20 02.21 19:30
Nowszy wpis Starszy wpis

Zając: Mamy punkt, który trzeba szanować

- Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Podbeskidzia. Niefortunnie stracona bramka po stałym fragmencie gry wniosła nerwowość w nasze poczynania - powiedział trener Bogdan Zając, szkoleniowiec Jagiellonii Białystok, po zremisowanym 1:1 sobotnim (20.02), wyjazdowym meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała.

- Nie potrafiliśmy uporządkować naszej gry w pierwszej połowie. Wprawdzie przed przerwą było kilka dobrych akcji, ale zabrakło płynności w wykończeniu. Dobrze weszliśmy w drugą odsłonę dzisiejszego starcia. Szybko przejęliśmy inicjatywę, dociskaliśmy przeciwnika, stwarzaliśmy zagrożenie. Było kilka sytuacji, które można było lepiej rozwiązać. Była też okazja Bartka Wdowika, którą można było lepiej sfinalizować. Ponadto szkoda nieuznanej bramki, ale był tam minimalny spalony. Słowa pochwały dla zawodników, że w trudnym momencie potrafiliśmy się odbić i powalczyć o zwycięstwo. Trochę nam do wygranej w tym meczu zabrakło, ale pozytywem z pewnością jest fakt, że potrafiliśmy się odbić od trudnego wyniku - mówił opiekun "Żółto-Czerwonych"

Na konferencji pojawiło się też wiele pytań od dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło tego, co było kluczem dobrej gry w drugiej części meczu? - Dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, w naszej grze było więcej jakości. Byliśmy agresywniejsi, graliśmy bliżej przeciwnika, a akcje były płynniejsze, wielopodaniowe. Próbowaliśmy ataków oboma stronami, a Paweł z Bartkiem wielokrotnie dobrze się prezentowali. Było kilka groźnych dośrodkowań, ale brakowało dokładności. Nie ma co gdybać. Mamy punkt, który trzeba szanować. W piłce o to chodzi. Kto kogo oszuka, kto szybciej strąci piłkę. O wszystkim decydują ułamki sekund i centymetry. Przy golu dla Podbeskidzia była strącona piłka, później zgubiliśmy krycie i Rafał strzelił gola. Pracowaliśmy nad poprawą organizacji, potrafiliśmy się dobrze wybronić przy stałych fragmentach gry.

- Jestem bardzo zadowolony z punktu, szanuję go. Beniaminkiem jest się wtedy, kiedy awansuje się do ligi. Teraz nie traktujemy już Podbeskidzia jako beniaminka, tylko jako drużynę, która wiosną regularnie punktuje. W poprzedniej kolejce zdobyliśmy punkt z mistrzem Polski, dzisiaj z beniaminkiem, ale to nie ma żadnego znaczenia. Punkt to punkt, tym bardziej zdobyty na tak trudnym terenie - stwierdził trener Zając.

Jedno z pytań dotyczyło Ivana Runje i jego pozycji w drużynie. - Ivan miał kontuzję i problemy. Obecnie ciężko pracuje nad powrotem do odpowiedniej dyspozycji. Mamy trzech stoperów na bardzo wysokim poziomie. Zaczęli Bogdan z Błażejem, ale cały czas będziemy rotować zawodnikami. Dzisiaj drobny uraz Bogdana spowodował wejście Ivana w przerwie. Po pojawieniu się na boisku zrobił swoje. Nie umniejszam jego roli, wręcz przeciwnie, podkreślam ją. W tym meczu zaczynał na ławce rezerwowych, ale wszedł i dał zespołowi jakość, na tym to polega. Nieważne jaki to piłkarz, ale tak to ma wyglądać. Każdy kto pojawia się na boisku daje zespołowi to, czego potrzeba.

Dlaczego dzisiejszy mecz Kris Twardek zaczął na ławce rezerwowych? - Na to spotkanie mieliśmy inne założenia. Inny przeciwnik, inne jego ustawienie. Przed tygodniem chcieliśmy zneutralizować bardzo groźne boki Legii. Po dzisiejszym ich spotkaniu widać, co mogą zrobić z przeciwnikiem. Przeciwstawiliśmy się Legii i wywalczyliśmy punkt, który trzeba szanować. Niektórzy może tego po tamtym spotkaniu nie robili, tak samo jak teraz nie wszyscy doceniają dzisiaj zdobyty punkt.

Do sposobu wykonywania stałych fragmentów gry przez przeciwnika przygotowuje się zawsze. Każdy zespół ma swoje rozwiązania. Podbeskidzie również jest w tym aspekcie groźne, co już pokazało. Nie widziałem dzisiaj wiele problemów przy stałych fragmentach gry, poza tym, kiedy straciliśmy gola. Broniliśmy się, wybijaliśmy piłkę. Akurat przy jednym stałym fragmencie przeciwnik nas oszukał - zakończył trener Zając.