opuścić murawy. Grający od pierwszej minuty za plecami Patryka Tuszyńskiego zawodnik popisał się kapitalnym golem - uderzył z pierwszej piłki, z powietrza, i przelobował Martynasa Matuzasa.

Po kilku minutach mogło, a nawet powinno, być już 3:0, ale piłka po strzale głową Patryka Tuszyńskiego minimalnie minęła prawy słupek litewskiej bramki. To, co Patrykowi nie powiodło się przy tamtej próbie udało się po kilku minutach, dokładnie w 18. minucie. Z narożnika piłkę dośrodkował Nika Dzalamidze. W środku pola karnego najwyżej wyskoczył właśnie "Tuszek" i silnym strzałem pod poprzeczkę zdobył trzecią bramkę dla Jagi.

Pierwszy celny strzał stłamszeni Litwini oddali dopiero w 27. minucie. Trzeba jednak oddać, że było to kapitalne uderzenie z dystansu kapitan przyjezdnych, Ricardas Beniusis. Chociaż temu strzałowi gracza gości nie brakowało niczego do światowego poziomu, to równie mało, a w zasadzie nic, od takiego poziomu dzieliło naszego golkipera. Bartek Drągowski w sposób wyśmienity interweniował przy tym strzle, przenoszą piłkę nad poprzeczką. Wydawało się, że goście mogą po tej sytuacji złapać nieco oddechu, ale "Żółto-Czerwoni" ani myśleli o tym, aby im na to pozwolić. Ponadto nie chcieli poprzestać na trzech golach.

Znów w roli głównej wystąpił Patryk Tuszyński, ale zarówno w 38. jak i 43. minucie kapitalnie interweniował golkiper przyjezdnych. Patryk miał dziś jednak wyjątkowy ciąg na bramkę i już dwie minuty później „objechał” w polu karnym dwóch obrońców i bramkarza, umieszcając piłkę w pustej bramce. Koniec pierwszej połowy i 4:0 dla gospodarzy.

W przerwie szkoleniowiec przyjezdnych, Mykoła Trubachow, zdecydował się na jedną korektę w składzie. Od pierwszych chwil drugiej części meczu na murawie grał Tadas Eliosius, który zmienił Tomasa Salamanaviciusa. W odróżnieniu od swojego vis a vis w zespole Kruoji nasz trener, Michał Probierz, po przerwie w bój posłał niezmienioną jedenastkę. Roszad personalnych dokonywał już w czasie trwania drugiej połowy, dając pograć Vassiljevowi, Frankowskiemu i Sekulskiemu.

Tym, który skończył strzelanie w pierwszej połowie był Patryk Tuszyński. Ten sam zawodnik rozpoczął również ofensywny koncert Jagi po zmianie stron. W polu karnym gości faulowany był Filip Modelski. Sędzia Domagoj Vuckov wskazał na wapno, a "jedenastkę", na raty, jednak wykorzystał strzelec dwóch poprzednich bramek dla Jagiellonii. Chwilę później Patryk do trzech trafień mógł dopisać drugą asystę, ale po jego podaniu minimalnie niecelnie uderzył Konstantin Vassilijev.

W 62. minucie na boisko przy Słonecznej wybiegł wspomniany Przemek Frankowski. Z pierwszego meczu wyeliminowała go kontuzja, rewanż zaczął na ławce, ale jak już wszedł to pokazał się z najlepszej możliwej strony. Zaczął już dwie minuty po wejściu. Wydawać by się mogło, że próbował dośrodkowywać, ale z podania wyszedł strzał i zaskoczony Matuzas wpadł z piłką do bramki.

11 minut później Przemek miał już zdecydowanie łatwiejszą sytuację. Kapitalnym podaniem popisał się Łukasz Sekulski, który minutę wcześniej zmienił Patryka Tuszyńskiego. "Franek" stanął oko w oko z bramkarzem gości, uderzył i trafił swojego rywala, ale piłka szczęśliwie odbiła się i spadła pod nogi naszego pomocnika, który już na spokojnie skierował ją tuż obok jeszcze leżącego golkipera Kruoji.

Już 5 minut później Przemek skompletował hat-tricka. W sumie ta sztuka zajęła mu raptem 16 minut. Wchodzącego w pole karne "Franka" wypatrzył Maciek Gajos. Przemek dostał piłkę i uderzył płasko w kierunku dalszego słupka. Wpadło, a nasz pomocnik tym trafieniem ustalił wynik spotkania.

Na koniec dobić rywali mógł jeszcze Sekulski, ale nieznacznie się pomylił w doliczonym czasie gry i nie udało mu się wpisać na listę strzelców. Skończyło się i tak więcej niż okazale, bowiem na zwycięstwie gospodarzy w rozmiarze 8:0. Było jedno z najwyższych zwycięstw polskiej drużyny w europejskich pucharach. Na taki wynik na europejskiej arenie polscy kibice czekal od 30 lipca 1997 roku, kiedy to Widzew Łódź, w takim samym stosunku bramkowym, rozprawił się z azerskim Neftczi Baku.

Na pomeczowej konferencji radości z dobrej gry oraz wysokiego zwycięstwa nie krył szkoleniowiec "Dumy Podlasia", Michał Probierz. - Po pierwsze to gratuluje zawodnikom. Cieszę się, że podeszli do tego meczu tak skoncentrowani. Widać było od pierwszej minuty, że chcemy wygrać. Pokazaliśmy bardzo dobrą piłkę. Po pierwszym meczu trochę nas krytykowano, było to dla nas bardzo trudne. Nie mieliśmy też jak zagrać sparingów. Teraz wierzę, że z meczu na mecz powinniśmy wyglądać lepiej. Mieliśmy jeszcze wiele okazji do strzelenia kolejnych goli. Przeciwnik w tym czasie tak naprawdę zagroził nam tylko raz. W sobotę mamy prezentację drużyny, a za tydzień gramy z Omonią. Chcemy grać w taki sposób. Mnie nie interesuje kto się jak prezentuje. W zeszłym sezonie mieliśmy dużo takich meczów, gdzie przeciwnik nie wyglądał najlepiej, a my nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Takie wyniki w Europie są rzadkością, ale nie podpalamy się. Nadal musimy ciężko pracować – komentował Michał Probierz, który w swoim stylu tonował nastroje i apetyty, wyraźnie rozbudzone tak okazałym zwycięstwem.

Po drugiej strony nastroje były, eufemistycznie mówiąc, niezbyt dobre. Mykoła Trubachow nie krył rozczarowania po tak wysokiej porażce. - Komentować nie ma czego. Każdy widział, że na boisku była tylko jedna drużyna i była nią Jagiellonia. Chciałbym powiedzieć, że wasz dwunasty gracz był dziś niesamowity. Byłem zasmucony reakcją niektórych moich graczy, na których ogromny wpływ miały trybuny i kibice. Przez co się poddali i przestali walczyć. Składam gratulacje Jagiellonii. Życzę wam powodzenia w kolejnym etapie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, może za rok. Jeśli już nie mówić o piłce, to bardzo nam się podobało w Białymstoku. Tu są bardzo fajni ludzie, a kibice są niesamowici. Życzę wam powodzenia – zakończył szkoleniowiec gości.

Po spotkaniu głos zabrali także główni bohaterowie całego zamieszania, czyli piłkarze Jagiellonii. Wszyscy wyrazili swoje zadowolenie z wysokiej wygranej i awansu do kolejnej rundy, jednocześnie jednak nie popadając w przesadny optymizm i studząc nastroje.

Patryk Tuszyński, napastnik Jagiellonii. - Tak okazałe zwycięstwo bardzo cieszy. Nie da się ukryć, że Kruoja nie zawiesiła nam dziś wysoko poprzeczki, ale chwała drużynie za koncentrację i pracę. Przemek Frankowski strzelił dziś trzy bramki. To dla niego na pewno bardzo dobry wieczór. Całą wiosnę borykał się z kontuzją. W ten sezon też wszedł z kontuzją. Dziś dostał szansę i świetnie ją wykorzystał. Ja również się cieszę. W pierwszym meczu mój występ pozostawiał wiele do życzenia, dlatego taki mecz jak dziś jest dla mnie wielkim powodem do radości. Na prawdę cieszę się, że mogłem tak zagrać.

Piotr Tomasik, obrońca Jagiellonii. - Przed meczem zadzwonił do mnie jakiś dziennikarz i zapytał jaką zobaczymy Jagiellonię w rewanżu. Odpowiedziałem, że na pewno inną. Chcieliśmy zagrać inaczej. Pierwsze spotkanie nie ułożyło się po naszej myśli. Dziś jednak każdy wiedział, co do niego należy. Litwini nie mieli prawie nic do powiedzenia. Zwycięstwo w dzisiejszym meczu było naszym obowiązkiem.

Taras Romanczuk, pomocnik Jagiellonii - To jest piłka nożna i na boisku może zdarzyć się wszystko. W ubiegłym roku Dnipro pokazało jak się gra, szanowali każdego przeciwnika i my też tak robimy. Dobrze weszliśmy w mecz, szybko strzeliliśmy dwie a później trzecią bramkę i spokojnie mogliśmy dograć mecz do końca. Jak było widać, był to zupełnie inny mecz w naszym wykonaniu niż ten przed tygodniem . Przy stanie 4:0 trener w szatni przestrzegał nas, że nie ma zabawy na boisku, mamy być cały czas skoncenrownai i grać swoje. Przed nami kolejny rywal, trochę z wyższej półki ale mamy takie same szanse. Musimy wyjść na boisko i walczyć. Tak jak cieszymy się z awansu do drugiej rundy, tak mam nadzieję będziemy się cieszyć po kolejnym awansie.

Przemysław Frankowski, pomocnik Jagiellonii Białystok. - Myśle, że dzisiaj pokazaliśmy swoje prawdziwe oblicze. Mecz dobrze ułożył się nam od początku, skuteczność też była na wysokim poziomie, dla kibiców z pewnością też był to super mecz. Cieszę się, że w 17. minut zdobyłem trzy bramki, bo to dodatkowo motywuje do daleszej i cięższej pracy. W piłce seniorskiej to mój pierwszy hattrick, bo wcześniej udawało mi się to tylko w trampkarzach. Już słyszałem o tym, że Tomek Frankowski nigdy nie strzelił w Jagiellonii trzech bramek w jednym meczu, ale on strzelał prawie w każdym po jednej. Też chciałbym tego dokonać. Zdajemy sobie sprawę, że Omonia na pewno będzie trudniejszym przeciwnikiem od Kruoji, ale znamy swoją wartość, na pewno się nie poddamy a będziemy walczyć o awans do kolejnej rundy.

Wygrana z Litwinami wiązała się oczywiście z przywilejem awansu do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy (drugi etap kwalifikacji), gdzie los skojarzył Jagiellończyków z cypryjskim zespołem, Omonią Nikozja. Zespół ze stolicy Cypru do rywalizacji z białostoczanami przystąpił po wyeliminowaniu gruzińskiego Dinama Tbilisi (2:1 w dwumeczu). Warto nadmienić, że w tamtym okresie barw "Królowej" broniło dwóch przyszłym gracz "Żółto-Czerwonych", czyli irlandzki snajper Cillian Sheridan oraz, wciąż przywidziewający trykot z "jotką" na piersi, chorwacki stoper Ivan Runje. Niestety dla białostoczan, nasi wówczas przyszli gracze zaprezentowali się, do spółki z kolegami, lepiej od Jagiellończyków. W pierwszym spotkaniu skończyło się na bezbramkowym remisie, natomiast w rozgrywanym na cypryjskim GSP Stadium rewanżu górą byli gospodarze, którym zwycięstw zapewnił, w 8. minucie spotkanie, nie kto inny jak Cillian Sheridan. Trafienie Irlandczyka okazało się zbawienne dla Omonii i jednocześnie sądne dla Jagiellonii, którą wyrzuciło za burtę statku europejskich zmagań. Awansu do 3. rundy eliminacji zatem nie było, pozostały za to wspomnienia.

8:0. Rzadko taki rezultat gości na tablicach wyników na arenach piłkarskich zmagań w dobie nowoczesnego, do bólu pragmatycznego i wyciągnietego na wyżyny futbolu. Jeszcze rzadziej można go spotkań w rozgrywach międzynarodowych, w których rywalizują przecież najlepsze ekipy na krajowych podwórkach. Tym bardziej może zatem cieszyć, iż stał spotkanie tak wysoko wygrane stało się udziałem Jagiellonii Białystok. Podlasianie pokazali jak grać w Europie.

1. runda kwalifikacji Ligi Europy w sezonie 2015/2016, mecz rewanżowy

Jagiellonia Białystok - Kruoja Pokroje 8:0 (4:0), 9 lipca 2015 r.

Stadion: Stadion Miejski w Białymstoku.

Sędzia: Domagoj Vuckov (Chorwacja).

Widzów: 13 724 osób.

Gole: Maciej Gajos 3'; Karol Świderski 8'; Patryk Tuszyński 18', 45', 49'; Przemysław Frankowski 64', 75', 80'.

Skład Jagiellonii Białystok: Bartłomiej Drągowski - Piotr Tomasik, Sebastian Madera (K), Igors Tarasovs, Filip Modelski, Maciej Gajos, Taras Romanczuk, Piotr Grzelczak (Przemysław Frankowski 62'), Karol Świderski (Konstantin Vassiljev 55'), Nika Dzalamidze, Patryk Tuszyński (Łukasz Sekulski 74').

Trener Jagiellonii: Michał Probierz.

Skład Kruoji Pokroje: Martynas Matuzas - Valdas Pocevicius, Donatas Strockis, Oleksandr Tarasenko, Alfredas Skroblas, Donatas Navikas, Darius Jankauskas, Aivaras Bagocius (Tomas Birskys 57'), Tautvydas Eliosius, Tomas Salamanavicius (Tadas Eliosius 46'), Ricardas Beniusis (K) (Vadym Barba 59').

Trener Kruoji: Mykoła Trubachow.